Biennale w Wenecji pokazuje najważniejsze trendy współczesnej sztuki

Po raz pierwszy w historii weneckiej imprezy sztuka Zachodu ustąpiła miejsca Globalnemu Południu. Na wystawie prezentują się artyści, którzy wcześniej pozostawali na marginesie.
z Wenecji
Czyta się kilka minut
Języki z wody, widok instalacji, Pawilon Polski // Fot. Jacopo Salvi / archiwum Zachęty
Języki z wody, widok instalacji, Pawilon Polski // Fot. Jacopo Salvi / archiwum Zachęty

To będzie inne Biennale – zapowiadała kameruńsko-szwajcarska kuratorka Koyo Kouoh, odpowiedzialna za jego tegoroczną edycję. Zatytułowała ją „In Minor Keys”, poszukując twórczości utrzymanej w tonacji molowej. Takiej, która preferuje ciche tony. Tonacji łączonej w muzyce ze smutkiem, ale też, jak podkreślała w tekście programowym Kouoh, w której manifestują się radość, ukojenie oraz nadzieja. 

Zamiast wzniosłych symfonii i wojskowych marszów kuratorka postanowiła zaproponować bardziej kameralne formy. Bardzo świadomie chciała pominąć twórczość odnoszącą się wprost do kwestii społecznych, a zwłaszcza politycznych – tymczasem, paradoksalnie, polityka mocno odcisnęła się na tegorocznej edycji imprezy. Media, zarówno tradycyjne, jak i społecznościowe skupiły się na protestach związanych z udziałem w Biennale Izraela i Rosji.

Niestety, Koyo Kouoh, zmarła w maju ubiegłego roku. Jej współpracownicy, na podstawie pozostawionej przez nią koncepcji, zrealizowali wystawę główną. I zaproponowali ekspozycję, która ma skłonić odwiedzających do zwolnienia tempa oraz skupienia się na samej sztuce. Zaaranżowano nawet specjalnie przestrzenie, w których można usiąść, porzucając na chwilę oglądanie. Zrezygnowano też, zwłaszcza w części wystawy pokazywanej w Pawilonie Centralnym w Giardini (czyli historycznej części Biennale) z monumentalnych dzieł, w tym z efektowych prac wideo. 

Dominują tu malarstwo, rzeźba, tkaniny i ceramika. Istotną rolę odgrywają dźwięki oraz zapachy. Ważną funkcję pełnią wreszcie słowa. 

Koyo Kouoh podkreślała, jak duże znaczenie ma dla niej literatura, z „Umiłowaną” Toni Morrison i „Stu latami samotności” Gabriela Garcíi Márqueza na czele. Jednak nie tylko te książki są obecne są na weneckiej wystawie. 

Jej drugą część, odbywającą się w dawnym Arsenale, otwiera wiersz palestyńskiego poety Refaata Alareera, który zginął w izraelskich bombardowaniach w grudniu 2023 r. Zaczynają go słowa: „Jeśli muszę umrzeć, musisz żyć, by opowiedzieć moją historię”. 

Sztuka z punktu widzenia Globalnego Południa

Wystawa stała się przestrzenią do podejmowania różnych opowieści: zarówno indywidualnych, jak też kolektywnych. Sednem koncepcji kuratorskiej jest wsłuchanie się w głosy artystów i artystek, a nie przemawianie w ich imieniu. To artyści mają być tymi, którzy wyłapują najgłębsze zmiany zachodzące w świecie, pokazując możliwą przyszłość i przywracając zapomniane lub pomijane tradycje, sposoby myślenia, wierzenia i obyczaje. 

Dlatego też, by pozwolić wybrzmieć ich opowieściom, radykalnie ograniczono liczbę obecnych na wystawie. Jest ich 111 – pojedynczych artystek i artystów, kolektywów czy inicjatyw artystycznych (na poprzednim Biennale było aż 330). Co więcej, przygotowujący je Adrian Pedrosa podkreślał, że chce zmienić obraz sztuki. 

I pokazał ją z punktu widzenia Globalnego Południa. Po raz pierwszy w historii weneckiej imprezy szeroko rozumiany Zachód był mniejszością.

Twórcy tegorocznego Biennale nie chcieli dokonywać rewizji. Statystyki dotyczące płci, pochodzenia czy geografia artystyczna, jak sami podkreślają, nie były dla nich najważniejsze. Istotniejsze stały się pokrewieństwa oraz zbieżności twórczości powstającej często w odmiennych miejscach i kontekstach społecznych czy kulturowych. 

Zmiany na rynku sztuki: istotna rola artystek i artystów z Afryki, Azji i Ameryki Południowej

Jednocześnie „In Minor Keys”, pokazuje, że zmiana zaszła już w instytucjach artystycznych, w krytyce i w historii sztuki. Została oswojona przez rynek. Jest nawet pożądana i oczekiwana. Nie chodzi jedynie o reprezentację sztuki kobiet czy dowartościowanie tkaniny, ceramiki i innych technik, które długo uchodziły za pośrednie czy mniej „artystyczne”. 

Nie mniej ważne stało się zwrócenie uwagi na artystki i artystów pochodzących z Afryki, Azji czy Ameryki Południowej (lub mających tamtejsze korzenie). Ich twórczość dominuje na głównej wystawie. Zaproszono przede wszystkim te artystki i tych artystów, którzy odwołują się do lokalnych tradycji, stylistyk i praktyk artystycznych. Powstała jednorodna, spójna, ale też momentami przytłaczająca ekspozycja. Prowokująca do postawienia pytanie czy w imię dostrzeżenia sztuki długo marginalizowanej, nie dochodzi do innej redukcji: pomijania twórczości, dla których tradycja awangardy jest równie ważnym punktem odniesienia. 

Charakter wystawy sprawia też, że konieczna jest uwaga i czujność w jej oglądaniu. Łatwo bowiem przegapić intrygujące, frapujące dzieła. Jednym z największych odkryć jest twórczość dwójki nieżyjących już osób, którym Koyo Kuoh chciała oddać hołd. 

Pierwszą jest Issa Samb, senagalski malarz, rzeźbiarz, pisarz, a także aktywista propagujący oddolne inicjatywy artystyczne. Twórca prac, w których ważny był kontakt z odbiorcami. Jego surowe, brutalnie malowane płótna są jednymi z najciekawszych dzieł, jakie można zobaczyć w Wenecji.

Drugą ważną dla niej osobą była Beverly Buchanan, która bardzo świadomie korzystała z możliwie najprostszych, surowych materiałów, które stały się niepotrzebne dla innych. To z nich stworzyła m.in. cykl niewielkich rzeźb „Chatki” upamiętniających istotne dla niej osoby. W prace wpisywała własną biografię, ale też losy afroamerykańskiej społeczności, do której należała. Wreszcie, tworzyła dzieła, które z założenia nie były trwałe, miały się zmieniać, a nawet ulegać zniszczeniu. 

Idąc tropem tych dwojga artystów autorzy wystawy szukali twórczości, która wchodzi w dialog z widzami, z innymi dziełami, wreszcie z miejscem, w którym jest pokazywana. Niezwykłe są m.in. prace urodzonej w Nigerii Otobong Nkanga, które bardzo dobrze wpisały się w architekturę Pawilonu Centralnego. 

Artystka obłożyła cegłą kolumny jego fasady i zasadziła też rośliny, które stopniowo będą zarastały budynek. Przekształciła też zaprojektowany ogród, będący częścią budynku. Ustawiła w nim rzeźbę, w której wykorzystała skały wydobywane w pobliskich regionach Włoch. Przywołała lokalną historię a jednocześnie zasadziła rośliny, które wypełniły zapachem tę niezwykłą przestrzeń zaprojektowaną przed laty przez Carla Scarpę, jednego z najważniejszych architektów XX w. 

Wierzenia i rytuały: ważny motyw weneckiego Biennale

Relacje ze światem natury są jednym z najważniejszych wątków na „In Minor Keys”. Innym są odwołania do tradycji, wierzeń i mitów, jak w instalacji „Whisper of Traces” Kadera Attii, francuskiego artysty o algierskich korzeniach. Przywołał w niej słowa wietnamskiego szamana o tym, że wirusy komputerowe to „byty duchowe”, dążące do powstrzymania ludzkiej dominacji nad światem wirtualnym. Mogą wydać się one zaskakujące, a nawet niedorzecznie. 

A jednak u progów naszej nowoczesności istotne było myślenie magiczne, które zostało zepchnięte na margines, a nawet zapomniane.

Do wierzeń i rytuałów odwołał się też niemiecki artysta Carsten Höller. Jego ogromny, czterometrowy „Giant Triple Mushroom” ustawiony w ogrodzie przyległym do Arsenału to połączenie kilku rodzajów grzybów, w tym muchomora czerwonego. 

Alfredo Jaar: nie ma ucieczki od rzeczywistości 

Ta wielowątkowa opowieść na głównej wystawie Biennale z założenie miała być apolityczna. A jednak w samym centrum Arsenału znalazła się odizolowana, skąpana w czerwonym świetle przestrzeń. Pośrodku niej chilijski artysta Alfredo Jaar w szklanej gablocie umieścił niewielki sześcian. Wygląda jak cenna, minimalistyczna rzeźba. I rzeczywiście została ona wykonana ze szczególnych materiałów, m.in. kobaltu, litu, manganu i platyny. Obecnie bardzo pożądanych przez przemysł. Dostęp do nich jest jednym z czynników determinujących politykę w wymierzę globalnym.

Przewrotna praca Jaara przypomina, że od rzeczywiści nie ma ucieczki. Tym bardziej, że (jak zauważyła Brittany Rosemary Jones na łamach magazynu „Ocula”), weneckie Biennale jest postrzegane jako mikrokosmos świata. Pawilony narodowe zaś, co pokazały tegoroczne protesty, stały się symbolami władzy państwowej i prowadzonej przez nią polityki. 

„Jeleń origami” Żanny Kadyrowej: z Pokrowska do Wenecji

W tym roku przygotowano ich aż 98 (Iran tuż przed otwarciem odwołał swój udział). Natomiast tuż przy wejściu na Biennale ustawiono „Jelenia origami” Żanny Kadyrowej. Przypomina on figurkę z papieru: delikatną, tworzoną wedle dawnej japońskiej tradycji, która następnie została powiększona do wielkiej skali i odlana z betonu. 

W 2019 r. rzeźbę ustawiono w parku w Pokrowsku, na postumencie, na którym wcześniej znajdował się sowiecki samolot, jeden z symboli poprzedniego sytemu politycznego. Nie przerwała tam długo. W sierpniu 2024 r., podczas przymusowej ewakuacji lokalnej ludności, „Jeleń” został wywieziony z miasta. Pokrowsk zaś został zniszczony przez armię rosyjską.

Oglądając kolejne pawilony, trudno zapomnieć o losach rzeźby ukraińskiej artystki. Przypominała ona o wojnie, ale też stała się symbolem przetrwania. A jednocześnie można odnieść wrażenie, że podobnie jak na głównej wystawie, w prezentacjach narodowych uciekano od zajmowania się kwestiami politycznymi i społecznymi, a takie tematy, jak chociażby migracje (ważne na Biennale w 2024 r.), stały się niemalże nieobecnie.

Malarstwo wraca do łask, ruiny opowiadają o świecie

W pawilonie brytyjskim można oglądać malarstwo, między innymi obrazy Lubainy Himid, artystki urodzonej w Zanzibarze. Opowiadają one o tworzeniu domu w nowym miejscu. O przynależności, próbach zadomowienia się, różnicach kulturowych, obyczajowych i społecznych. O odnajdowaniu się, ale też o lękach i niepokojach. 

Malarstwo znalazło się też w pawilonie estońskim. Zamieniono go w pracownię, w której Merike Estna nie tylko tworzy swoje obrazy, ale też mieszka na czas trwania Biennale. Odwiedzający mogą obserwować, jak powstają prace, być przy każdym etapie ich tworzenia. To wystawa o sztuce, ale też o codziennym życiu. 

O utracie natomiast przypomina pawilon niemiecki. Wystawę w nim zatytułowano „Ruin”. Fasadę pawilonu – obecny jego kształt pochodzi z czasów nazistowskich – pokryto mozaiką, która upodobniła go do bloku mieszkalnego z czasów NRD. Zaprojektowała ją Sung Tieu, która w podobnym mieszkała z rodzicami, wietnamskimi pracownikami kontraktowymi sprowadzonymi do Niemiec Wschodnich. 

Do dziedzictwa nieistniejącego już państwa odwołują się również prace Henrike Naumann, zmarłej przedwcześnie w lutym tego roku artystki, która przenikliwie przyglądała się estetyce i temu, jak w niej odbijała się polityka, ale też zmiany społeczne i kulturowe ostatnich lat NRD oraz przełomu lat 90. minionego wieku. 

Ruiny stały się także tematem pawilonu Słowenii. Nonument Gropu przypomina historię meczetu w miejscowości Džamija v Logu. Wzniesiony w 1916 r., kilka lat później został opuszczony, a potem zburzony. Podobnie, jak wiele innych na Bałkanach, padł ofiarę zmian politycznych i powstania nowych państw. W pawilonie odtworzono ruiny budowli. 

Od wydarzeń, o których opowiadają słoweńscy artyści, minęło ponad 100 lat, a jednocześnie są one niepokojąco bliskie temu, co możemy obecnie obserwować. Wymazywaniu niechcianego lub niepożądanego dziedzictwa.

Radykalnie przekształcono także pawilon austriacki – okazał się on zresztą największą atrakcją tegorocznego Biennale. Za sprawą choregrafki Florentiny Holzinger stał się wodnym parkiem rozrywki, w którym obywają się przejażdżki na skuterze, a przed samym pawilonem zawieszono wielki dzwon, do którego co godzinę wspina się naga kobieta. 

Kiedy dzwon zaczyna się huśtać, kobieta staje się jego wydającym dźwięk sercem. „Seaworld Venice" to bardzo efektowana, zaskakująca, niepozbawiona humoru wystawa, podejmująca znacznie poważniejsze kwestie: czystości i zanieczyszczenia (woda w pawilonie powstaje z oczyszczonego moczu), przetrwania oraz zniszczenia. 

Polski pawilon na Biennale w Wenecji

Woda jest wszechobecna także w polskim pawilonie – to nie jedyna nasza obecność na tegorocznym Biennale. Kuratorką estońskiego pawilonu jest Natalia Sielewicz, albańskiego zaś Małgorzata Ludwisiak. Natomiast Starak Family Foundation w ramach wydarzeń towarzyszących przygotował obszerną, wpisaną do oficjalnego programu weneckiej imprezy wystawę: „Tadeusz Kantor (1915-1990). Emballage, Cricotage and Madame Jarema”.

Języki z wody 2026, Bogna Burska, Daniel Kotowski // Archiwum Zachęty

„Języki z wody” w polskim pawilonie to instalacja wideo Bogny Burskiej i Daniela Kotowskiego [niebawem w naszym serwisie podkast z udziałem artystów - przyp. red.]. Przedstawia grupę osób słyszących i głuchych, która odtwarza w języku migowym i angielskim zapisy pieśni wielorybów. Próbuje znaleźć inny sposób komunikacji. To mieszanie się światów, spotykanie się odmiennych grup, zostało imponująco sfilmowane. 

Powstała piękna wizualnie praca, w której ważny jest też dźwięk – odpowiada za niego Aleksandra Gryka, jedna z najważniejszych współczesnych polskich kompozytorek. Jest to jednocześnie dzieło o spotkaniu się, szukaniu sposobów porozumiewania ludzi między sobą i z nieludzkimi osobami. O poznaniu, porozumieniu. Oraz ocalaniu głosów tych, którzy wcześniej pozostawali na marginesie, albo byli niesłyszani. 

Tych, o których usłyszenie dopraszała się Koyo Kouoh. 

61. Międzynarodowe Biennale Sztuki w Wenecji potrwa do 22 listopada 2026 r.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł