Bastion integracji

Francuzi pytają: jak zatrzymać islamski ekstremizm? I jak zintegrować podzielone kulturowo społeczeństwo? Na pierwszą linię tej walki wysuwa się szkoła.

13.09.2015

Czyta się kilka minut

Drugie pokolenie imigrantów. Villetaneuse pod Paryżem / Fot. Herv / Polaris / EAST NEWS
Drugie pokolenie imigrantów. Villetaneuse pod Paryżem / Fot. Herv / Polaris / EAST NEWS

Antoine Lucciardi, lat 33, prowadzi zajęcia teatralne w dwóch paryskich liceach. Ma kręconą brodę, okulary i kraciasty kaszkiet. Siedząc przy stoliku paryskiej kawiarni, zamyśla się co chwila, wypuszczając kłęby papierosowego dymu.
Uczy w szkole prywatnej, w XII Dzielnicy Paryża. Liceum, do którego – zauważa jakby mimochodem – chodzi córka jednego z karykaturzystów z magazynu „Charlie Hebdo”, Tignousa, zamordowanego wraz z kolegami na początku roku przez muzułmańskich ekstremistów. Do dziś nie wygasły tu emocje po tamtym wydarzeniu.

Antoine pamięta dobrze pierwsze dni stycznia, gdy najpierw doszło do zamachu na redakcję pisma, a dwa dni później – na sklep koszerny Hyper Cacher. Był z dziećmi w szkole, kiedy dowiedzieli się o strzałach w żydowskim supermarkecie. To niespełna kilometr od liceum. Dorosłych ogarnęło przerażenie. Szkołę – jak wiele wtedy we Francji – zamknięto, uczniom zakazano opuszczać budynek.

– Rodzice byli bardziej zaniepokojeni od dzieci, one traktowały toz początku trochę jak zabawę w policjantów i złodziei – wspomina Lucciardi. – Ale potem wróciły ze swoich domów i zaczęły nas pytać: dlaczego młodzi Francuzi – bo przecież sprawcy zamachów wychowali się we Francji – mogli zrobić coś tak okropnego? I jak można im to wyjaśnić? – rozkłada ręce nauczyciel.

Zakłócona minuta ciszy

Do katolickiego liceum, w którym uczy Antoine, chodzą nie tylko dzieci z rodzin chrześcijańskich (choć one stanowią zdecydowaną większość), ale też niewierzących, żydowskich i muzułmańskich. To specyfika Francji: szkoły katolickie, które podpisały kontrakt z państwem, przyjmują uczniów różnych wyznań i na ogół nie wymagają od dzieci udziału w lekcjach religii.

Przez kolejne dni i tygodnie Lucciardi, który zajęcia teatralne prowadzi też w szkole publicznej na peryferiach stolicy, rozmawiał z uczniami o terrorystach i wolności słowa. Na imigranckich przedmieściach, gdzie mieszkają liczni muzułmanie, atmosfera była szczególnie gorąca.

– Jeden z moich kolegów nauczycieli wszedł do klasy niedługo po zamachach i zobaczył, że ktoś napisał na tablicy „Niech żyją bracia Kouachi!”, sprawcy zamachu na „Charlie Hebdo” – opowiada nauczyciel. – Mnie uczniowie bombardowali pytaniami: dlaczego pismo publikowało bluźniercze karykatury Mahometa? Tłumaczyłem im, że we Francji mamy długą tradycję satyry, która nie uznaje świętości. Mówiłem też, że przecież Koran nie zakazuje wprost pokazywać podobizn proroka.

We francuskich szkołach zarządzono wtedy minutę ciszy – w hołdzie zamordowanym dziennikarzom i dwóm policjantom poległym na służbie. Niektórzy uczniowie odmówili udziału w takiej ceremonii. Według prasy, do przerwania minuty ciszy doszło w ok. 200 szkołach.

Incydenty te wywołały duży rozgłos. Jak to się stało, że uczniowie nie akceptują laickiej Republiki, że wolą nienawistny język fundamentalistów? – pytali politycy i publicyści. Czy to porażka publicznej edukacji? Czyżby szkoły zawiodły? I co zrobić, żeby naprawdę kształciły w duchu świeckim, propaństwowym?

Na straży świeckiej trójcy

Na frontonie każdej francuskiej szkoły publicznej – od podstawówki po liceum – widnieje dewiza: „Liberté Egalité Fraternité” (Wolność, Równość, Braterstwo). Jednak od wielu lat politycy od lewa do prawa powtarzają jak mantrę inne słowo: „Laïcité”, czyli świeckość. To kamień węgielny francuskiej Republiki – i co za tym idzie, szkolnictwa.

Francuzi są przekonani, że to przede wszystkim szkoła republikańska, świecka, pozbawiona wpływów jakiejkolwiek religii, formuje przyszłych obywateli. Czy więc powinno dziwić, że rządzący socjaliści ogłosili zaraz po atakach w styczniu „wielką mobilizację szkoły w obronie wartości republikańskich”? A na pierwszym miejscu wśród tych wartości postawili właśnie świeckość. Wyszło na to, że to nauczyciele mają zszywać „Mariannę” [alegoryczne wyobrażenie Francji – red.].

Minister edukacji Najat Vallaud-Belkacem zaleciła wtedy, aby nauczyciele „wzmocnili” przekazywanie wartości Republiki w programach szkolnych. Od tego roku szkolnego wszyscy rodzice uczniów będą musieli też podpisać tzw. Kartę Laickości. Dokument mówi, że nauczanie szkoły publicznej opiera się na świeckich wartościach, ale jednocześnie zapewnia, że każdy obywatel „jest wolny, aby wierzyć albo nie wierzyć”.

Francja wyróżnia się na tle Europy rygorystycznym pojmowaniem rozdziału religii i wyznań od państwa, wprowadzonym w ustawie z 1905 r. W szkołach publicznych (z wyjątkiem Alzacji) nie są organizowane lekcje jakiejkolwiek religii ani religioznawstwa. Tematykę z tym związaną porusza się w programach innych przedmiotów, zwłaszcza historii. Inaczej jest oczywiście w szkołach prywatnych, w większości katolickich – tam katecheza odbywa się w klasach.

Od ponad 10 lat obowiązuje nad Sekwaną przepis, który zakazuje – tak uczniom, jak i personelowi w szkołach publicznych – noszenia strojów czy symboli religijnych. Chodzi w tym przypadku o islamskie chusty, ale też np. o chrześcijańskie krzyżyki na szyi czy żydowskie jarmułki.

Zakaz, który w momenciewprowadzania wywoływał zażarte spory, dziś na ogół jest przestrzegany. Ale choć dyskusje ucichły, to ciągle zdarza się, że sprawa powraca. Zwłaszcza tam, gdzie społeczność muzułmańska stanowi liczebną większość.

Chusta czy apaszka

Marceline Zemori jest dyrektorką liceum im. Sugera na przedmieściach w Saint-Denis, gdzie co najmniej 80 proc. uczniów stanowią dzieci imigrantów, w większości muzułmanów.

– Prosimy uczennice, żeby zdejmowały chusty, kiedy wchodzą do szkoły – mówi Marceline Zemori. – Po wyjściu z budynku znowu mogą je założyć. Krzyżyki też trzeba zdjąć. Albo ukryć pod ubraniem, żeby nie były widoczne. Takie jest prawo i musimy go przestrzegać – podkreśla. I dodaje: – Czasem uczennice wychodzą w czasie lekcji do toalety i wracają z chustą na głowie. Używają też wybiegów, mówiąc, że to apaszka, a nie chusta. Ale nie ustępujemy.

Sylvain Kata, młody nauczyciel w szkole podstawowej na imigranckich przedmieściach Paryża: – Bywa, że dziewczęta w wieku 9-10 lat, pochodzące z rodzin muzułmańskich, przychodzą na basen w szczególnym kostiumie kąpielowym, który przypomina tunikę. Zakrywa ona całe ich ciało oprócz twarzy, bo rodzice nie życzą sobie, żeby ich córka miała odsłonięte nogi.

Zdarza się też i tak –opowiadają nauczyciele – że uczennice w ogóle odmawiają chodzenia na basen, choć zajęcia są obowiązkowe. Motywują to względami religijnymi.

Inna głośna dyskusjawe Francji ostatnich lat dotyczy sporu o mięso w szkolnych stołówkach. Część rodziców muzułmańskich domaga się, aby w szkołach podawano osobno także potrawy halal, czyli przyrządzane zgodnie z islamskim ubojem rytualnym. Szkoły publiczne odrzucają te postulaty.

Natomiast, jak twierdzi tygodnik „Le Point”, większość stołówek szkolnych we Francji wprowadziła oprócz dań z wieprzowiną także inne potrawy: mięsne (ale nie halal), rybne lub wegetariańskie. Niektóre stołówki ze względu na oszczędności ograniczają się do serwowania jednego mięsnego menu dziennie, nie zważając na protesty rodziców muzułmańskich.

Nauczyciele opowiadają, że tarcia w szkołach wywołuje też poruszanie w trakcie lekcji takich tematów jak Holokaust, prawa kobiet czy mniejszości seksualne. – Licealiści pochodzący z rodzin muzułmańskich czasem nie rozumieją, dlaczego w programach już od szkoły podstawowej jest tak często mowa o Holokauście – opowiada Moïse Gharbi, nauczyciel historii i wychowania obywatelskiego w liceum im. Sugera. – Podobnie odnoszą się do praw kobiet czy homoseksualistów. Ich rodziny pochodzą z państw, gdzie odmienności seksualne potępia się lub nawet surowo karze.

Moïse Gharbi uważa,że nauczyciele nie mogą w tych kwestiach ustępować uczniom. – Zachęcam młodych, aby wyrażali na lekcjach swoje opinie. Ale powinni też zrozumieć, że żyją w państwie świeckim, które szanuje wszelkie swobody, w tym prawo do bycia innym – mówi z naciskiem.

Apartheid na peryferiach

Szczególnie wiele przeszkód zasada laickości napotyka na imigranckich przedmieściach stolicy, gdzie powstawanie enklaw etniczno-religijnych splata się z biedą i przestępczością.

Tak jest we wspomnianym Saint-Denis. Przedmieście to od lat przoduje we francuskich statystykach przestępczości i bezrobocia. Mieszkają tu głównie muzułmanie z Maghrebu i czarnej Afryki. Na ulicach próżno szukać tu tradycyjnych butików wędliniarskich czy sklepów z winem – tak częstych w dzielnicach Paryża. Co i rusz widzimy za to sklepy z mięsem halal.

Nieopodal liceum im. Sugera, na osiedlach, całymi godzinami przesiadują grupki nastolatków. Noszą sportowe bluzy z kapturami i czapki z daszkiem, założone tyłem do przodu. Ten dzielnicowy dress code urósł już do rangi symbolu – wyróżnia mający złą sławę podparyski Departament 93.

Socjolodzy obserwują rosnącą we Francji tendencję do zamykania się tych wspólnot na świat zewnętrzny. Wkrótce po zamachach w Paryżu szerokim echem odbiły się słowa premiera Manuela Vallsa: wezwał on do walki z istniejącym – jak to ujął – na peryferiach Republiki „apartheidem etnicznym i terytorialnym”.

– Kiedy dorastałem, 20 lat temu w Créteil na przedmieściach Paryża, było nam wszystko jedno, czy kumple z podwórka są z pochodzenia rodowitymi Francuzami, Arabami, czy Żydami – wspomina Antoine Lucciardi. – Teraz to niewyobrażalne. Społeczności odgradzają się od siebie według kryteriów etnicznych czy religijnych.

Jak zauważają nauczyciele, kłopoty szkolne – brak dyscypliny, przemoc, handel narkotykami pod szkołami – są często symptomem głębszych problemów.

– Między zamożnymi i ubogimi dzielnicami istnieje przepaść społeczna i cywilizacyjna. Świetnie to widać właśnie w szkołach. Mamy do czynienia właściwie ze „szkołami wielu prędkości”, o zupełnie różnym poziomie nauczania i środkach finansowych, jakimi dysponują – komentuje Lucciardi.

Lewicowe dziś władze, prezydent i rząd, deklarują, że traktują szkolnictwo priorytetowo. Prezydent François Hollande, od trzech lat u władzy, obiecał w czasie swojej kadencji 60 tys. nowych miejsc pracy dla nauczycieli. Do tej pory zatrudniono ponad 35 tys. z nich, pozostałe etaty mają być obsadzone w ciągu kolejnych dwóch lat. Nie wiadomo jednak, ilu z tych nowych nauczycieli trafi na najgorętsze i najuboższe przedmieścia.

W różnorodności

Francuzi rozumieją dobrze, że szkoły publiczne to przestrzeń, gdzie dzieci powinny uczyć się współpracy i współżycia mimo różnic kulturowych. A w społeczeństwie z narastającą imigracją, takim jak francuskie, jest to niezbędne bardziej niż kiedykolwiek.

– Dzisiaj jesteśmyzmuszeni żyć w różnorodności – opowiada Sylvain Kata. – Dzieciom to czasem łatwiej wytłumaczyć niż dorosłym, bo dzieci chętniej poznają się wzajemnie, swoje obyczaje, religie, kuchnię narodową. Np. w naszej szkole dzieci muzułmańskie w czasie ramadanu przynoszą ciastka arabskie. A innym razem, na święto katolickie, chłopiec z polskiej rodziny częstował nas sernikiem – mówi ów nauczyciel z przedmieść, którego rodzina też ma polskie korzenie.

Sylvain Kata uważa, że przez takie małe, codzienne gesty dzieci krok po kroku uczą się akceptować różnice.

Na imigranckich przedmieściach Paryża, Marsylii czy Lyonu – gdzie regularnie dochodzi w ostatniej dekadzie do starć młodzieży z policją – szkoła jest często ostatnim bastionem integracji. Panuje tam przekonanie, że jeśli ktoś jest zdolny wyrwać młodych zblokowisk spod wpływu gangów czy islamskich radykałów – to przede wszystkim nauczyciele z pasją.

Marceline Zemori,dyrektorka liceum w Saint-Denis: – Nasza szkoła jest w na tyle dobrej sytuacji, że otrzymuje sporą pomoc z kasy publicznej na wyrównywanie szans. Dzięki temu nasi uczniowie z uboższych rodzin chodzą prawie za darmo do paryskich teatrów i mają szansę przygotować się pod okiem nauczycieli do egzaminów na prestiżowych stołecznych uczelniach, takich jak Sciences Po i Uniwersytet Dauphine.

Jej podwładny, Moïse Gharbi, uważa, że większa pomoc państwa dla najbardziej zacofanych terenów jest niezbędna. – Musimy na nowo przyłączyć do Francji terytoria, które są faktycznie od niej oderwane. Nie można na tym oszczędzać. Jeśli nie zainwestuje się w te tereny, będzie jeszcze gorzej. A politycznie korzystać będzie na tym tylko skrajna prawica, Front Narodowy. Już teraz ma on bardzo dobre wyniki.

Za dziesięć lat...

Mimo wszystko Gharbi jest optymistą. – Mówienie o „apartheidzie”, jak ujął to premier Valls, jest przesadne. Francja to nie RPA. Ale nie możemy już dłużej żyć w tak poszatkowanym kraju. Możemy to zmienić – przekonuje nauczyciel.

Antoine Lucciardi patrzy w przyszłość bardziej sceptycznie. – Toniemy we mgle. Zbyt długo zamykaliśmy oczy. Jeśli teraz państwo nie znajdzie pieniędzy na dofinansowanie szkół w najtrudniejszych dzielnicach, to za 10 lat wyrośnie na przedmieściach pokolenie, dla którego wzorem będą islamscy terroryści.

Kiedy w 1998 r. francuska drużyna, złożona głównie z dzieci imigrantów, zdobyła mistrzostwo świata w piłce nożnej, mówiono nad Sekwaną o triumfie trzech barw: „black-blanc-beur” (czarnej-białej-śniadej). Dziś poczucie narodowej jedności pęka w szwach. Czy uda się je uratować?

W niemałym stopniu zależy to także od nich – skromnych belfrów, pracujących gdzieś na peryferiach Republiki. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz, współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, tłumacz z języka francuskiego, były korespondent PAP w Paryżu. Współpracował z Polskim Radiem, publikował m.in. w „Kontynentach”, „Znaku” i „Mówią Wieki”.

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2015