Co zostało po murze

Zdjęcia ludzi rozbijających mur berliński obiegły świat i stały się, trochę ku irytacji nas, Polaków, symbolem upadku komunizmu.
Czyta się kilka minut
Jedna z instalacji Ludwika Waseckiego w Sosnówce koło Wrocławia. / Fot. Archiwum prywatne Ludwika Waseckiego
Jedna z instalacji Ludwika Waseckiego w Sosnówce koło Wrocławia. / Fot. Archiwum prywatne Ludwika Waseckiego

A tymczasem w Berlinie znienawidzony 160-kilometrowy pas umocnień granicznych szybko zniknął z krajobrazu miasta. Był czymś bezwartościowym, czymś, czego należało się pozbyć. Posłużył jako gruz budowlany. Fragmenty kupili, także za cenę gruzu, perspektywicznie myślący przedsiębiorcy. Potem, gdy okazało się, że mur interesuje zagranicznych turystów, zaczęli sprzedawać jego okruchy. Dziś oryginalnego muru już w Berlinie nie ma, ocalały tylko niewielkie fragmenty, np. przy Muzeum Muru na Bernauer Straße albo w East Side Gallery we Friedrichshain (na nabrzeżu Szprewy, z oryginalnym graffiti). Fragmenty są rozsiane po świecie, od Watykanu przez USA po Japonię.

Ale największy fragment muru poza Berlinem jest w... Polsce: w małej wsi Sosnówka koło Wrocławia stoi dziś 50 metrów oryginalnego muru. Ponad 40 segmentów, 3,60 na 1,20 metra, każdy 1 700 kilo wagi, przekształcone w instalacje artystyczne. Właścicielem tej kolekcji jest Ludwik Wasecki, Polak z Berlina. Dentysta i pasjonat sztuki współczesnej na pomysł wpadł tamtej nocy, gdy mur rozbijano. Sam odłupał wtedy na pamiątkę kawałeczek.

Historia dentysty z Polski, który wybrał emigrację – najpierw w Szwecji, potem w Berlinie Zachodnim – łączyła się z murem i przekraczaniem granicy Wschód-Zachód. – Postanowiłem, że opowiem historię swoją i muru poprzez sztukę – mówi Wasecki. Najpierw były instalacje z betonu i styropianu, ucharakteryzowane na mur; Wasecki fotografował je i prezentował w swoim gabinecie w Berlinie. Zachwycony pomysłem pacjent pomógł mu zdobyć pierwszy prawdziwy fragment. Potem Wasecki dokupił następne.

Dziś pod lasem w Sosnówce stoi siedem instalacji. Wasecki sam je projektował: od trabanta przebijającego mur po dentystyczne wiertło borujące ścianę. Jedną z ostatnich jest „Gingivitis”, nawracające zapalenie dziąseł. – Chroniczny stan zapalny, jak między Niemcami Wschodnimi i Zachodnimi – mówi. Na betonie umieścił ogromną szczoteczkę do zębów, która ma zwalczyć infekcję. Ot, takie dentystyczne spojrzenie na niemiecką rzeczywistość.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 45/2014

Artykuł pochodzi z dodatku Jak obalano mur