Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Bunt w najkrótszą noc

Bunt w najkrótszą noc

26.06.2018
Czyta się kilka minut
To wiadomość tygodnia na Dalekiej Północy: w Iqaluit, stolicy arktycznego terytorium Nunavut (Kanada), zbuntowali się aresztanci.
TWITTER
W

W najkrótszą noc w roku 26 osadzonych zabarykadowało się w służących za zakład karny konternerach (na zdjęciu). Lokalny dziennik „Nunatsiaq News” informował o zniszczeniach (kilka plastykowych foteli, które wyrzucili przez okna), cytując przy okazji wątpliwości czytelników („co to za więzienie, z którego można wyrzucać meble na zewnątrz?”). Ponieważ w Nunavut ludzi jest w ogóle mało (ok. 7 tys.), niewielu jest też strażników. Obecni na miejscu uznali, że najlepiej w ogóle nie interweniować i poczekać, aż osadzonym – tu cytat z jednego z nich – „opadnie adrenalina”.

Adrenalina rzeczywiście opadła, nikt nie odniósł ran, ale wnętrza kontenerów nie nadają się już na więzienie – na czas remontu aresztanci mają zostać przetransportowani samolotami do cel na południu Kanady. I właśnie ta wiadomość najbardziej poruszyła czytelników „Nunatsiaq News”. Niektórzy uznali, że więźniom chodziło właśnie o to, aby przenieść ich do bardziej komfortowych aresztów na południu; inni wytypowali już w pobliżu Iqaluit niewielką wyspę i proponują stworzenie tam campingu karnego, do którego latem można by zsyłać zatrzymanych przez policję. Wszystko to brzmi lekko i zabawnie, ale w tle jest większy problem: odizolowane miejscowości na Dalekiej Północy, gdzie w najbliższych latach aktywność człowieka wzrośnie (rozwijają się tu transport morski i przemysł wydobywczy), mają coraz większy kłopot z infrastrukturą. ©℗

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Oj, wzrośnie, wzrośnie, i to nie tylko na Dalekiej Północy. Niecały miesiąc temu rząd kanadyjski wykupił za 4,5 mld od firmy Kinder Morgan rurociąg Trans Mountain oraz projekt budowy jego drugiej nitki. Dzięki temu ulubieniec postępowego świata Justin Trudeau, modelowy anty-Trump, został szefem potężnego koncernu bodaj najbrudniejszej (dosłownie i w przenośni) branży światowej gospodarki. Protestują Indianie (First Nations według nowej nomenklatury), ekolodzy i klimatolodzy z kraju emitującego dwa razy więcej CO2 na jednego mieszkańca niż Polska stojąca węglem i palonymi śmieciami. No cóż, lasy Kanady przeogromne, lodowce gigantyczne. Świeżego powietrza starczy jeszcze na długo, a żaden naród, jak stwierdził Justin, "znalazłszy w swojej ziemi 173 mld baryłek ropy nie pozwoliłby jej tam zostać".
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]