Być przed sobą, a nie innymi

W kim, przynajmniej od czasu do czasu, nie walczy o lepsze être z avoir, „być” z „mieć”, o czym przed laty wnikliwie pisał francuski filozof Gabriel Marcel?
Czyta się kilka minut
 / GRAŻYNA MAKARA
/ GRAŻYNA MAKARA

Niekiedy myślę, że obok tych podstawowych dla jego filozofii kategorii należałoby, dla lepszego rozumienia naszego świata, wprowadzić (nieco mieszając tok rozumowania francuskiego filozofa) jeszcze jedną kategorię: apparaître (pokazywać się, ukazywać się, wydawać się komuś). Czyż dla wielu z nas, jeśli nie dla wszystkich, w gruncie rzeczy „jak wypadnę?” nie jest ważniejsze od „kim jestem?” i „co mam?”. Dzieciom od zarania się wpaja, że mają „dobrze wypaść”, a w życiu dorosłych wpływ kryterium „co ludzie powiedzą?” na duże i małe decyzje bywa przeraźliwie wielki.

Nie twierdzę, że to, jak nas oceniają bliźni, nie jest ważne, albo że tzw. opinia publiczna nie może odgrywać pozytywnej roli. Jednak wchłonięcie être przez apparaître, czyli umieszczenie w hierarchii wartości zbyt wysoko „jak wypadnę?”, sprzyja wewnętrznej pustce, zakłamaniu, hipokryzji i prowadzi do załamań w sytuacjach konfrontacji budowanej z trudem fasady z kryjącą się za nią prawdą o sobie.

Te myśli naszły mnie w związku z debatą o dzieciach przed telewizorem i w telewizji. Na szczęście problem angażowania dzieci do produkcji reklam stał się już przedmiotem zainteresowania prawa. Są państwa, które tego całkowicie zabraniają (Francja), inne stawiają rygorystyczne warunki dopuszczania dzieci do udziału w produkcji reklam (Wielka Brytania). U nas w teorii jest nieźle, w praktyce – znacznie gorzej (więcej o tym piszemy w Temacie Tygodnika).

Od paru lat cieszą się popularnością programy typu „Mali giganci” czy „Mam talent!”, polegające na wyławianiu (wyłanianiu) przyszłych gwiazd show-biznesu. Na castingach oglądamy tłumy maluchów z rodzicami i nieco starszych dzieci bez rodziców. Dość zdawkowe rozmowy prowadzących z młodymi aspirantami do kariery mają wspólną nutę (wyrażaną wprost lub w podtekście): marzenie o sławie, niepokój: „jak wypadnę?” i przekonanie, że muszę się spodobać jury, od którego „wszystko zależy”.

Wiele już powiedziano o niebezpieczeństwach wystawiania dzieci na konfrontację z opiniami milionowej publiczności, o potrzebie niebywałej odporności na okrucieństwo krytyków publikujących opinie w mediach elektronicznych, nie mówiąc o reakcjach najbliższego środowiska, jak szkoła, ulica i podwórko. Dorośli mają czasem kłopoty z odpornością, a co dopiero, jeśli w grę wchodzi brak odporności dzieci.

To wszystko prawda, jak i to, że można dziecko na to zderzenie z okrutnym światem, lepiej lub gorzej, przygotować. Chciałbym jednak zapytać rodziców, tych z ambicjami i tych, którzy wspierają dziecko w marszu na scenę, bo się czują odpowiedzialni za jego talent, czy się nie obawiają, że ich dziecko przyjmie w życiu filozofię opartą na apparaître – „jak wypadnę?”.

Potrzeba wyróżnienia się, bycia docenionym, jest głęboko ludzka. Ale jeśli świadomość własnej wartości będzie produktem, wyłącznie czy przede wszystkim, sukcesu, i to sukcesu z kategorii „jak wypadłem?” – czy z takim nastawieniem da się w miarę szczęśliwie przejść przez życie? Czy przypadkiem w fazie kształtowania życiowych postaw, filozofii życia, nie należałoby kłaść nacisku na „być” – „kim jesteś?”, a nie na „jak wypadłeś?”.

Wiem, są wielcy, którzy jak Leonardo DiCaprio drogę do aktorstwa rozpoczynali w dzieciństwie. Nie wiemy jednak, ilu było takich, których udany aktorski debiut w dzieciństwie został bez dalszego ciągu i wraz z dzieciństwem odszedł w zapomnienie, Bóg jeden wie, z jak poważną traumą.

Uporanie się z pokusą stawiania na pierwszym planie ­apparaître zawsze jest miarą dojrzałości. Jest także źródłem odwagi, bo strach przed naruszeniem swojego obrazu może się okazać przeszkodą w podejmowaniu trudnych zadań. Lęk przed kompromitacją bywa paraliżujący.

Wolność w sferze apparaître ma także znaczenie w sferze religijnej. Bóg nie da się nabrać na aparycję. Dopiero uświadomienie sobie, że On naprawdę zna moje être, i uznanie smutnej prawdy o schowanym za fasadą swoim własnym être, otwiera na Boga, którego imieniem jest Miłosierdzie. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2017