Reklama

Ładowanie...

Chłopcy z Placu Broni

Chłopcy z Placu Broni

26.10.2006
Czyta się kilka minut
Jeśli zapomnę o was...
L

Licząc od października pięćdziesiątego szóstego roku

dopalała się trzecia dekada. Manekiny z wystaw

ubrane na zachodnią modłę uśmiechały się cierpko.

Żadnych złudzeń. Stos ofiarny dławił się własnym dymem.

Szedłem Lenin körút - główną ulicą tego  miasta,

i pytałem spadających liści,  gdzie są chłopcy z Placu Broni,

jaki numer ma grób Nemeczka,  czy to w tej bramie zatłukli Bokę,

z którego okna Barabasz  wyskoczył z wiązką granatów na czołg?

Dlaczego nikt nie całuje tego miejsca na Moskva tér,

gdzie Feri Acs trafiony w gardło skrzeczał: Ruski damoj!

Miasto było pod okupacją  A przecież rodziły się piękne

dziewczęta, chłopcy dotykali ich piersi w szkolnej szatni,

w operetce nigdy nie było wolnych miejsc.

To miasto naprawdę byłoby doskonałe, z mostami

które nad pięknym modrym Dunajem prężyły się

jak rodzące lwice, gdyby nie ten trupi zapach!

Ale ludzie oddychali głęboko. I tylko zmasakrowane

usta arbuzów krzyczały: "Powietrza!" Czerwona gwiazda

nad miastem  bezwstydnie obnażała swój srom.

Dopalała się trzecia dekada. Tryskała krew:  w rzeźniach bito

krowy i świnie, osły, kozły i barany na chłopską kiełbasę,

na salami, na zupę gulaszową, na krwawą kiszkę.

Na Gorkij fasor przeszedł obok mnie Iván Darvas - stary

aktor w białym golfie, niebieskich dżinsach, żółtych

mokasynach, marynarce z miękkiej  skóry,  a przecież nie żył

od trzydziestu lat, od dnia, w którym moja Pierwsza

Miłość pokazała mi tygodnik "Film": "Patrz, rzekła,

piszą, że Liliomfi padł w czasie walk w Budapeszcie!".

A przecież przeszedł obok mnie, poczułem jego zapach!

Węgierski Fanfan o siwych włosach bezgłośnie poruszał wargami,

jakby przeżuwał przekleństwa albo ćwiczył rolę.

I tylko zmasakrowane usta arbuzów krzyczały: "Powietrza!!"

Szedłem za nim jak szpicel, drżąc ze strachu, że się odwróci

i powie: "Ej, ty, ja cię znam, patrzyłem na ciebie  z ekranu

w kinie Rialto w Katowicach! Trzymałeś za rękę  Alę Falkus.

Pamiętam te jej kasztanowe włosy, jej śmiech, to było to,

co się nazywa perlistym śmiechem! Umarła? Żyje?

Nie wiesz, szkoda, bo tylko o to jedno chciałem cię zapytać".

Ale nie odwrócił się. Sprężystym krokiem wszedł do teatru.

W czym  grał Liliomfi? Czy to nie był  "Pamiętnik wariata"?

Dopalała się trzecia dekada.  Przybysz z kraju niewoli

wołałem do liści jak do spadających duchów: CHŁOPCY

Z PLACU BRONI:  NEMECZKU, BOKA, FERI, BARABASZU,

jeżeli zapomnę o was, niech moja córka zapomni o mnie.

Budapeszt 1986, Katowice 2006

Feliks Netz (ur. 1939 r.) jest poetą, prozaikiem i tłumaczem. Opublikował m.in. tomy wierszy "Związek zgody" i "Z wilczych dołów" oraz powieści "Sto dni odpustu", "Skok pod poprzeczką", "Biała gorączka" i "Dysharmonia coelestis".

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]