Reklama

Cierpią dzieci

Cierpią dzieci

z Al Hillah
20.07.2003
Czyta się kilka minut
Pierwsze wrażenie: prawie nie widać tu śladów wojny. W położonym na ruinach Babilonu Al Hillah zrujnowane są jedynie dwa budynki: siedziba partii Baas i obóz treningowy fedainów. Inne zniszczenia wynikają z wieloletniego zaniedbania i rabunków. Choć temperatura przekracza 50 stopni, krajobraz przypomina jakoś Polskę czasów komunizmu: system totalitarny widać ma to do siebie, że wszystko jest w nim brzydkie i szare. Budynki szkolne, które oprócz szpitali najbardziej nas interesują, były podczas ostatniej wojny zamieniane przez Saddama na koszary. Stąd dewastacja i fakt, że wszystko, co służyło do nauki, jest rozkradzione.
J

Jedną z takich szkół jest Gimnazjum im. Al Rafidain (klasy I-III) i Liceum im. 17 Lipca (klasy IV-VI). W obu uczy się ok. 1400 uczniów w wieku od 12 do 18 lat: za dużo, jak na możliwości jednego budynku. Na klasę o powierzchni 22 m2 przypada 55 uczniów, dzieci siedzą po trzy w jednej ławce, w ogromnym ścisku, co nie daje możliwości efektywnego nauczania. Nie ma prądu ani wody (jedynie dwa krany na zewnątrz), prawie nie ma pomocy naukowych, w budynku sypią się tynki, trzeba wymienić część okien i większość drzwi, wymienić instalację elektryczną i kanalizację. 

Chcielibyśmy się podjąć remontu i wyposażenia szkoły (m.in. przez utworzenie sali komputerowo-internetowej i gabinetu lekarskiego). To nie jedyny narzucający się program pomocowy. W Al Hillah bardzo wiele dzieci biega po ulicach. Nie ma dla nich żadnych zorganizowanych zajęć; nie istnieje żadna lokalna organizacja zajmująca się dziećmi (choć działa plac zabaw, zbudowany przez US Marines). Polska Akcja Humanitarna, wykorzystując doświadczenia z Kosowa i Afganistanu, mogłaby wyremontować i uruchomić "Centrum dla młodzieży", położone w centrum miasta, po zachodniej stronie rzeki Eufrat. Na dużym, ogrodzonym terenie stoi kompletnie rozgrabiony budynek (z sali kinowej zniknął nie tylko projektor, ale i ekran), są boiska do piłki nożnej i koszykówki, ale nie ma bramek czy koszy.

Najbardziej dramatyczna sytuacja panuje jednak w tutejszym Szpitalu Matki i Dziecka. Z powodu braku tlenu tygodniowo umiera dziesięcioro dzieci. Szpital trzeba natychmiast wyposażyć w sprężarkę i kondensator do tlenu, a także założyć filtr na wodę. Brakuje jednorazowych igieł, strzykawek, wenflonów, sprzętu do kroplówek, płynów infuzyjnych, antybiotyków, szczepionek. Są przypadki chorób (rak, hemofilia, ciężkie stany chirurgiczne, wymagające np. operacji kręgosłupa), które przerastają możliwości leczenia na miejscu - dla wielu chorych dzieci potrzebna byłaby ewakuacja. Tyle wynika z pierwszych dwóch dni naszego pobytu w Iraku. Misja PAH zostanie tu co najmniej pół roku. To, ile zdołamy zrobić, zależy od Państwa ofiarności. Apelujemy o wpłaty na konto:

56 1060 0076 0000 4011 0000 1906
w BPH PBK SA, z dopiskiem "Irak".

Więcej informacji można znaleźć na naszej stronie internetowej: www.pah.org.pl

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]