Reklama

COVID-owy jeździec

COVID-owy jeździec

w cyklu WOŚ SIĘ JEŻY
30.04.2020
Czyta się kilka minut
Czy jest możliwe, żeby bogaci i elity poszli na ustępstwa, zanim dojdzie do wielkiego „bum”? Ostatnie tygodnie pokazują niestety, że raczej nie ma na to szans.
Rafał Woś / FOT. GRAŻYNA MAKARA
J

Już na początku kwietnia ekonomiści z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley – Emmanuel Saez i Gabriel Zucman – wyrazili zdziwienie, czemuż to sfinansowanie rządowych planów walki ze skutkami COVID-19 jest uważane za problem. I to na tak bogatym kontynencie jak Europa. Przecież pieniądze na ten cel dałoby się zabezpieczyć w jednej chwili. I to w taki sposób, że nikt z finansujących nawet by tego specjalnie nie odczuł. Wystarczyłoby wprowadzić w życie podatek majątkowy, o którym Saez i Zucman trąbią od wielu lat.

Kogo objąć podatkiem? Jasne, że nie tych, którzy mają więcej długu niż zasobów. Odpadają więc miliony gospodarstw domowych klasy średniej zakredytowanych hipotecznie. A i tym bez kredytów nikt rozsądny majątku daniną obkładał nie będzie, bo nie ma to większego sensu. Większość z nas ma przecież majątek netto na poziomie zera. Trochę oszczędności, jakieś instrumenty finansowe opiewające na nieistotne sumy. Gra nie warta świeczki. 

Sensowne opodatkowanie majątkowe zaczyna się – zdaniem Zucmana i Saeza – od 2 mln euro majątku netto. Tu na biednego nie trafimy. Mowa bowiem o głośnym „jednym procencie” najbogatszych mieszkańców kontynentu. O ludziach, których majątek – liczony zbiorczo – jest równy prawie 70 proc. całego unijnego PKB. To już nie są sumy systemowo nieistotne. Saez i Zucman proponują, by na majątek netto przekraczający te 2 mln euro nałożyć daninę w wysokości 1 proc.

Bogaci i superbogacze

Na tym świat europejskiego bogactwa się jednak nie kończy. Następny próg ekonomiści proponują ustanowić na 8 mln euro majątku netto. To z grubsza prowadzi nas do „superbogaczy”. Albo jak kto woli, 0,1 proc. najzamożniejszych Europejczyków, których majątek stanowi w sumie ok. 30 proc. całego unijnego PKB. Propozycja jest taka, żeby powyżej tych 8 mln zastosować podatek równy 2 proc. Czy wciąż jeszcze możemy iść w górę? Oczywiście! W 2019 r. w Unii było 330 euromiliarderów (w samej Polsce sześcioro). Razem mają ok. biliona euro majątku. Saez i Zucman mówią, żeby zobowiązać ich do zapłacenia podatku majątkowego w wysokości 3 proc. 


POLECAMY: „Woś się jeży” – autorski cykl Rafała Wosia co czwartek na stronie „TP” >>>


Jeżeli zsumujemy wszystkie trzy daniny: 1 proc. od bogatych, 2 proc. od superbogatych i 3 proc. od miliarderów, to wychodzi nam łącznie rocznie nieco ponad jeden procent unijnego PKB. Koszt ambitnych planów walki z COVID-19 szacuje się na 10 proc. unijnego PKB. Gdyby chcieć ten wydatek sfinansować z naszkicowanego powyżej schematu, to zwróci się już po 10 latach! W innym wariancie taki podatek majątkowy mógłby posłużyć do współfinansowania bezwarunkowego dochodu podstawowego albo wielu innych posunięć, na które z wytęsknieniem czekamy. Na przykład do poważnego dofinansowania zdrowia publicznego tak, by stało się ono tym, czym być powinno: prawem człowieka, a nie towarem kupowanym za pieniądze. 

Historia i podatki

Jest oczywiste, że dziś brakuje odpowiednich instytucji i traktatów, by podatek, o jakim mówią Zucman i Saez, wprowadzić w życie. Traktaty i instytucje mają jednak to do siebie, że można je powołać do życia. Euro oraz Komisję Europejską dało się utworzyć. Podobnie wspólne unijne reguły prawne ingerujące w życie krajów nieraz bardzo głęboko. Niby więc dlaczego nie dałoby się zrobić europejskiego podatku dochodowego? Bo nie zgodzą się na to Niemcy? A Luksemburg nie będzie chciał zrezygnować ze swojej pozycji miniraju podatkowego? Owszem, to są realne przeszkody. Ale ich pokonanie nie wymaga ani zmiany prawa ciążenia, ani zbudowania maszyny do podróży w czasie. To przeszkody realne, ale możliwe do zniwelowania przynajmniej teoretycznie. Właśnie w łamaniu takich oporów miała tkwić siła integracji europejskiej. Jeśli nie po to została zrobiona, to po co nam ona? 

Dodajmy, że propozycja Zucmana i Saeza nie jest szczególnie wygórowana. Nawet w „Kapitale w XXI wieku” ich dobry znajomy ekonomista Thomas Piketty (napisali razem wiele prac) postulował, by opodatkowanie bogactwa rozpocząć już od miliona euro majątku netto. Z kolei w jednym z późniejszych wywiadów swoje stanowisko zaostrzył namawiając, by europejski wealth tax miał jeszcze charakter konfiskacyjny. To znaczy, by nie tylko napełniał publiczną kasę, lecz również faktycznie uniemożliwiał akumulowanie bogactwa w nieskończoność. Dlatego według Pikett‘’ego krańcowa stawka podatku majątkowego miała wynieść nawet 90 proc. dla majątku powyżej 2 mld euro. 

Jeśli kogoś to 90 proc. zaskakuje, to najlepszy dowód, że czasy w których żyjemy, to rzeczywiście „pogoda dla bogaczy”. Przypomnieć bowiem trzeba, że po II wojnie światowej w USA i Wielkiej Brytanii istniały 80–90-procentowe krańcowe stawki podatków osobistych. A wprowadzono je właśnie po to, by żaden pojedynczy człowiek nie dysponował tak wielkimi pieniędzmi. Oczywiście te przepisy były obchodzone. Powoływano fundacje czy trusty, w ramach których bogactwo miało być akumulowane. Akumulowano je też w firmach. To jednak sprawiało, że pieniądze trudniej było ukrywać poza widokiem publicznym i łatwiej było je zaprzęgać dla celów dobra wspólnego. 

Dziś jednak te (nie tak znów odległe) historie traktowane są jak baśnie o smokach, szlachetnych rycerzach i pięknych księżniczkach uwięzionych w wieży. Saez i Zucman podają (w innej pracy), że mniej więcej od roku 1980 trwa stały spadek opodatkowania dochodów najbogatszych. Pokazać to można sumując wszystkie podatki, które ludzie płacą: dochodowe, VAT, majątkowe, kapitałowe. Wtedy zobaczymy, że w ciągu minionego czterdziestolecia w większości krajów zachodnich obciążenia podatkowe zmniejszyły się o kilkadziesiąt procent. To m.in. dlatego udział bogatych (wspomniany wcześniej 1 proc.) w amerykańskim PKB zwiększył się trzykrotnie. A udział superbogaczy (0,1 proc.) nawet czterokrotnie. Dla krajów zachodniej Europy te statystyki nie wyglądają wcale zasadniczo odmiennie. Dodajmy, że wszystko to dzieje się w warunkach panującej w tych wszystkich krajach (przynajmniej formalnie) demokracji. Która przecież (znów formalnie) powinna przed sytuacjami tak miażdżącej dominacji nielicznych nad licznymi zabezpieczać. A jednak nie zabezpiecza. 

Wojny i zmiany

Historycy gospodarki od lat badają ten problem. Ich wnioski są niezbyt pocieszające dla tych, którzy uważają, że systemy społeczne mogą same z siebie dokonać zasadniczej autonaprawy. Owszem – zmiana społecznego status quo czasem następuje. Ale zawsze towarzyszy jej wielki i głęboki społeczny wstrząs. Ekonomiści David Stasavage i Kenneth Scheve wskazują, że jedyne momenty w historii, gdy udało się na trwałe wprowadzić do systemu wysokie i progresywne opodatkowanie dochodów bogatych, to czasy I i II wojny światowej. Stało się tak, ponieważ elity polityczno-ekonomiczne w Stanach Zjednoczonych, Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii wiedziały, iż muszą zaoferować masom rekompensatę za krew przelewaną na frontach. 

Podobnie było po II wojnie światowej, gdy w wielu krajach zachodnich wprowadzono instytucje państwa dobrobytu finansowanego z wysokich progresywnych podatków. Trudno nie zauważyć jednak, że działo się to w warunkach stałego zagrożenia i ideologicznej konkurencji ze strony radzieckiego komunizmu. Gdy kapitaliści czuli się zmuszeni dowodzić, iż u nas „również robotnikowi żyje się lepiej”. Nieprzypadkowo również odchodzenie od wysokiego opodatkowania bogactwa rozpoczęło się w momencie, gdy blok wschodni zaczął się rozpadać, a zachodni kapitalizm stał się bezalternatywną rzeczywistością. 

Potwierdzenie tezy o zmianach, które następują dopiero po apokalipsie, znaleźć można również w polskiej historii. Ekonomista Marcin Piątkowski przekonująco pisze np. o reformie rolnej, która pozostawała w II RP sprawą nierozwiązaną. Oczywiście z powodu oporu dobrze okopanego politycznie (najpierw w sojuszu z narodową prawicą, a po maju 1926 r. z częścią obozu sanacji) lobby ziemiaństwa, które na takiej reformie straciłoby najwięcej. Faktycznego uwłaszczenia – a co za tym idzie, obywatelskiej emancypacji chłopstwa – dokonali więc dopiero komuniści po roku 1945. W ramach systemu, który uważamy dziś za totalitarny.

Mądrzy po szkodzie

Jeszcze bardziej pesymistyczny jest historyk gospodarki Walter Scheidel. W wydanej w 2017 r. książce „The Great Leveler” („Wielki Zrównywacz”) pisze wprost o czterech jeźdźcach Apokalipsy, którzy regularnie pojawiają się na kartach historii. Ci jeźdźcy to wojny, rewolucje, pandemie i chaos związany z rozpadem politycznego ładu. Ich pojawienie się wywraca wszystko do góry nogami. Są łzy, cierpienie i śmierć liczona w milionach. Jeźdźcy często jeżdżą w parach, a bywa, że i trójkami. I tak np. wojna niesie za sobą rewolucję (jak w Rosji roku 1917) i pandemie (grypa hiszpanka). Z kolei pandemia może powodować dezintegrację politycznego ładu (jak średniowieczna dżuma, która nadwerężyła potęgę miast włoskich). Dopiero gdy przejdą, możliwe jest otrzeźwienie. Zwykle chwilowe, trwające do czasu następnej wizyty jeźdźców. Jak np. czasowa poprawa sytuacji robotnika po wielkich pandemiach, gdy brakuje rąk do pracy i płaca musi iść w górę. Na kartach „Zrównywacza” próżno jednak szukać pokrzepiających przykładów w stylu „mądre społeczeństwo przed szkodą”.

Już na początku obecnej pandemii Scheidel został poproszony o odpowiedź na pytanie, czy to już jest TO? Czy COVID-owy jeździec Apokalipsy przestraszy kogokolwiek na tyle, byśmy stali się świadkami realnej społecznej zmiany? Odpowiedź Scheidela była negatywna: sam COVID-19 nie wystarczy. Mówiąc brutalnie – szok nie był odpowiednio silny. W końcu śmiertelności obecnej pandemii daleko do hiszpanki sprzed stu lat, nie mówiąc już o dżumie czy wojnach światowych. 


CZYTAJ WIĘCEJ: AKTUALIZOWANY SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>


Ale to wszystko przy założeniu, że wiemy tyle, co dziś. Nikt jednak nie wie jeszcze, jak obecna pandemia wpłynie np. na integrację europejską, która i bez tego trzeszczała ostatnio od wewnętrznych sprzeczności. I nie wygląda, by obecne elity polityczne miały pomysł, jak wyjść tym tarciom naprzeciw. A jeżeli dodamy do tego kryzys klimatyczny, który przecież nie zniknął tylko dlatego, że przestaliśmy się nim martwić? A nierówności, które rosną tak, jak rosły? A co, jeśli dopiero to wszystko razem eksploduje? A my moglibyśmy temu zapobiec, ale nie zapobiegamy? Choćby robiąc to, co proponują Zucman i Saez. Skazując się na los kolejnego pokolenia „mądrych po szkodzie”.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Piszę to z pewnym ociąganiem, bo nie chciałbym być policzony do sfory, która wcześniej czy później na pana Redaktora się rzuci, a ja naprawdę z przyjemnością czytam artykuły z cyklu "Woś się jeży" i szanuję pana Redaktora za niekonwencjonalne myślenie. Muszę jednak wypomnieć, że w poprzednich odcinkach głosił Pan tezę, że państwo ma moc kreowania nieograniczonych ilości pieniądza w systemie. To po co ma je komukolwiek zabierać? Czyżby pieniądze reprezentujące majątki bogaczy miały jednak większą wartość od drukowanych w miarę potrzeb budżetu? Objawia się tu zwolennik podatku solidarnościowego w rodzaju francuskiego ISF, za którym stoi konserwatywne przekonanie, że aby komuś dać, trzeba najpierw komuś innemu zabrać. Tymczasem UE poszła dalej, właśnie w kierunku rozwiązań wcześniej w tym cyklu proponowanych. Jeszcze miesiąc temu mówiono o pakiecie kryzysowym o wartości 25 mld euro, i to kosztem cięć w już rozdysponowanych wydatkach na przyszłe lata. Obecnie KE chce pożyczyć na rynkach finansowych ponad 300 miliardów euro i za pomocą inżynierii finansowej wygenerować Fundusz Odbudowy do dwóch bilionów euro. Przy takiej dźwigni wystarczy dopożyczyć raptem 30 miliardów i już mamy dodatkowy 1% unijnego PKB, jaki spodziewa się Pan wydusić z fortun Wujków Sknerusów, nie?

w którym artykule red. Woś traktuje dodruk pieniędzy jako pozytyw w rozwiązywaniu problemów budżetowych? Chodzi mi o coś takiego expressis verbis. Często pojawia się na forum taki zarzut wobec Wosia, a ja nie śledzę ustawicznie jego tekstów...

@Robert Forysiak w sobota, 02.05.2020, 21:20. Mogę, jak najbardziej. "Z ekonomicznego punktu widzenia jest przecież oczywiste, że dopóki bogate suwerenne państwo dysponuje własną walutą (to znaczy nie przystąpiło do jakiegoś ponadnarodowego obszaru walutowego w stylu strefy euro), dopóty tylko w bardzo niewielu przypadkach można powiedzieć, że na coś go „nie stać”. Tym właśnie państwo różni się od człowieka. Człowiek faktycznie: najpierw zarabia, a potem wydaje. Państwo zaś robi odwrotnie. Najpierw wydaje, a dopiero później zbiera pieniądz z rynku w postaci podatku. [...] Dzieje się tak dlatego, że państwo to jedyny podmiot dysponujący prawem emisji własnej waluty. W sensie dosłownym państwu nie mogą się skończyć własne pieniądze. To fizycznie niemożliwe. Owszem, może mieć trudności z nabyciem jakiegoś dobra, którego brak w kraju (np. ropy naftowej albo gazu). Za to musi płacić dewizami. Ale, gdy chodzi o pieniądze na szpitale, szkoły albo dochód podstawowy, to możliwości są nieograniczone. Tak działa współczesna gospodarka, w której pieniądz jest fiducjarny (czyli oparty na wierze)". [https://www.tygodnikpowszechny.pl/pieniadze-na-wirusa-sa-w-banku-banku-centralnym-162822] Treść powyższego cytatu usprawiedliwia, moim zdaniem, twierdzenie, że red. Woś traktuje dodruk pieniędzy jako pozytyw w rozwiązywaniu problemów budżetowych. Zaznaczam, że akurat ja nie robię mu z tego zarzutu, chociaż uważam takie rozwiązanie za mało realne w polskiej rzeczywistości, co starałem się zresztą uzsadnić w komentarzu pod tamtym artykułem. [https://www.tygodnikpowszechny.pl/comment/39292#comment-39292]

O, właśnie o coś takiego mniej więcej mi chodziło. Dzięki za cytat i link!

To może napiszesz jeszcze, jaka to cudowna "inżynieria finansowa" zostanie użyta do 6-krotnego pomnożenia ponad 300 mld euro? Bo chyba nie chodzi o dodruk pustego pieniądza? Do tego celu nie potrzeba pożyczać wcześniej żadnych środków (za to trzeba mieć mentalność pisowskich ekspertów finansowych). Bardziej bym się kierował ku wnioskowi, że wyssałeś tego newsa z palca.

@gregg84 w piątek, 01.05.2020, 23:42. Nie komentuj pod wpływem emocji. Powołuję się wyłącznie na newsy z mediów, a jeśli nie podaję źródła, to dlatego, że chodzi o news niedawny i opublikowany przez gazety, które przeglądają (powinni przeglądać w każdym razie) wszyscy wypowiadający się na tematy polityczne i gospodarcze. Pewnie, że zawsze coś może umknąć, ale w takich przypadkach Google jest twoim przyjacielem. Tu masz dwa źródła bez wątpienia niepisowskie: [https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,173952,25894340,jest-tak-ue-dla-nowego-planu-marshalla-powstanie-fundusz.html] [https://www.dw.com/pl/szczyt-ue-sk%C4%85d-pieni%C4%85dze-na-reanimacj%C4%99-gospodarcz%C4%85/a-53214055]. Na czym ma polegać cudowna, unijna inżynieria finansowa - tego nie wiem i nawet nie sugerowałem, że mam na ten temat jakieś wyobrażenie. Zapytaj np. tutaj: [https://ec.europa.eu/poland/services/contact-points_pl].

Jak to dobrze, że zawsze znajdzie się taki ktoś, kto zupełnie bez emocji zacznie komentować o jakichś sforach :) Nie czytuję Gazety.pl - czytuję Wyborczą.pl, a to dwie różne sprawy. Jak to nie wiesz? jak to nie sugerowałeś? Podobno "UE poszła dalej, właśnie w kierunku rozwiązań wcześniej w tym cyklu proponowanych" (a wyżej czytamy, co to za proponowane rozwiązania: "kreowanie nieograniczonych ilości pieniądza w systemie"). To teraz pokaż mi bez emocji, gdzie w cytowanym tekście z Gazety.pl (a właściwie w cytacie [?] z korespondentki Polskiego Radia:)) jest mowa o tym, że "inżynieria finansowa" = "kreowanie nieograniczonych ilości pieniądza w systemie". Bo na razie to jest głuchy telefon: ktoś coś w Brukseli, korespondentka PiS-radia też coś, Gazeta.pl może jeszcze inaczej, a ty, to już w ogóle :)

Domyślam się, że nie czytasz wiele poza mediami, które nie tyle informują, co instruują swoich odbiorców, co i jak myśleć na każdy temat. i pewnie dlatego tak histerycznie reagujesz na obecność niepożądanych gości na "twoich" forach. Nie wdając się w subtelności relacji pomiędzy portalami gazeta.pl i wyborcza.pl, to jest ten sam wydawca, nierzadko ci sami ludzie i stała wymiana treści. Link do Wyborczej jest nawet w głównym menu Gazety - formatu tabloidowego, podczas gdy Wyborcza adresowana jest, przynajmniej w intencji, do czytelników bardziej wyrobionych intelektualnie. Jak widać po tobie, nie zawsze trafiają w target, ale przecież tyle rozumiesz, że nie jest to medium pisowskie, o co mi właśnie chodziło. Wiadomość o śmiałym planie KE pierwszy podał portal Politico Europe, a powtórzyły ją najważniejsze media światowe, w tym The Guardian (to z kolei moja ulubiona gazeta, chociaż politycznie jak najdalsza od moich sympatii). Zacytuję serwis Bloomberga, którego chyba nie nazwiesz niepoważnym czy pisowskim (kto cię tam zresztą wie?): "Komisja Europejska przedstawia plan odbudowy gospodarki o wartości 2 bilionów euro (2,2 biliona dolarów) przed rozmowami przywódców w czwartek, szukając drogi wyjścia przed podziałami z ostatnich tygodni. [...] W ramach projektu planu UE zamierza uruchomić fundusz o wartości 300 mld euro w budżecie na lata 2021-2027 i pożyczyć 320 mld euro na rynkach kapitałowych. Dokument nie mówi, w jaki sposób komisja osiągnęła łączną kwotę 2 bilionów euro." [https://www.bloomberg.com/news/articles/2020-04-22/eu-commission-eyes-2-2-trillion-plan-for-coronavirus-recovery]. Jakoś tak przypomniał mi się odcinek serialu South Park, w którym chłopcom w tajemniczy sposób giną z bieliźniarek majtki. Tropiąc złodzieja, Kyle i przyjaciele trafiają do ukrytej w lesie jaskini Gnomów Gaciowych. Okazuje się, że bielizna jest im potrzebna do realizacji planu biznesowego. Obejrzyj sobie kluczową scenę [https://www.youtube.com/watch?v=3zc4bGkU05o] i wyluzuj, bo jeszcze ci co pęknie.

Nie wiem, w jaki target ty celujesz, ale sądząc po rozrzucie twoich przytępionych strzałek, to w żaden. Gdzie w tekście z Bloomberga jest choćby najmniejsza sugestia tego, że większość z 2 bilionów euro planowanych przez KE to efekt "kreowania nieograniczonych ilości pieniądza w systemie" a'la Woś? Nigdzie. I co, zaserwujesz mi teraz jeszcze inny cytat, który równie mało wniesie na poparcie twoich twierdzeń? Możesz sobie odpuścić, jeśli to ma tak wyglądać. I tak to jest - wystarczy lekko podrapać twoje teksty i spod warstewki farby wyłazi paździerz.

po Brexicie liczba ludności EU wynosi ok. 447 mln, z czego ok. 289 mln (64,7% - Eurostat, 2018) to ludność w wieku produkcyjnym (15-64 lata), której przysługiwałby UBI, o który Pan tak walczy. Załóżmy niezwykle konserwatywnie, że średni miesięczny UBI na obywatela UE to byłoby 400 EUR. Daje to w ciągu roku wydatek rzędu 1 387 miliardów EUR przy całkowitym PKB Unii Europejskiej w 2019 r. (nie licząc Wielkiej Brytanii) na poziomie 13 966 miliardów EUR (15 518 mld USD wg IMF, po przeliczeniu po kursie 1 USD = 0,9 EUR). A zatem nawet tak skromny UBI wymagałby wydatkowania 9,93% unijnego PKB. Tymczasem według wyliczeń podanych w Pana tekście przychód z opodatkowania majątku najbogatszych Europejczyków wyniósłby zaledwie 1% PKB Unii - zaledwie 10,07% środków potrzebnych do sfinansowania UBI. I tutaj pojawia się moje pytanie: SKĄD ZAMIERZA PAN UZYSKAĆ DALSZE 89,93% ŚRODKÓW POTRZEBNYCH DO WDROŻENIA UBI?

ZWP w swych rozważaniach odwołuje się do przykładu KE, która ma pewien finansowy plan realizowany za pomocą inżynierii finansowej. Wtrąca się nagle pewien użytkownik, który sugeruje, że zwp przykład ten wyssał z palca. Sugeruje powołując się doniośle na tzw. wniosek. Jak wiadomo, wnioskowanie to rozumowanie dedukcyjne lub indukcyjne - w przypadku wniosku z obserwacji - indukcyjne. Ale wniosek ma też ujęcie potoczne i w tym ujęciu wnioskiem może być nawet impulsywne wyobrażenie, z którym mamy najprawdopodobniej do czynienia u naszego użytkownika (ale istnieje możliwość, że użytkownik ten osiąga ujemne wyniki w próbach weryfikacji bardziej złożonych, nie ograniczonych do samych haseł informacji - nie będę się rozpisywał na temat czynników tego). Cóż na to wskazuje? Ano zwp w odpowiedzi podaje źródła prasowe informujące o zamiarach KE, a więc daje dowód że nie wyssał z palca ani nawet nie przeinterpretował jakiś pozorów. ZWP ma więc przesłanki by uwagę drugiego użytkowania uznać za przejaw emocji. Ale drugi użytkownik najwyraźniej nie chce się pogodzić ani z faktem, że zwp niczego nie wyssał ;) ani z tym, że on sam, znaczy drugi użytkownik poddaje się emocjom. Przerzuca się na inny temat, w którym czuje się pewniej, że coś wypunktuje, czyli sprawę równości między kreowaniem a planami KE. Czy zatem drugi użytkownik poza rozumowaniem i emocjami przeżywa inny stan psychiczny który pozwala wysuwać wnioski? Czy użytkownik gregg jest OBCYM? Wow! Czy ja pierwszy to odkryłem? Che..che...

Kiedy już odłożymy na bok emocjonujące dykteryjki Foryśka, wtedy ukazuje się twardy, niewyssany jeszcze przezeń rdzeń: bezprzecinkowy komentator jednoznacznie imputuje na samym początku, że "inżyniera finansowa" KE jest równoznaczna z umownym "dodrukiem" euro a'la Woś (tak, Foryniu, redaktor Woś wysunął parę tekstów temu propozycję "druku" pieniądza bez pokrycia przez suwerenne państwo). Po moim retorycznym pytaniu, co by to miała być za Wosio-podobna (a jakże!) inżynieria finansowa, jeśli nie właśnie "druk" pustych pieniędzy (bo na ten pomysł KE i EBC raczej nie wpadną, w odróżnieniu od PiS), bezprzecinkowy nagle przypomniał sobie, że on jednak nie wie nic na temat planów radosnego dodruku euro czy innych tego typu horrendalnych instrumentów w wykonaniu UE (a to ci zaskoczenie...), i dla odwrócenia uwagi od tego blamażu za punkt honoru obrał sobie wykazanie mi, że KE jednak COŚ zamierza przedsięwziąć dla przeciwdziałania kryzysowi (eureka!), i że to COŚ jest określane w mediach jako "inżynieria finansowa" (eureka po raz wtóry!). Tak jakbym sugerował, że UE nie zrobi absolutnie nic, a jeśli już coś zrobi to nazwie to w każdy możliwy sposób, tylko nie "inżynieria finansowa".:))) Musikiem desperacja już Forysia bierze, skoro próbuje gryźć moje kostki przy użyciu takiej przegranej sprawy. ;)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]