Co to znaczy, że mamy w sobie podobieństwo Boga?

Przypomnijmy sobie, co niby to najpobożniejsi z nas gadali o namaszczonych kapłańskich dłoniach, o tym, że Ciało Pańskie nie zaraża, że to prześladowanie Kościoła. To my Boga ośmieszamy w oczach innych.
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara

Jezus: „Ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu (...), a w końcu ukazał się mnie, ostatniemu ze wszystkich, jakby poronionemu płodowi”, mówi Paweł Apostoł. Ukazać się, objawić, być z kimś nie oznacza zaraz, że ten ktoś stał się widzialny i łatwo spotkanie z nim jest opisać. Faustyna Kowalska mówi: „Mam spisać zetknięcia się duszy mojej z Tobą, o Boże, w chwilach szczególnych nawiedzeń Twoich (...) Jezu, widzisz, jak mi jest trudno pisać, jak nie umiem jasno tego napisać, co w duszy przeżywam. O Boże, czy może napisać pióro to, w czym nieraz słów nie ma?”. Po czasie okaże się, że sam zapis nie wystarcza, potrzebny jest inny sposób wyrazu, obraz. Z prostego powodu. Johannes Scheffler, czyli Anioł Ślązak mówi: „Co się o Bogu mówi, to mi nie starcza wcale: / Nad-Boskość jest dopiero życiem mym i światłem”.

Szesnaście wieków przed Johannesem Schefflerem i dwadzieścia przed Faustyną Kowalską Jezus z Nazaretu powiedział: „Bądźcie doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec w niebie”. Ale to przecież jest niemożliwe. Oczywiście, że niemożliwe, ale nie dlatego, że jesteśmy „słabi i grzeszni”. Nasza bezsilność bierze się z naszej potęgi. Johannes Scheffler mówi: „Jak Bóg ja jestem wielki, On mały jest jak ja: / Nie może On nade mną, ja być pod Nim wszak”. Dlatego wciąż jesteśmy tym dzieckiem z legendy o św. Augustynie, które próbuje przenieść morze do dołka wygrzebanego w piasku. Słowem, ważniejsze jest to, czego o Bogu nie wiemy, od tego, co już wiemy. Ważniejsze jest to, w co jeszcze nie wierzymy, od tego, w co wierzymy. Dlatego w Piątej modlitwie eucharystycznej prosimy Boga, żeby odnowił w nas swoje podobieństwo. Zapominając o tym, krzywdzimy Boga.

Za największego wroga religii okrzyknęliśmy ateizm. Tymczasem Leszek Kołakowski twierdzi, że ludzi od Boga najskuteczniej odtrąca Jego śmieszność, a winę za to, że tak jest, ponoszą chrześcijanie. Przypomnijmy sobie, co niby to najpobożniejsi z nas gadali o namaszczonych kapłańskich dłoniach, o tym, że Ciało Pańskie nie zaraża, że to prześladowanie Kościoła, walka z Kościołem, że to wymysł lewactwa itp., a biskupi i prezbiterzy, w trosce o tzw. maluczkich, takie głupoty tolerowali. Teraz okazuje się, że procentowo najbardziej skurczyła się właśnie grupa tych maluczkich.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2025

W druku ukazał się pod tytułem: I śmieszno, i straszno