Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Co się stało Świętemu Mikołajowi?

Co się stało Świętemu Mikołajowi?

12.12.2017
Czyta się kilka minut
Ho, ho, ho! Taakie były mikołajki! Były renifery, elfy, skarpetki na kominku, a nawet sam Mikołaj.
O

Oczywiście z dalekiej Północy. Było nawet dwóch, albo i trzech. Każda para rąk się przyda. Wszak obstrzał prezentowy następuje na kilku frontach – w przedszkolu czy szkole, u dziadków jednych, potem u drugich, czasami u cioci i jeszcze w domu. Brakło czasu na wspólne rozpakowywanie, nacieszenie się i zabawę. W przedpokoju rośnie góra śmieci z opakowań, w przyszłym roku Mikołaj musi zaopatrzyć się w dodatkowy worek na odpady.

Obraz przerysowany? Niestety nie. 24 grudnia Mikołaj powróci na „poprawiny”. Chyba że wyręczy go Gwiazdka. Dziecięce pokoje będą musiały podwoić swoją objętość…

Jako rodzic z pokolenia 1980 powiem otwarcie: zawaliliśmy. Mentalnie, estetycznie, ogólnie kulturowo, a w tym religijnie. Albo daliśmy się zawalić – napływem wszystkiego, co wydawało się lepsze niż to, co było wystarczająco dobre.

Kto pamięta kolorowe, lukrowane pierniki w celofanie z podobizną Świętego Mikołaja? Tak, tego prawdziwego, od którego przecież wszystko się zaczęło. ­Biskupa z Miry z pastorałem w ręku i mitrą na głowie. Kto pamięta pozłacane rózgi sterczące groźnie spod poduszki? Do tego był prezent rzeczowy, ale jeden, skromny.

Najważniejsze było samo przyjście Świętego. Wyczekiwanie go już od wieczora, kłopoty z zasypianiem i nerwowe sprawdzanie poduszki. A rano ten cudowny zapach mandarynek. Te bardziej okazałe prezenty przynosił dopiero Aniołek. Tak przynajmniej było w Małopolsce. W domach, w których pielęgnowało się tradycje, gdyż miały one swoje uzasadnienie. Ciekawe, że w połowie lat 80. piernikowego Mikołaja z biskupią czapą można było kupić w każdym spożywczym. Nie podołał mu nawet srogi Dziadek Mróz. Z ogromnym powodzeniem zastąpił go natomiast wyluzowany Santa Claus. Widocznie zimna coca-cola daje mu moc…

Czy chcę powiedzieć, że dawniej było lepiej? Absolutnie nie. Nie wróciłabym do tamtych czasów, z wielu powodów. Zależy mi jednak na tym, by podkreślić coś bardzo istotnego. Otóż w okresie transformacji tkwi początek zaprzepaszczenia naszych bardzo pięknych, regionalnych tradycji, które, jak sądzę, bazowały na tym, co subtelne, skromne, mocno oddziałujące na wyobraźnię. Od lat 90. aż po dzień dzisiejszy ulegamy pewnemu nawykowi. Z braku czasu i obecności supermarketowej obfitości mniej celebrujemy obdarowywanie, a zastępujemy je „efektem ilości” w trakcie szaleństwa zakupów. Serce mnie boli, gdy dziecko w przedszkolnej szatni pokazuje mi kolejną zabawkę w plastikowej siatce z wizerunkiem czerwonego krasnala, a obok wisi ogłoszenie Polskiej Akcji Humanitarnej z prośbą o zbiórkę podstawowych materiałów plastycznych dla dzieci.

Przekierujmy energię. Z tego, co materialne, na to, co może się mądrze zmaterializować. Z tego, co jest kiczem, bo jest przez nas masowo i bezmyślnie powielane, na to, co wymaga własnej inwencji twórczej i zaangażowania, a jest przez to wyjątkowe. Nie produkujmy śmieci naszej planecie, nie zaśmiecajmy z natury subtelnej wrażliwości naszych dzieci. Wracajmy do źródeł. W fascynacjach kulturowych, które, co obecnie naturalne, napływają do nas z całego świata, nie zgubmy tego, co pielęgnowaliśmy od pokoleń.

Gdyby nie to, że imieniny odeszły do lamusa, można by powiedzieć, iż solenizant z 6 grudnia jest jednym z najwdzięczniej i najbardziej kolorowo świętujących. I pomyśleć, że zawdzięczamy to skromnemu chłopakowi urodzonemu w starożytnej Patarze, u wybrzeży dzisiejszej Turcji. Stało się tak właśnie dlatego, że ów młodzian, gdyby chciał, mógłby mieć i stado reniferów, i świtę elfów na posyłki, a może i nawet górskie spa gdzieś na Północy. Ale postąpił inaczej. Skupił się na realnych potrzebach tych, którzy byli najbliżej.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

zapewniam panią, pani Magdaleno, że wszystkie stare tradycje kiedyś były nowe, a do części z nich do dziś niektórzy się nie przyzwyczaili. I tak, Mikołajki były dla mnie typowo szkolnym świętem, podczas którego wymienialiśmy się podarkami w parach przydzielanych przez losowanie. W domu nikt z nas nie dostawał z tej okazji prezentów, skoro dwa tygodnie później mieliśmy je dostać na Wigilię, przeważnie podrzucone sprytnie przez św. Mikołaja pod choinkę. Wyobrażałem go sobie na podobieństwo jego kuzyna, Dziadka Mroza, który rozdawał świąteczne paczki podczas zakładowej noworocznej choinki gdzieś około Trzech Króli - zastanawiam się, czy tylko przypadkiem w prawosławne Rożdiestwo. O dziwo, ten świecki konkurent do naszych dziecięcych serduszek wcale nie wyglądał jak Santa Claus (krasnalowa, miękka czapka z pomponem, skórzany pas, spodnie, kurtka i kozaki), tylko właśnie jak jakiś biskup - w mitrze, płaszczu do ziemi i ze złotym pastorałem (!). Amerykańska wersja z reniferami itd. przyszła do nas z kilkudziesięcioletnim opóźnieniem w porównaniu z Europą Zachodnią, a wywodzi się z XIX wieku - konkretnie: z anonimowego wiersza z książeczki "Prezent noworoczny dla najmłodszych od lat 5 do 12", opublikowanej w 1821, i z późniejszego o dwa lata utworu "Wizyta św. Mikołaja" z wigilijnego numeru gazety "Sentinel". Nie ma więc (oryginalnie) nic wspólnego z celebracją shoppingu. Przeciwnie, jest to wytwór kultury, gdzie do najświętszych wartości należały religia, rodzina, uczciwość i pracowitość. Czasy się zmieniają, a wraz z nimi obyczaje. Pewnie, że na gorsze ;) “The 'good old times' - all times when old are good". To Byron, jeszcze przed Santa Clausem Livingstone'a, a także moim i Pani dzieciństwem...
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]