Wymóg bezinteresowności. Czy w Kościele obowiązuje prawo lewiratu?

Zatrzymując ludzi przy sobie, na tym, co my, księża, sami z siebie potrafimy im dać, stajemy się złodziejami, a nie pasterzami ludzi.
Czyta się kilka minut
Kardynał Grzegorz Ryś // Fot. Grażyna Makara
Kardynał Grzegorz Ryś // Fot. Grażyna Makara

Środa minionego tygodnia. W liturgii mszy świętej Ewangelia o prawie lewiratu: „Przyszli do Jezusa saduceusze i pytali Go w ten sposób: »Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat i pozostawi żonę, a nie zostawi dziecka, niech jego brat pojmie ją za żonę i wzbudzi potomstwo swemu bratu…«” (zob. Mk 12, 18-27). 

Grzegorz Wielki wykładał to prawo jako ważną alegorię objaśniającą misję kapłańską. W tym wykładzie bratem, który odszedł, jest Chrystus; pozostawioną przez Niego żoną – Kościół. Kapłan jest tym, który ma Chrystusowi „wzbudzić potomstwo”. Jemu, nie sobie! 

Prawo lewiratu wymagało bezinteresowności: brat zmarłego wiązał się w małżeństwo z wdową nie dla siebie, lecz dla tego, który odszedł bezpotomnie. I dzieci urodzone z tego małżeństwa nie należały do niego, lecz do zmarłego brata. Dziedziczyły majątek po zmarłym oraz kontynuowały/przedłużały dorobek jego życia i pracy. Sprawiały, że „nie cały odszedł”; dzięki dzieciom jego życie i śmierć stawały się owocne.

Tam, gdzie relacje między księdzem a wiernymi są dobre i sensownie przeżywane; tam, gdzie się stały prawdziwymi relacjami (bliskimi, głębokimi, bezpośrednimi) – tam bardzo często dla ich wypowiedzenia pojawia się słowo: „Ojcze!”. I dobrze. Pamiętać jednak potrzeba, że ostatecznie jedynym „Ojcem” (Pater familias) w Kościele jest i musi pozostać Jezus. Wszyscy wierni – z kapłanami włącznie – są ostatecznie Jego potomstwem, które ma przedłużać Jego obecność w świecie; zapewniać ciągłość i żywotność Jego dziedzictwu. W ostateczności liczy się życie, które od Niego otrzymujemy. Ksiądz posługuje przekazowi tego życia – ale ono od niego nie pochodzi. 

Zatrzymując ludzi przy sobie – ich uwagę na sobie – na tym, co my sami z siebie potrafimy im dać, stajemy się złodziejami, a nie pasterzami ludzi.

Za ostro? Grzegorz Wielki pisze jeszcze ostrzej! Do człowieka, który ociąga się z podjęciem tak rozumianego powołania, Kościół przychodzi i mówi: „Wzbudź potomstwo swojemu Bratu!”. A kiedy on się wymawia – nie widzi się ani w tym powołaniu, ani nie odnajduje się w jego logice, to wtedy, mówi Grzegorz, „niewiasta-Kościół pluje mu w twarz”. To nie jest „zła nowina” – to bardzo „dobra nowina” o Bogu i Kościele, wołających nas do bezinteresownej służby przekazywania życia, które nie jest z nas.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Kapłański lewirat