Mykeny nad Dunajcem

Dr Marcin Przybyła, archeolog: Fortyfikacje, które odkryliśmy w Maszkowicach, datujemy na XVIII-XVII wiek p.n.e. Ci, którzy je wznieśli, byli świetnie zorganizowaną społecznością.

20.09.2015

Czyta się kilka minut

Dr Marcin Przybyła na wykopaliskach. Maszkowice, sierpień 2015 r. / Fot. Instytut Archeologii UJ
Dr Marcin Przybyła na wykopaliskach. Maszkowice, sierpień 2015 r. / Fot. Instytut Archeologii UJ

Z polskich mediów nie znika sprawa „złotego pociągu”, ukrytego rzekomo przez Niemców pod Wałbrzychem. Tymczasem poza światłem kamer, w niepozornych Maszkowicach – wiosce w dolinie Dunajca, na południowy zachód od Starego Sącza – dzieje się prawdziwa historia. Tu właśnie dr Marcin Przybyła wraz ze studentami z UJ odkryli jedną z najstarszych umocnionych kamiennym murem osad w Europie Środkowej. Kiedy ta nieznana cywilizacja budowała swój gród w obecnych Maszkowicach, w Egipcie panowały dynastie Średniego Państwa, a Hammurabi pisał słynny kodeks... Następnym okresem, w którym doszło do zastosowania architektury kamiennej w Polsce, był dopiero początek epoki romańskiej w X wieku.
Skąd wzięła się tajemnicza cywilizacja, która postawiła kamienną twierdzę?

MARCIN MAKOWSKI: Odkrycie, którego dokonał Pan wraz ze studentami, to sensacja na skalę europejską. Dlaczego ze wszystkich grodzisk, których przecież niemało jest na terenie Polski, zdecydował się Pan kopać w Maszkowicach?
Dr MARCIN PRZYBYŁA: Stanowisko w Maszkowicach było znane od dawna. W 1905 r. Włodzimierz Demetrykiewicz z Akademii Umiejętności w Krakowie przedstawił sprawozdanie, w którym prezentował nowo odkryte grodziska w Karpatach, w tym w Maszkowicach. Ale sądził on, że to miejsce osadnictwa z czasów wczesnochrześcijańskich. Powiem tak: trafiając na podobne wzniesienia, archeolog od razu widzi, że „coś tu jest”. Chodzi o nietypowe ukształtowanie terenu, o to, że szczyt góry jest płaski, a jej krawędzie zbyt strome. Co świadczy o tym, że to miejsce nie powstało na skutek naturalnych procesów, lecz w wyniku aktywności osadniczej człowieka.

W XX wieku badania kontynuowała Maria Cabalska z UJ. Na co wtedy trafiła?
Cabalska prowadziła swoje wykopaliska aż do lat 70. XX w., trafiając głównie na relikty datowane na koniec epoki brązu i wczesną epokę żelaza, czyli między rokiem 1000 a 50 przed Chrystusem. Dopiero pod koniec badań zbliżyła się na tyle do wschodniej krawędzi wzgórza, że znalazła piwniczkę zawierającą materiał, który był starszy niż datowany na wczesną epokę brązu. To znaczy odkryła, że pod osadą, którą dotąd odsłaniała, jest kolejna, zdecydowanie starsza. Informacja ta odbiła się echem w środowiskach archeologicznych głównie z powodu odkrycia – w pozostałościach tej starszej osady – ceramiki, dekorowanej motywami charakterystycznymi nie dla terenów Małopolski, lecz dla obszaru Kotliny Karpackiej: obecnych Węgier, Rumunii i byłej Jugosławii.

I wtedy wykopaliska w Maszkowicach stanęły na parędziesiąt lat...
Wróciliśmy do nich dopiero w 2009 r., gdy zainteresowałem się nieskatalogowanym materiałem z ówczesnych wykopalisk. Z grupą studentów podjęliśmy próbę częściowego przynajmniej opracowania tej ogromnej kolekcji. Ale szybko stwierdziliśmy, iż nasze badania zrodziły tyle nowych wątpliwości, że aby je wyjaśnić, musimy zacząć własne wykopaliska, bardziej nowoczesnymi metodami. Już po pierwszym sezonie byliśmy pewni, że stanowisko w Maszkowicach ma charakter wielowarstwowy. To znaczy, że składa się z kolejnych, nakładających się na siebie poziomów, pochodzących z różnych odcinków czasu. Podobnie jak ma to miejsce choćby w przypadku miast średniowiecznych.

Albo, mówiąc bardziej obrazowo, Troi?
Faktycznie, są tu pewne analogie, choćby chronologiczne. Ale należy pamiętać, że w Troi mamy do czynienia z pozostałościami znacznie rozleglejszych ośrodków, o miejskim charakterze.
Na naszym stanowisku zidentyfikowaliśmy siedem faz budowlanych, czyli siedem kolejnych epizodów wznoszenia nowych budynków lub przebudowywania fortyfikacji. Trzy pierwsze związane są z istnieniem starszej osady, między około 1750 a 1500 r. przed Chrystusem. Potem mamy 500 lat przerwy i swe istnienie zaczyna młodsze osiedle – to, które badała głównie Maria Cabalska. Ono też pozostawiło cztery możliwe do wydzielenia etapy: począwszy od roku 1000 lub 900 do 50 p.n.e.
Gęstość zabudowy osady w tej partii stanowiska, w której prowadzimy nasze badania, była tak duża, że w niektórych miejscach łączna grubość nawarstwień z wszystkich faz sięga dwóch metrów. Są to dwa metry nagromadzonych przez stulecia odpadków, przyniesionego na nogach ludzi i zwierząt błota oraz warstw gliny wylepiającej podłogi.
W trakcie naszych prac, zwłaszcza w tym sezonie, skupiliśmy się na pozostałościach najstarszego osiedla: z przełomu XVIII i XVII wieku przed Chrystusem. Odsłoniliśmy wzniesione wówczas monumentalne konstrukcje obronne. Są doskonale zachowane: mur ma wciąż miejscami ponad metr wysokości, a płyty budujące bramę nadal są ustawione pionowo – ponad 3500 lat po ich posadowieniu w ziemi. Materiał budowlany i rozmach całej konstrukcji sprawiają, że na pierwszy rzut oka umocnienia te wyglądają, jakby wzniesiono je w średniowieczu, a nie w początkach epoki brązu.

Ukształtowanie terenu i kamienna konstrukcja sugerują, że tajemnicza cywilizacja, która tu przybyła, musiała cały proces zaplanować wcześniej...
Rzeczywiście, wszystko wskazuje na to, że osadnicy, którzy dotarli na teren dzisiejszych Maszkowic we wczesnej epoce brązu, gdzieś między 1750 a 1690 r. przed Chrystusem, mieli już gotowy plan zagospodarowania tej przestrzeni. Lokalizację osady wybrali starannie, tak że stanowi ono prawdziwy kompromis: między potrzebami obronności i bliskością dostępu do wody oraz do dobrych dla rolnictwa gleb. W trakcie prac przygotowawczych ścięli cały wierzchołek wzgórza, co umożliwiło uzyskanie płaskiej przestrzeni pod zabudowę. Powierzchnia ta została następnie poszerzona, dzięki usypaniu tarasów na wschodnim i północnym stoku wzniesienia. Łatwo sobie wyobrazić, że wymagało to ogromnego nakładu pracy i jej doskonałej organizacji. Mówimy tu o wykopaniu – rogowymi motykami! – dziesiątek ton ziemi oraz pozyskaniu i wyciągnięciu na szczyt wielkiej ilości kamienia. Materiał budowlany z jednego metra muru mógł ważyć ponad tonę, a cała konstrukcja miała 120-150 metrów długości.

Jak mieszkali ludzie, którzy wznieśli tę twierdzę?
W strefie naszych badań – a to tylko kilkunastometrowy wycinek osady – mamy ślady po dwóch domach, które funkcjonowały do około 1600 r. p.n.e., oraz jamę, w której trzymano zboże. Po tym okresie zabudowa uległa spaleniu. Ale, co ciekawe, osadę zaraz odbudowano: zasypano i zapieczętowano kamieniami bramę oraz postawiono nową zabudowę, z której korzystano przez kolejne sto lat. Następnie, od roku 1500 przed Chrystusem, aktywność w kamiennym grodzie zamiera na pięć stuleci i dopiero około roku tysięcznego na ten sam teren przychodzą nowi osadnicy.

Mieli świadomość, że osiedlają się na ruinach starszej cywilizacji?
Tak, dla tych ludzi to mogło być czymś porównywalnym z odkryciem Myken przez antycznych Greków, którz w swej poezji opiewali to miasto jako stworzone przez olbrzymów. Ci kolejni osadnicy z Maszkowic – o nowej kulturze, bliskiej temu, co nazywamy kulturą łużycką, którzy przybyli na teren dawnej kamiennej osady – też zetknęli się z monumentalnymi głazami. Mógł to być jeden z powodów, dla których zapragnęli się tu zatrzymać.

W odosobnieniu, jak ci, którzy kamienny gród zbudowali w środku gór?
Nie do końca – w tamtym czasie w rejonie następuje już intensywne osadnictwo, w promieniu kilku kilometrów od osady w Maszkowicach znamy przynajmniej 20 innych stanowisk archeologicznych z pierwszego tysiąclecia przed Chrystusem.

Kultura łużycka kojarzy się z budowniczymi słynnego Biskupina. Czy ci ludzie mogli mieć świadomość, kto przed nimi zamieszkiwał wzgórze w Maszkowicach?
Nic na to nie wskazuje, prawdopodobnie były to dla nich dzieje legendarne. Ale musieli stykać się z pozostałościami po poprzednich mieszkańcach. Mamy ślady wskazujące choćby, że drewniane konstrukcje domów z młodszej osady wkopywały się w pozostałości starszych budynków. Ciekawą historię ma drobna, wykonana z brązu ozdoba stroju kobiecego, tzw. zausznica. Powstała gdzieś na terenie dzisiejszych Węgier około XVIII lub XVII wieku przed Chrystusem i była noszona przez jedną z mieszkanek pierwszej osady. Następnie zagubiona – może w pożarze około 1600 r. p.n.e. – została znaleziona przez innych ludzi na przełomie epoki brązu i wczesnej epoki żelaza, jakieś tysiąc lat później. I ten powtórnie zgubiony przedmiot odkryliśmy dopiero podczas naszych prac w 2014 r.

Również w kulturze nic nie ginie...
Wręcz przeciwnie: nowe domy budowano na kamieniach pochodzących z rozwaliska starego muru. Budując fundamenty, odsłaniano historię pierwszych mieszkańców, wraz z ich przedmiotami codziennego użytku. Można powiedzieć, że pierwsze wykopaliska archeologiczne na tym terenie zaczęły się 3000 lat przed tym, jak my wbiliśmy łopatę w ziemię...

Podobno ci pierwsi osadnicy – nazwijmy ich umownie „Mykeńczykami” – nie tylko konstruowali mury, ale też lepili zaawansowaną ceramikę?
To też ciekawa historia. Ceramika jest ważna dla archeologów, bo to rodzaj źródeł, który pozyskujemy w największej liczbie. Ludzie ciągle tłukli gliniane naczynia, a skorup często nie zbierano, wdeptując je w podłogi domów. W efekcie na jednym metrze kwadratowym wykopu znajdujemy niekiedy nawet 100-200 ułamków. Ciekawe, że najdoskonalsza z punktu widzenia technologii wykonania jest tu najstarsza ceramika. Z pewnością była wypalana w piecach garncarskich. Potem, jeszcze w trakcie trwania starszej osady, w pokoleniu wnuków lub prawnuków jej założycieli, jakość produkowanych naczyń zaczęła się psuć.

Czy można ustalić, w co wierzyli „Mykeńczycy” znad Dunajca?
W pewnym sensie tak. W 2011 r. odkryliśmy fragment statuetki przedstawiającej stylizowaną postać kobiecą. Tego typu idole były popularne w epoce brązu na pograniczu obecnej Rumunii i Bułgarii, a w tysiącach wypalano je z gliny w cywilizacji mykeńskiej. Badacze kultury epoki brązu w Grecji spekulują, że mogło chodzić tu o ważne bóstwo kobiece. Ponieważ wiadomo, że mitologia mieszkańców mykeńskich cytadel była zbliżona do tej znanej z klasycznej Grecji, daje to też pewne wyobrażenie o sferze wierzeń najstarszych osadników z Maszkowic.

Czy to znaczy, że „nasi” osadnicy byli związani wierzeniami z basenem Morza Śródziemnego?
Wiele na to wskazuje. Być może był to jeden krąg kulturowo-komunikacyjny, który wiódł od Grecji szlakami handlowymi przez dzisiejsze Węgry na północ.

Może stamtąd przyszedł też kunszt architektoniczny?
To skomplikowane... Z pewnością budowanie z kamienia jest całkowicie obce dla ówczesnej Europy – poza obszarami śródziemnomorskimi. Do końca starożytności fortyfikacje wznoszono tu niemal wyłącznie z drewna i ziemi. Nie ma też wątpliwości, że budowniczy warowni w Maszkowicach widzieli lub nawet wznosili tego typu konstrukcje już wcześniej, a rozwiązania znane z naszego stanowiska – jak zbudowanie zewnętrznej fasady muru z bardzo dużych i dopasowanych bloków, czy też wąskie korytarzowe przejście – znajdują bliskie podobieństwa w najstarszej architekturze kamiennej Europy śródziemnomorskiej.
Wydaje się, że – na podstawie dostępnej dziś wiedzy – źródeł tego pomysłu można poszukiwać na terenach leżących nad Adriatykiem, pozostających wtedy w intensywnych kontaktach z ludami ze wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. W latach 90. w miejscowości Monkodonja na Istrii zbadano osadę znacznie większą od tej w Maszkowicach, ale posiadającą podobne fortyfikacje i zbudowaną niemal dokładnie w tym samym czasie. Pozostaje ona najbliższą geograficznie analogią do odkrytych przez nas umocnień.

Pytanie, czy osada z Maszkowic jest wyjątkowa dziś, bo podobnych wykopalisk w Polsce nie znamy, czy też była już wyjątkowa, gdy powstawała?
Tu można tylko spekulować. Istotna jest na pewno lokalizacja osady, sama w sobie wyjątkowa.
Dolina Dunajca, nad którym położona jest osada, to jeden z niewielu naturalnych szlaków prowadzących z dorzecza Wisły – a więc również znad Bałtyku – poprzez Karpaty w dorzecze Dunaju i dalej na Bałkany. Kotlina Łącka, czyli przestrzeń, którą kontrolowali mieszkańcy naszej warowni, to natomiast jedno z niewielu miejsc, gdzie nad górnym Dunajcem możliwe było samodzielne przetrwanie większej grupy ludzi. Dzięki dostępności górskich pastwisk, w otoczeniu tej kotliny możliwe było trzymanie dużych stad bydła, czego dowodem są znajdowane przez nas licznie kości zwierząt. Natomiast sąsiedztwo żyznej doliny Dunajca umożliwiało uprawę nawet bardziej wymagających zbóż, np. pszenicy. Na co też gromadzimy dowody, badając szczątki roślin zachowane w nawarstwieniach domów.

„Mykeńczycy” uprawiali zboże na styl egipski?
Coś w tym rodzaju. Ta praktyka spotykana jest zresztą już od końca epoki kamienia. Ludzie czekali, aż skończą się powodzie wczesną wiosną, a kiedy wody się cofały, na użyźnionej tak ziemi sadzili pszenicę i liczyli, że uda się doczekać początku lata, by zebrać plony. Było to możliwe również dzięki nieco cieplejszemu niż dziś klimatowi. Badania szczątków roślinnych wskazują też, że obok pszenicy mieszkańcy warowni w Maszkowicach uprawiali jęczmień, co mogło wiązać się z produkcją browarniczą. Poza strefą pól uprawnych i pastwisk zbierali ponadto dziko rosnące owoce: orzechy, poziomki i tarninę, dzikiego przodka śliwy. Mało znajdujemy natomiast kości dzikich zwierząt, choć przedmioty wykonane z poroża wskazują na ich odławianie.

Dlaczego ludzie ci zawędrowali tak daleko i osiedlili się na tym niepozornym wzgórzu? Co ich tu ciągnęło?
Można myśleć o nich jako o rodzaju forpoczty społeczności żyjących w południowej Europie, które miały żywotny interes w utrzymaniu szlaków komunikacyjnych przez Karpaty. Pamiętajmy, że podróż wiązała się wtedy z ogromnym ryzykiem, a przestrzeń geograficzna była w zasadzie tożsama z przestrzenią relacji społecznych – wędrowano od jednego przyjaznego domu do drugiego. Wszędzie poza takim „korytarzem komunikacyjnym” byli obcy i potencjalni wrogowie. Sama podróż i przywiezione z niej pamiątki miały ogromne prestiżowe znaczenie. Wędrowano nie dla zdobycia towarów pierwszej potrzeby, bo te każda społeczność sama wytwarzała, ale po „złote runo”, bo cenne i egzotyczne przedmioty były symbolem władzy, za nie kupowano społeczny szacunek. Epoka brązu to zresztą początek funkcjonowania szlaku bursztynowego – znad Bałtyku do wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Szczegółem, ale kluczowym, może być odkrycie w resztkach domów najstarszej osady w Maszkowicach bryłki nieobrobionego bursztynu. Wygląda jak zgubiony fragment większego transportu tego surowca.

Czy Maszkowice mogą jeszcze czymś zaskoczyć?
Pomiary elektrooporowe sugerują, że w rejonie, w którym mury się stykają w narożniku wschodniej i północnej krawędzi, mógł istnieć rodzaj większej kamiennej konstrukcji. W najbliższym sezonie chcemy sprawdzić, co kryje się za tą anomalią. Nie mam wątpliwości, że prędzej czy później Maszkowice znów nas zaskoczą. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2015