Biblia o męczeństwie Jana Chrzciciela. Zginął niczym Eliasz

Ewangelia według świętego Marka potwierdza znaną nam z innych miejsc Pisma Świętego prawdę, że to Jan Chrzciciel (a nie Jezus) jest Eliaszem.
Czyta się kilka minut
"Salome z głową Jana Chrzciciela" Michelangelo Merisi da Caravaggio
"Salome z głową Jana Chrzciciela" Michelangelo Merisi da Caravaggio

W szóstym rozdziale Ewangelii Marka o randze męczeństwa Jana Chrzciciela wspomina Herod Antypas. Ludzie mówią o Jezusie: „To Eliasz”. Herod zaś – dwukrotnie – twierdzi: „To Jan Chrzciciel, którego ja kazałem ściąć, zmartwychwstał” (zob. Mk 6, 14-29). Następujące zaraz potem opowiadanie o śmierci Jana jeszcze raz potwierdza znaną nam z innych miejsc Ewangelii prawdę, że to Jan (a nie Jezus) jest Eliaszem, którego ponowne przyjście miało poprzedzić Mesjasza.

Jak zginął Jan Chrzciciel?

Eliasz – jak pamiętamy z Pierwszej Księgi Królewskiej – największego swojego przeciwnika miał w osobie króla-bałwochwalcy Achaba. Faktycznie jednak to nie król, lecz jego niegodziwa żona, Izebel, czyhała na życie proroka. To ona mu grozi: „Chociaż ty jesteś Eliasz, to jednak ja jestem Izebel! Niech to sprawią bogowie i tamto dorzucą, jeśli nie postąpię z twoim życie tak, jak to się stało z życiem każdego z nich” (tzn. proroków Baala, których Eliasz pozabijał po sądzie Bożym na górze Karmel). To przed jej gniewem Eliasz musi uciekać na Pustynię Judzką (1 Krl 19).

W Ewangelii parze Achab – Izebel odpowiada para Herod Antypas – Herodiada. Herod – podobnie jak Achab – słucha słów proroka. Nie zgadza się z nimi, postępuje im wbrew. Ale słucha. Herodiada natomiast „zawzięła się” na Jana, szukając tylko „sposobnej chwili”, aby go zabić. Sposobność się nadarzyła – wszyscy znamy tę historię – na urodzinowej uczcie Heroda. 

Zachwycony tańcem córki Herodiady, Salome, Herod poprzysiągł jej: „Dam ci, o co tylko mnie poprosisz, nawet połowę mojego królestwa”. A ona, podjudzona przez matkę, zażądała natychmiast: „Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela”. Niewierny własnemu sumieniu – jak komentował Fulton Sheen – ale wierny swej przysiędze danej po pijanemu wobec współbiesiadników – posłał do więzienia kata i „polecił przynieść głowę Jana”.

Ścięcie Jana Chrzciciela

Tu historia świętego Jana Chrzciciela jakby się rozchodziła z historią Eliasza... Bóg zachował Eliasza od śmierci z rąk mściwej władczyni i manipulowanego przez nią władcy. Wzmocnił proroka cudownym pokarmem na pustyni, a następnie wskrzesił w nim nadzieję i wolę działania, objawiając mu się na Synaju.

Jan/Eliasz, uwięziony w twierdzy Machaerus, nie doczekał się cudownej interwencji Bożej. Herodiada mogła napaść swój wzrok jego głową niesioną przez „dziewczę” (jak Marek określa Salome) w przerażającym triumfie, na misie, przez środek bankietowej sali.

Śmierć Jana Chrzciciela zapowiada męczeństwo Jezusa

Skonsternowanemu czytelnikowi Marek dostarcza jednak nowego klucza do zrozumienia całej sytuacji. Kryje się on w ostatnim zdaniu rozważanej perykopy: „Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie” (Mk 6, 29). Dokładnie tak, jak uczniowie Jezusa uczynią z Jego ciałem po śmierci na krzyżu.

Historia zaczęła się od pytania o Jezusa. I na Jezusie się kończy. Swoją śmiercią Jan zapowiada śmierć Jezusa. Do samego końca jest Jego „poprzednikiem”. Poprzedza Go całym swoim losem. Także męczeństwem i pochówkiem. Jego śmierć odróżnia go od Eliasza. Prawda. Ale za to jest bardzo odpowiednia do jego misji – nowego Eliasza zapowiadającego Chrystusa.

Takiego Mesjasza, jaki się objawił w Jezusie Chrystusie, Jan Chrzciciel nie mógł inaczej zapowiedzieć. Nie mógł lepiej na Niego „wskazać”.

W Machaerus Bóg nie okazał się słabszy niż na Pustyni Judzkiej kilka wieków wcześniej. Okazał się silniejszy. Mocen uzdolnić człowieka do męczeństwa. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 07/2016