Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Boże Gody

Boże Gody

02.12.2013
Czyta się kilka minut
Okres Bożego Narodzenia w języku staropolskim określany bywał jako „Godnie Święta”. Nazwa ta kryje w sobie wieloznaczność oraz głębię, jakie w dawnych czasach wiązały się z przeżywaniem pamiątki narodzenia Pana Jezusa.
Zofia Stryjeńska „Kolęda”, pocztówka Fot. Krystyna Bartosik / EAST NEWS
D

Dwanaście Świętych Wieczorów, wraz z poprzedzającą je Wigilią i zamykającym je dniem Trzech Króli, traktowano jako czas niezwykły, czas odnowienia życia i całego świata oraz dotknięcia przez człowieka sfery sakralnej. Wielkie teologiczne misterium Bożego Narodzenia najtrafniej opisywały pieśni. Najstarsza znana polska kolęda „Zdrow bądź, krolu anjelski” w pierwszych wersach sławiła „Boga skrytego”, który w noc Bożego Narodzenia przed ludźmi się odkrywał, stając się Bogiem „w ciało wlitym” i „k nam przyszłym”. Określenie „Godnie Święta”, przywołując dawną nazwę zaślubin, odwoływało się do teologicznej warstwy, która mówiła o obecności Boga-człowieka pośród ludzi.
Przekraczając granice
W obyczajowości potocznej teologia chrześcijańska nakładała się na szereg praktyk zakorzenionych w wierzeniach przedchrześcijańskich. Godnie Święta przeżywano jako swego rodzaju „zaślubiny kosmiczne”, swą jednoczącą siłą obejmujące nie tylko ludzi, ale i zwierzęta, przyrodę, siły natury i zjawiska atmosferyczne. W wigilię Bożego Narodzenia przełamaniu ulegały wszelkie bariery. Zwierzęta mówiły ludzkim głosem, pod śniegiem rozkwitały kwiaty, woda w studniach zamieniała się w miód i wino. Odsłonięciu ulegały tajemnice przyszłości. Panny i kawalerowie wróżyli sobie co do zamążpójścia i ożenku, a gospodarze szukali zwiastunów przyszłego urodzaju. Wygląd nieba w czasie dwunastu Świętych Wieczorów przepowiadał pogodę na dwanaście miesięcy nowego roku. W Wigilię, po zapadnięciu zmroku, wysypywano przed próg domu jedzenie. Stojąc w otwartych wrotach, wypowiadano tradycyjne formuły, zapraszając do wspólnej wieczerzy niezwykłych gości: ptaki, wilka i inne leśne zwierzęta, a także wiatr i mróz, a przede wszystkim duchy zmarłych przodków. W chłopskich chatach jeszcze w XIX w. przed rozpoczęciem wieczerzy wigilijnej z ław i stołków „zdmuchiwano duszyczki”, żeby ich nikt nie przysiadł. W czasie spożywania posiłku nie odkładano łyżki na stół, aby przypadkiem nie nabrać w nią jakiejś – wieczerzającej wraz z żywymi – duszy. W szlacheckich dworach pojawiło się puste nakrycie i puste krzesło. To tam „siedziały duchy”, którym na talerzu zostawiano okruchy opłatka i resztki potraw.
Ze świętami wiązały się nie tylko uroczystości religijne, ale i rozmaite obrzędy. Średniowieczne dokumenty kościelne z różnych punktów Europy przestrzegały przed tańcami i maskaradami organizowanymi w świątyniach oraz na przykościelnych cmentarzach. Huczne zabawy cmentarne, zapewne częściowo mające charakter zaduszny, miały zakłócać nabożeństwa kościelne. W XV-wiecznych kazaniach i traktatach polskich autorów powtarzały się również groźby ekskomuniki wobec tych, którzy „chodzą po kobylicy”, czy też „noszą maski, udając konie i jelenie”. Obyczaje chodzenia „po kolędzie” z postaciami wilków, turoni, kóz i kobyłek odwoływały się do idei święta jednoczącego człowieka z naturą i wspomagającego odrodzenie sił życiowych. Symbolikę płodnościową podkreślała towarzysząca chodzeniu „po kolędzie” wymiana darów (nazywanych niekiedy kolędami) oraz zabawy, często przybierające formy rubaszne, co oczywiście niepokoiło kościelnych dostojników potępiających te „bezwstydne widowiska”. W XV-wiecznych statutach synodalnych wzywano księży, aby zabraniali „nocnego chodzenia po kolędzie w święto św. Szczepana, ponieważ tej nocy popełniane są kradzieże, zabójstwa i liczne złe uczynki”.
Nowe Lato
Nazwa „Godnie Święta” odwoływała się nie tylko do obrzędu zaślubin i wesela, ale również do słowiańskiego słowa oznaczającego rok. Święta – przypadające na okres tuż po przesileniu zimowym – wiązały się z pożegnaniem starego oraz z powitaniem nowego roku. Przesilenie postrzegano jako symboliczną walkę światła z ciemnością, dnia z nocą. Ostateczne zwycięstwo dnia i światłości stanowiło zapowiedź powrotu sił witalnych na zamarły, uśpiony pod śniegiem świat. Dla ludzi, których byt opierał się przede wszystkim na rolnictwie, odrodzenie życia i wegetacji stanowiło warunek niezbędny do przetrwania. A na terenach polskich rolnictwo bardzo długo stanowiło podstawę bytu zarówno warstw niższych, jak i lokalnych elit. Dlatego w celebracji Godów akcentowane były wszelkie momenty odwołujące się do symbolicznych zabiegów agrarnych. Postać Pana Jezusa rodzącego się w asyście zwierząt gospodarskich i witanego przez pasterzy szybko została zaadaptowana do polskich warunków. Betlejemska grota przeistoczyła się w szopę z drewnianym żłobem. Siano, słoma i zboże stały się obowiązkowym elementem bożonarodzeniowego wystroju wnętrz tak chłopskich, jak i szlacheckich. Dla rolników zboże było najbardziej dosłownym wyobrażeniem odradzającego się i pomnażającego się życia.
Warto pamiętać, że w kształtujących się na przestrzeni kilku stuleci obchodach Godnich Świąt spotykały się ze sobą różne porządki symboliczne. Pierwotnie przeciwstawne koncepty z biegiem czasu zaczęły się wzajemnie uzupełniać. Rolnicze odwołania, celebracja tajemnicy życia, doświadczenie jedności z całym kosmosem stanowiły doskonałe dopełnienie opowieści o Bogu-człowieku, który został zesłany na świat, aby zbawić ludzi. W okresie świąt następował rytualny „powrót do początku”, pozwalający na odrodzenie się kosmosu. Powiadano, że gdyby ludzie zarzucili obyczaj śpiewania kolęd, to nowy rok by nie przybył i nastąpiłby koniec świata. Śpiewając: „Nowe Lato nam nastało i wesela przydało”, przywoływano również chrześcijański chronologiczny porządek czasowy. Obchody Bożego Narodzenia odwoływały się bowiem do konceptu „nowej ery”. Nowe Lato rozpoczęło się dla ludzkości wraz z narodzinami Mesjasza.
Popularna już w średniowieczu scena adoracji Dzieciątka-Mesjasza przez Marię oraz przez kolejnych świadków betlejemskiego cudu stała się najważniejszym wyobrażeniem związanym z Bożym Narodzeniem. Scena ta zyskała centralną pozycję zarówno w przedstawieniach malarskich, jak i w scenariuszach widowisk religijnych. Wokół niej rozbudowywały się rozmaite, nierzadko odwołujące się do apokryfów, wątki. W okresie kontrreformacji, w coraz bogatszych i coraz bardziej wymyślnych „szopkach”, które już w XIV w. umieszczano w niektórych klasztorach i kościołach, zaczęły dominować postacie oraz krajobrazy przypominające lokalne sceny rodzajowe. Bóg-człowiek, przedstawiony w takim otoczeniu jako niemowlak, stawał się niezwykle bliski ludziom. Choć z drugiej strony pod postacią Dzieciątka krył się często głęboki i wieloznaczny język mistyczny. Chyba najbardziej przejmującym tego wyrazem są – spotykane w przedstawieniach malarskich, a niezwykle popularne w tekstach średniowiecznych i renesansowych kolęd – zestawienia postaci Dzieciątka w żłóbku z postacią cierpiącego, konającego, zdjętego z krzyża lub złożonego do grobu Chrystusa. Kwilące w pieluszkach Dzieciątko to Bóg, który wie, że „narodził się na cirpienie”. Liczne pieśni o obrzezaniu Pana Jezusa stanowiły w rzeczywistości kontemplację Pasji Mesjasza oraz rozmyślania o boleściach Matki Boskiej. Zgodnie z logiką czasu święta w postaci Marii pochylonej nad żłóbkiem dostrzegano stojącą pod krzyżem Matrem Dolorosam. A śpiewana do snu kołysanka zamieniała się w lament.
Bożonarodzeniowe Gody łączyły w sobie radość i powagę, ludyczność zabawy i subtelność mistycznych uniesień. W bogactwie rytuałów, artystycznych wyobrażeń, pieśni i religijnych przeżyć celebrowana była zarówno tajemnica betlejemskich Narodzin, jak i zagadkowe współistnienie życia i śmierci, wieczności i przemijania.

ANNA NIEDŹWIEDŹ jest antropolożką kulturową, pracuje na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]