Bezrobocie rośnie, więc rząd tnie pomoc dla osób bez pracy. Czego nie rozumiecie?

W polskiej polityce nie ciuła się punktów poparcia za profilaktykę i dalekowzroczność. Lepiej doprowadzić do kryzysu, by potem bohatersko zmagać się z jego skutkami.
Czyta się kilka minut
Ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk // Fot. Pawel Wodzyński / East News
Ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk // Fot. Pawel Wodzyński / East News

Jest coś iście perwersyjnego w skłonności polskiego państwa do samookaleczeń. Od lat decyzje kolejnych gabinetów, bez względu na polityczną proweniencję, układają się podług tej samej myśli: jeśli w jakiejś sferze aktywności państwa chwilowo przestaje się palić, trzeba jak najszybciej wdrożyć tam oszczędności.

Spotkało to nawet armię, którą rozbroiliśmy wraz z wejściem do NATO. Teraz padło na powiatowe urzędy pracy, którym resort Agnieszki Dziemianowicz-Bąk (Nowa Lewica) wraz z ministrem finansów średnio o 40 proc. obciął pieniądze na aktywizację bezrobotnych. Funduszy na staże i szkolenia dla tych, którzy w swoim fachu nie mogą znaleźć zatrudnienia, będzie o 1,5 mld zł mniej niż w zeszłym roku. Niektóre placówki – jak PUP w Jarosławiu – sygnalizują, że nie dostały na ten cel złamanego grosza.

Państwo ma za co pomóc bezrobotnym w zdobyciu nowych kwalifikacji

Ministerstwo widzi statystyki bezrobocia, które wciąż oscyluje blisko tzw. naturalnej stopy (tyle samo ofert pracy, ilu chętnych do jej podjęcia). Nie może jednak nie dostrzegać, że tendencja spadkowa wyhamowała i zaczyna się nawet lekkie odbicie.

Rewolucja AI puka w okna wielu firm, już sponiewierała polski sektor usług wspólnych dla biznesu. W kasie Funduszu Pracy, na który zrzucają się wszyscy płatnicy ZUS, zebrało się rekordowe 28 mld zł. Państwo ma za co pomóc bezrobotnym w zdobyciu nowych kwalifikacji, ale przecież na razie się nie pali. Do pośredniaków nie ustawiają się długie kolejki. To co? Tniemy? Tniemy!

W polskiej polityce nie ciuła się punktów poparcia za profilaktykę i dalekowzroczność. Lepiej doprowadzić do kryzysu, by potem bohatersko zmagać się z jego skutkami. Inny przykład: tylko w styczniu 2026 roku zlikwidowano 18 oddziałów położniczych. Od roku 2010 ich liczba zmalała z ponad 400 do ok. 266. Owszem, dzieci rodzi się w Polsce coraz mniej, ale rzeź porodówek może ten fatalny dla kraju trend jedynie pogłębić.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 06/2026

W druku ukazał się pod tytułem: W krainie oszczędności