Cień metropolity

Wolno krytykować biskupów, byle mieć argumenty i wiedzę. Pisząc o kardynale Dziwiszu, „Newsweek” nie zadbał ani o jedno, ani o drugie.

25.06.2012

Czyta się kilka minut

Daleki jestem od traktowania osób publicznych (nie wyłączając hierarchów kościelnych) jako gatunku pod ochroną. Nie widzę nic gorszącego w polemice z nimi. Nie ma powodu, by chronić przed krytyką nawet samego papieża. Taki jest status osób publicznych.

Dobre wychowanie nakazuje jednak, by zabierając się do pisania o poważnych ludziach, pełniących poważne funkcje, krytykować ich poważnie. Artykuł Aleksandry Pawlickiej o kard. Stanisławie Dziwiszu w „Newsweeku” (nr 25/2012) jest niepoważny i przypomina styl antyklerykalnej propagandy Palikota.

LIMUZYNA

Punkt wyjścia opowieści Pawlickiej jest następujący: ks. Stanisław Dziwisz, wywodzący się z rodziny kolejarza ze wsi małopolskiej (a nie książęcej, jak Sapieha, czy inteligenckiej, jak Macharski), tylko szczęśliwym dlań zbiegiem okoliczności nie jest dziś zwykłym proboszczem. Spotkał Karola Wojtyłę, został jego kapelanem. „Potrafił się zająć papierkową robotą i dbał o pryncypała”, „pakował pryncypałowi walizki” i dlatego pozostał na tym stanowisku od 1966 r. aż do śmierci „pryncypała”. Doprawdy, zawarte w artykule wyobrażenie o wymaganiach stawianych arcybiskupowi, nie mówiąc o papieskim sekretarzu, jest co najmniej uproszczone.

Elementy charakterystyki metropolity krakowskiego: Macharski spacerował po Krakowie, Dziwisz porusza się wyłącznie limuzyną, odseparowany od wiernych. Se non è vero, è ben trovato – jak powiadają Włosi. Może to autorka porusza się po Krakowie wyłącznie limuzyną i dlatego nie zdarzyło się jej spotkać metropolity wędrującego wieczorem w kierunku papieskiego kamienia na Błoniach czy wracającego tramwajem, po spacerze w Lasku Wolskim. Pasażerowie zwykle go rozpoznają, należało więc lepiej wypytać krakowian o zwyczaje ich arcybiskupa.

Nie wspomnę tu o górskich wędrówkach, bo trzeba samemu chodzić po górach, żeby spotkać w nich kardynała.

ZIMNA ZUPA

Autorka donosi, że na audiencje do metropolity trzeba się zapisywać, składać podanie o przyjęcie... Ejże. Chyba sama nigdy nie próbowała się tam dostać. Bo kard. Dziwisz przejął zwyczaj poprzedników i od godziny 9.00 do 13.00 przyjmuje wszystkich, według kolejności, w jakiej się zjawili w salonie-poczekalni. Czasem interesantów jest mnóstwo i czeka się długo, czasem mniej i jest się natychmiast przyjętym. Co więcej: kard. Dziwisz jest bodaj jedynym biskupem, który często przyjmuje interesantów także po południu, przed południem zaś przyjmuje do ostatniego gościa, nie bacząc, że w jadalni (wspólnej dla pracowników kurii) stygnie zupa.

Sugestie na temat naciąganego doktoratu również odrzucam. Nie wiem, czy pani Pawlicka przeczytała rozprawę, której przygotowanie ks. Dziwisz rozpoczął jeszcze przed opuszczeniem Krakowa, „Kult św. Stanisława Biskupa w Krakowie do Soboru Trydenckiego”. Prawdopodobnie też nie ma pojęcia, jaki typ naukowca reprezentowali recenzenci, profesorowie Wacław Schenk i Marian Rechowicz. Nie wątpię, że dla nich okoliczność, iż doktorant jest papieskim sekretarzem, zaostrzała kryteria oceny. O ośmiu doktoratach honoris causa – przecież jakoś uzasadnianych – już nie wspomnę.

Cokolwiek by sądzić o „synu kolejarza”, jest on ważnym świadkiem pontyfikatu, a jego książka „Świadectwo” doczekała się tłumaczenia na 18 języków. Łączny nakład wyniósł 2 miliony egzemplarzy.

CZAROWNICA

„Kiedyś zaskakiwał” – czytamy. Na przykład „odważnym wystąpieniem przeciwko o. Tadeuszowi Rydzykowi”. Okoliczności tego wystąpienia autorka pokręciła: nie ma racji twierdząc, że złamał „świętą zasadę tajności biskupich narad”. Niczego kardynał nie złamał: pani Pawlicka nawet się nie pofatygowała, by przeczytać ów tekst metropolity, zamieszczony w „TP” nr 37/2007 wraz z załączoną informacją. Dodam, że nie chodziło (jak sugeruje autorka) o nazwanie Marii Kaczyńskiej czarownicą, ale o sprawy zasadnicze, mianowicie o roszczenie Radia Maryja do reprezentowania Kościoła przy jednoczesnym lekceważeniu władzy Episkopatu. Arcybiskup tekstu nie ujawnił. Redakcja „Tygodnika” weszła w jego posiadanie bez wiedzy metropolity i opublikowała, nie pytając o zgodę.

„Jego wpływy w episkopacie okazały się niewielkie”, konstatuje autorka. I wyjaśnia, że „występując przeciw większości hierarchów, (...) naraża się na ich niechęć (...), co może pokrzyżować realizację najważniejszego z jego punktu widzenia przedsięwzięcia – budowę Centrum Jana Pawła II”. Nie wiemy, skąd ta wiedza ¬Autorki o wpływach kardynała w Episkopacie. Sam ośmielę się twierdzić, że jednak jego głos coś tam znaczy. Nie rozumiem też, co ma do tego budowa łagiewnickiego Centrum. Nie słyszałem, by organizowano jakieś międzydiecezjalne składki na ten cel i by inni biskupi poważnie się angażowali w finansowanie przedsięwzięcia. Warszawa np. tworzy swoje własne centrum.

RELIKWIE

Autorka twierdzi, że „najwięcej oburzenia wywołało szafowanie papieskimi relikwiami”, co jest prawdą: wielu ludzi to krytykowało czy wręcz wyśmiewało. Jest jednak i druga strona medalu. W przypadkach dramatycznych mnóstwo ludzi o te relikwie prosi. Tak już jest, że kiedy nieszczęście dotknie kogoś bliskiego, a ludzkie środki zawiodą, uciekamy się do sił wyższych.

„Od czasu historii z pogrzebem na Wawelu kard. Dziwisz się zmienił. Zaczął podejmować niezrozumiałe decyzje” – czytamy w artykule, który ma dowieść, że kardynał jest „cieniem własnego cienia”. Przytaczane w tekście „niezrozumiałe decyzje” dotyczą miejsca pochówku Janusza Kurtyki i odwołanego (czy zmodyfikowanego) zarządzenia o koncertach w kościołach. Cóż, każdy podejmujący decyzje może się pomylić, jeśli zaś potrafi pomyłkę skorygować – chwała mu za to. I ja nie rozumiem decyzji o „pogrzebie na Wawelu”, jednak trudno mi się zgodzić z twierdzeniem, że nie wymagała determinacji i silnego charakteru. Można się przecież było spodziewać, że spotka się z falą sprzeciwów.

Zaskoczeniem ma być to, że teraz, w kazaniu na Boże Ciało, bronił Telewizji Trwam i ojca Rydzyka? Cóż, nie on jeden. Przecież Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zaapelował do KRRiT o ponowne rozpatrzenie wniosku, wyrażając przekonanie, iż „eliminowanie Telewizji Trwam z grona nadawców naziemnej telewizji cyfrowej jest zaprzeczeniem fundamentalnych zasad państwa demokratycznego – wolności słowa, pluralizmu poglądów, swobody ich głoszenia i równego dla wszystkich podmiotów dostępu do środków technicznych zapewniających możliwość prezentowania tych poglądów społeczeństwu”. Kardynał podziela to przekonanie, co nie musi oznaczać wycofania się z dawnych ocen działalności ojca Rydzyka.

MEDIALNE OKRUCHY

Kardynałów można krytykować, można z nimi polemizować, lecz należy czynić to porządnie. Gdyby chociaż dziennikarka „Newsweeka” zainteresowała się ważnymi tekstami kard. Dziwisza, jak wystąpieniem na konferencji „Dialog katolicko-żydowski: droga za nami i przed nami”, opublikowanym w „Tygodniku” – najważniejszym głosem polskiego biskupa na temat spraw chrześcijańsko-żydowskich, nie bez kozery przedrukowanym także przez Adama Michnika w jego monumentalnej antologii „Przeciw antysemityzmowi”. Ale nie: w tekście nie ma nic o tym ani o innych ważnych tekstach metropolity.

Czy zajmując się oceną biskupa można pomijać jego funkcję kierowania trudną instytucją, jaką jest diecezja? Także ten wątek w artykule został całkowicie pominięty. Dziwisz – „cień własnego cienia” – z „Newsweeka” jest bytem skonstruowanym z okruchów medialnych, bytem mydlanym, fantomem, ale na pewno nie kard. Stanisławem Dziwiszem z krwi i kości.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował z młodzieżą – był katechetą… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 27/2012