Herod jako ulubiony bohater religijny

Jaka postać w historii o Bożym Narodzeniu ma kluczowe znaczenie dla części polskich katolików?
Czyta się kilka minut
Orszak Trzech Króli, Warszawa, 6 stycznia 2014 r. / Fot. Grzegorz Jakubowski / PAP
Orszak Trzech Króli, Warszawa, 6 stycznia 2014 r. / Fot. Grzegorz Jakubowski / PAP

Dzieciątko Jezus? Maryja z Józefem? Mędrcy podążający za gwiazdą? Pasterze? Nie. Absolutnie najważniejszy jest Herod. Na przełomie roku starego i nowego to pierwszoplanowy bohater licznych homilii i komentarzy. Zagadką pozostaje jedynie, kogo tym razem pobożni kaznodzieje, dziennikarze i publicyści ogłoszą współczesnym wcieleniem mordercy sprzed dwóch tysięcy lat.

Od 2009 r. rozwijała się jednak inicjatywa, która szła w poprzek naszego kasteciarskiego chrześcijaństwa. To zresztą coś niesamowitego obserwować, jak na naszych oczach rodzi się i krzepnie nowa świąteczna tradycja: Orszaki Trzech Króli. W tym roku jasełkowe korowody zaplanowano w ponad 330 miejscowościach w kraju i kilkunastu za granicą. Organizatorzy spodziewali się miliona uczestników, głównie rodziców z dziećmi. Zawsze podkreślali: Orszaki są otwarte na wszystkich, wierzących i niewierzących. Ukazują najlepsze oblicze Kościoła, chrześcijaństwo radosne i ewangeliczne.

Ale kilka dni temu gruchnęła wieść, że przez Warszawę – miejsce narodzin całego przedsięwzięcia – przejdzie Orszak wcale nie Trzech Króli, ale Heroda. Że stołeczny przemarsz trzeba omijać szerokim łukiem. Zbojkotować. Napiętnować jako zdradę. A wszystko przez tradycyjny patronat prezydent stolicy, która w zeszłym roku zwolniła prof. Bogdana Chazana ze stanowiska dyrektora Szpitala im. Świętej Rodziny. Poszło o przestrzeganie procedur w przypadku, w którym kobieta domagała się aborcji ze względu na ciężkie i nieodwracalne uszkodzenie płodu.

Tamtą sprawę można różnie oceniać; długo budziła spory i kontrowersje. Pytanie tylko, czy współpraca z miastem zarządzanym przez Hannę Gronkiewicz-Waltz i prezydencki patronat to wystarczający powód, żeby podać w wątpliwość i zohydzić jedną z najważniejszych inicjatyw ewangelizacyjnych w tym kraju? Czy u nas wszystko naprawdę musi się kończyć histerią i wyścigiem, kto jest lepszym katolikiem?

Moralny szantaż, ulubione narzędzie faryzeuszy, próbowano zastosować m.in. wobec metropolity warszawskiego – każdego roku spod Zamku Królewskiego kard. Kazimierz Nycz wyrusza bowiem w drogę do stajenki wraz z Trzema Królami. Ale jego rzecznik, ks. Przemysław Śliwiński, oświadczył krótko: „Nie ma powodu, aby archidiecezja wycofała patronat nad tak cennym dziełem, jakim jest Orszak”.

No właśnie – nie ma powodu. Kilka miesięcy temu kard. Nycz publicznie brał prof. Chazana w obronę. Ostrzegał, że jego przypadek to precedens groźny nie tylko dla katolików. Bo obrona życia i poszanowanie sumienia to kwestie fundamentalne, ale nie zmienia to faktu, że mieszanie różnych spraw i porządków niczemu dobremu nie służy. Można robić z igły widły i patronat uznać za dramat. Tylko po co? Ile dzieci uratuje to przed aborcją?

Nowy rok miał się zacząć w naszym Kościele po staremu, czyli od tradycyjnego hejtu na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Okazało się jednak, że dyskredytować inicjatywy cudze to już za mało. Teraz będziemy podkopywać własne.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 02/2015