Co zarosło chwastami albo uschło? Czy to, co było siane, znajdywaliśmy wtedy, kiedy było nam najbardziej potrzebne, a jego już nie było? Czy naprawdę serio braliśmy wszystko, co namiętnie wydawaliśmy w książkach i albumach, w pieczołowicie gromadzonych wspomnieniach, zawsze przepełnionych uczuciami, ale nieraz mających na celu również jak gdyby uczestnictwo w jego wielkości, bogactwie, które wydawało nam się bliskie, bo "on jest nasz", ale którego mogliśmy nie rozumieć. Polska usiana jest pomnikami, tablicami pełnymi wspomnień, bibliotekami, w których jest wiele tytułów poświęconych Janowi Pawłowi, ale, co w Polsce staje się rzeczywistością: Kościoła i kraju, który jest już wolny? Czy to, czego nauczał? A może to puszczenie mimo uszu jego oczekiwań? Na Błoniach w 1979 r. zaklinał nas, byśmy się nigdy nie zniechęcili i nie zmarnowali dziedzictwa. Ten rachunek jest do zrobienia. Pewnie byłoby lepiej, gdyby nie stawał się okazjonalny, rocznicowy.
Można też podsumować to, co przynosi nam chlubę, chociaż jest bardzo łatwe - niezliczone pamiątki i pomniki. Tu uczynię małą dygresję. Kiedy Papież podróżował, nie tylko gospodarze, ale wszyscy, którzy mu towarzyszyli w jego nieustannych wędrówkach po świecie, robili mu prezenty. "Tygodnik" też miał swoją w tym cząsteczkę. Chcąc rozbić schemat symbolicznych i uroczystych, a trochę nieużytecznych, prezentów wręczanych Papieżowi, nim wyjechał na Ukrainę w czerwcu 2001 r., wzięliśmy udział z Czytelnikami w odbudowie Katedry św. Aleksandra w Kijowie. Tam, na jej kopule, jest jabłko, które ufundowali Czytelnicy "TP". Kiedy trzy miesiące później Papież miał podróżować do Kazachstanu i Armenii, do kościoła w Karagandzie wraz z Czytelnikami ufundowaliśmy Drogę Krzyżową. Chcieliśmy, by Papież się ucieszył, że jego sianie na tym terenie jest wspomagane, choćby w postaci takiej cegiełki, która pozostanie tam na trwałe. Myślę sobie teraz, że jedną z rzeczy, które moglibyśmy zrobić w Polsce dla przypomnienia niesłychanego żaru apostolskiego, jaki Papież przejawiał w podróżach, byłoby wprowadzenie do modlitwy wiernych spraw Kościołów lokalnych, pozornie jak najdalszych, egzotycznych, słabo dla nas czytelnych, ale mimo to - obchodzących. Nie słyszałam, by ktokolwiek zaproponował podczas Mszy modlitwę za zamordowanego w Iraku abp. Rahho albo za konflikty i zagrożenia misjonarzy czy chrześcijan w Afryce.
I jeszcze jedno podsumowanie, skromne i pozornie powierzchowne, bo nawiązuje do niezapomnianych przeżyć naszego przejęcia się konaniem Jana Pawła przed trzema laty, kiedy mu towarzyszyliśmy tak, jak to się dzieje wobec najbliższego człowieka odchodzącego do Pana Boga. Gdybyśmy dzisiaj, jako kontynuację, wzięli sobie do serca przykazanie współczucia, którego szalenie mało jest w życiu społecznym, i które w tej chwili jest sygnalizowane np. przez potrzebną i uczciwą akcję "Umierać po ludzku". Nie chodzi w niej, jak od razu ktoś podejrzewał, o eutanazję czy inne bierne bądź czynne sposoby przynoszenia śmierci. Mówi się w niej o braku serca i braku przekonania, że człowiek umierający, z którym nic już nie można zrobić w sensie leczenia go i odnoszenia medycznych sukcesów, ma swoją godność, a świat, do którego nie mamy dostępu, też jest godzien największego współczucia. By ta idea hospicyjna, nieograniczająca się do wspaniałych, ale wąskich marginesów, znalazła z powrotem wejście do szpitali, z których została wygnana.
Wzbiera jeszcze jedna akcja, szalenie patetyczna, o niesłychanym rozmiarze, traktowana jako - tak przynajmniej słyszałam w mediach - prawidłowo odczytana wierność dziedzictwu Papieża. Mianowicie apel do ONZ o moratorium na aborcję. Zgłoszę tu jedną skromną uwagę: nim się to zrobi na tę skalę, trzeba przekonać opinię publiczną, że potrafi się tego dokonać we własnym kraju i własnej rzeczywistości: prawnej, politycznej, społecznej. A póki się tego nie zrobiło, trzeba bardzo uważać, by nie uciec w wielkie zamiary, z których zostanie tylko powłoka.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















