Czego szukasz...

Ostatnio zapragnąłem obejrzeć mój klasztor z perspektywy sąsiadów. Wybrałem się na spacer z dwoma młodszymi braćmi, jeden z nich był Amerykaninem. Musieliśmy wyglądać podejrzanie, bo pewien mężczyzna zapytał dość obcesowo i nieco podejrzliwie: "Czego panowie szukacie?". Nie chcąc uchodzić za kandydata na gangstera z podwarszawskiej "sypialni", najgrzeczniej jak mogłem, wyjaśniłem, że podziwiamy współczesne domy jednorodzinne. Amerykański towarzysz, gdy wyjaśniłem całe zdarzenie, zdziwił się. "Wiesz, Robert - powiedziałem - popełniłem błąd. Powinienem był odpowiedzieć »Szukam Jezusa z Nazaretu«. Ciekawe, jak by zareagował". Zanieśliśmy się donośnym śmiechem. Szczerze teologicznym.
Czyta się kilka minut

Ewangelia najbliższej niedzieli to kontynuacja opowieści o pięciu chlebach. Jest to najpierw refleksja nad brakiem wiary uczestników tamtego zdarzenia. Zdaniem niektórych egzegetów wielka mowa eucharystyczna Jezusa w Kafarnaum jest także odbiciem wątpliwości wczesnego Kościoła co do obecności Chrystusa w Eucharystii.

Na początku tej mowy pada kluczowe słowo teologii św. Jana "szukanie". "Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki...". Nie czytajmy tych słów jako gorzkiej krytyki pod adresem uczestników uczty na pustyni szukających Proroka. Jezus poleca, aby tłum oczyścił motywy poszukiwania Mesjasza. I nie chodziło mu tylko o tamten tłum, ale też o te tłumy, które dziś stoją w naszych kościołach, kaplicach, klasztorach, instytucjach religijnych.

Pisał o tym w gorzkich słowach św. Augustyn: "Iluż to ludzi szuka Jezusa tylko dla tymczasowych korzyści! Sklepikarze biegną do księży, szukając u nich wsparcia dla swoich interesów. Ktoś inny prosi o pomoc Kościoła w obronie przed kimś silniejszym. Inny jeszcze szuka wsparcia przeciwko komuś, na którego nie może mieć wpływu. Kościół jest pełen takich ludzi. Jezusa dla samego Jezusa z trudem się szuka".

Bądźmy realistami. Nie jesteśmy w stanie ani oceniać ludzkich intencji, ani oczyszczać ludzkich motywów szukania Boga. Zajęcie takie prowadzi najczęściej do pętania ludzkich sumień i historia dostarcza po temu sporo dowodów. Dlatego lepiej zacząć od samych siebie i próbować ocenić własne intencje i własne motywy przebywania z Jezusem. A jeśli odkryjemy, że nasze motywy wiary i życia w Kościele nie były dotąd szczere, a jedynie utylitarne - to bardzo dobrze. Będzie to pierwszy krok do przewartościowania dotychczasowych wyborów. Być może efektem tego będzie nawet niemożność uzasadnienia motywów własnej wiary. Ale nie zawsze przecież trzeba wszystko wszystkim udowadniać. Czasem lepsze jest milczenie zdumienia lub kolejne pytanie: "Manhu? Co to jest?".

Dobrze się stało, że na tamtym spacerze na pytanie "Czego szukasz" nie odpowiedziałem "Jezusa z Nazaretu". Ostatecznie On sam kiedyś mi objawi, czy szukałem Go dla Niego samego.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 31/2009