Belfer na cenzurowanym. Francuscy nauczyciele są coraz bardziej zmęczeni. I wściekli

O czym lepiej nie mówić uczniom na lekcji? Jak bronić się przed naciskiem ze strony religijnych radykałów? Opowiadają o tym „Tygodnikowi” francuscy nauczyciele.
z Paryża i departamentu Oise

13.12.2023

Czyta się kilka minut

Mieszkańcy Arras po śmierci nauczyciela zamordowanego w liceum Gambetta. Francja, 15 października 2023 r. / Fot. Lafargue Raphael / ABACA / East News
Tysiące mieszkańców Arras zebrały się na centralnym placu miasta, aby upamiętnić nauczyciela z miejscowego liceum zamordowanego przez islamskiego radykała. 15 października 2023 r. / Fot. Lafargue Raphael / ABACA / East News

Jak większość początkujących nauczycieli, Rémi trafił do szkoły w tzw. „sieci edukacji priorytetowej plus” (REP+). To najcięższy teren, gdzie przeważają uczniowie pochodzący z ubogich rodzin imigranckich. Potocznie zwany „szkolnym gettem”. 

„Nauczyciel na peryferiach” jest od lat ulubioną postacią francuskich filmów i powieści. Czymś w rodzaju siłaczki i niezłomnego szeryfa (często w spódnicy) w jednym. 

Słuchając Rémiego, łatwo zrozumieć, że codzienność odbiega mocno od romantycznej fikcji. Świeżo upieczony belfer musi mierzyć się z problemami, o których na studiach nawet mu się nie śniło. 

W jego gimnazjum są uczniowie z rodzin muzułmańskich. Zdarzyło się – opowiada nauczyciel – że podczas ramadanu kilku uczniów odmówiło śpiewania na lekcji muzyki, twierdząc, jakoby zakazywał tego Koran.

Innym razem Rémi zwrócił uwagę gimnazjalistce, że ma słabe wyniki i powinna się więcej uczyć. Usłyszał: „Będę się modlić do Allaha, to wystarczy”. Nie wiedział, jak zareagować. Tym bardziej że rodzice tej uczennicy dali się już poznać w szkole z niechęci do wszystkiego, co świeckie.

Tego rodzaju sytuacje stają się chlebem powszednim w wielu francuskich szkołach położonych w tzw. trudnych dzielnicach.

„Sam tego chciał”

Gdy rozmawiam z Rémim, we francuskich szkołach żywe jest wspomnienie o zamachu w Arras: 13 października islamski terrorysta zabił przed tamtejszym liceum nauczyciela języka francuskiego Dominique’a Bernarda i ranił trzy kolejne osoby. Napastnik „polował” przed szkołą na nauczyciela historii (nie znalazł go), gdy na drodze stanął mu Bernard. Gdyby nie to, ofiar mogłoby być więcej (za tę postawę nauczyciela nagrodzono pośmiertnie Legią Honorową). 

Do zamachu doszło niemal dokładnie trzy lata po śmierci nauczyciela historii i geografii Samuela Paty’ego z rąk 18-letniego radykała islamskiego z Czeczenii. Paty zginął za to, że na zajęciach o wolności słowa pokazywał uczniom karykatury Mahometa.

Sprawcą ataku na szkołę w Arras okazał się 20-letni imigrant z Inguszetii, były uczeń tego liceum. Twierdził, że złożył przysięgę na wierność Państwu Islamskiemu. Według dziennika „Le Monde” na wideo, zarejestrowanym tuż przed atakiem, oskarżył szkoły francuskie, do których chodził, że – tu cytat z nagrania – „pchnęły go do piekła”, bo „nauczyły go demokracji i praw człowieka”.

Zaraz po zamachu w Arras w szkołach całej Francji zarządzono minutę ciszy poświęconą obu zabitym nauczycielom. Rémi wspomina: – W mojej klasie nikt nie przerwał minuty ciszy. Ale w innych klasach były śmiechy i komentarze, że „on”, czyli Samuel Paty, „sam tego chciał”. W sensie: bo pokazywał karykatury Mahometa. 

Tego samego dnia w całej Francji zanotowano ok. 600 przypadków zakłócenia przez uczniów minuty ciszy, głównie w gimnazjach. Wobec winowajców zastosowano rozmaite kary: od ostrzeżeń po usunięcie ze szkoły (w praktyce – przeniesienie do innych placówek).Tę ostatnią sankcję zastosowano w 85 wypadkach, gdy w grę wchodziły „pochwała terroryzmu” lub „groźba pod adresem nauczycieli”. 

Do serii podobnych incydentów doszło już osiem lat wcześniej. Wtedy, po zamachach na redakcję „Charlie Hebdo” i żydowski sklep w Paryżu, wielu uczniów także odmówiło upamiętnienia ofiar tych ataków. 

Laickie serce Francji

Francja jest od wielu już lat na celowniku islamskich radykałów, z dwóch przede wszystkim względów. Po pierwsze, wskutek jej zaangażowania zbrojnego w walkę z dżihadystami na Bliskim Wschodzie i Afryce, w krajach Sahelu. Ostatnio doszło do tego wsparcie dyplomatyczne Francji dla Izraela w jego wojnie z Hamasem. 2 grudnia w pobliżu wieży Eiffla w Paryżu 26-letni terrorysta islamski, wcześniej więziony za przygotowanie innego zamachu, zabił nożem niemieckiego turystę i zranił ciężko młotkiem dwie inne osoby. Swój atak uzasadnił m.in. atakami Izraela na Gazę i wsparciem Francji dla państwa żydowskiego. 

Drugim powodem ataków islamistów na Francję jest obrona przez nią laickości, zwłaszcza w szkołach. „Świecka edukacja jest sercem Republiki Francuskiej, którą oni [terroryści] chcą unicestwić” – mówił Hugo Micheron, znany badacz zjawiska dżihadyzmu, po ataku w Arras.

Laicka szkoła jest nieodłącznym elementem francuskiej tożsamości od 140 lat, gdy nad Sekwaną – na przekór potężnemu wówczas Kościołowi katolickiemu – wprowadzono dla wszystkich obowiązkowe i świeckie nauczanie w szkołach podstawowych. 

Od 1905 r. Francja wyróżnia się w Europie ostrym rozdziałem religii i wyznań od państwa. Ta laïcité, czyli właśnie rygorystycznie pojmowana świeckość państwa, jest zapisana w konstytucji. 

W szkołach publicznych nie mogą się odbywać lekcje jakiejkolwiek religii ani nawet religioznawstwa (z wyjątkiem Alzacji i przyległego do niej departamentu Moselle, które zachowały konkordat z czasów, gdy przynależały do Niemiec). Od 2004 r. we wszystkich szkołach publicznych obowiązuje ustawa, która zakazuje – tak uczniom, jak i personelowi – noszenia strojów czy „ostentacyjnych” symboli religijnych. Obejmuje to muzułmańskie chusty, a także krzyżyki na szyi dużych rozmiarów czy żydowskie kipy. 

Z krótkowzroczności lub tchórzostwa

Według badania ośrodka Ifop z czerwca 2023 r., 57 proc. ankietowanych francuskich nauczycieli wszystkich szczebli, od podstawówki do liceum, zaobserwowało próby łamania przez uczniów lub personel szkolny ustawy z 2004 r. (np. przez noszenie chust bądź innych nakryć głowy przez muzułmańskie uczennice).

Ale kwestia strojów to tylko wierzchołek góry lodowej. 

Presja nielicznych, ale bardzo aktywnych radykałów islamskich na szkolnictwo i programy nauczania nie jest czymś nowym. Jedną z pierwszych osób, które 20 lat temu alarmowały władze o zagrożeniu dla laicité ze strony radykalnych muzułmanów z kręgu salafitów, był Jean-Pierre Obin, ówczesny generalny inspektor edukacji. Co prawda – pisał Obin w swoim głośnym raporcie z 2004 r. (odłożonym wtedy na półkę) – salafici różnią się bardzo od islamskich terrorystów, bo nie wzywają do przemocy i pragną pokojowego praktykowania wiary, są jednak groźni, bo głoszą wyższość prawa muzułmańskiego (szariatu) nad prawem państwowym. 

W wydanej trzy lata temu książce „Jak daliśmy islamizmowi wejść do naszych szkół” Obin zarzucił politykom francuskim, że przez 20 lat zamiatali ten problem pod dywan, za sprawą swojej „krótkowzroczności” lub „tchórzostwa”. Dziś, zdaniem Obina, widać „katastrofalne skutki” ignorowania tych kwestii.

Nie wszyscy zgadzają się z tym alarmistycznym tonem. Chloé, młoda nauczycielka francuskiego w liceum publicznym na paryskich przedmieściach, uważa ten obraz za jednostronny.

 – Z moich doświadczeń, a uczę od 10 lat w dzielnicach „priorytetowych”, wynika, że zdecydowana większość uczniów akceptuje zasady rozdziału państwa i religii. I nie jest też tak, że problemy leżą tylko w islamie, bo radykalne ruchy katolickie także walczą z laickim nauczaniem – twierdzi Chloé w rozmowie. 

Dodaje, że ścisłe świeckie rygory nie obowiązują w licznych we Francji katolickich szkołach prywatnych, na ogół subwencjonowanych przez państwo. Chodzi do nich aż ok. 15 proc. wszystkich uczniów, ze względu na zwykle wysoki poziom nauczania. Przyjmują one w dużej liczbie uczniów innych wyznań, w tym muzułmanów i żydów, jak też niewierzących.

Autocenzura

We wspomnianym badaniu ośrodka Ifop prawie połowa, bo 48 proc. nauczycieli, przyznała, że dokonywała „autocenzury” swoich wypowiedzi dotyczących świeckości czy wolności słowa, aby uniknąć protestów ze strony uczniów lub rodziców. 

Na kłopoty z laïcité we francuskich szkołach wskazują także świadectwa nauczycieli różnych szczebli, z którymi rozmawiałem, w większości pracujących w tzw. trudnych dzielnicach. 

Dyrektor liceum publicznego w departamencie Seine-Saint-Denis, zamieszkanego licznie przez imigrantów z Maghrebu i ich potomków, powiedział mi, że „niektórzy nauczyciele wolą unikać drażliwych spraw, żeby nie dochodziło do konfrontacji z uczniami”. Jako przykład wymienił dyskusje na temat prawa do krytykowania religii. Nasza rozmowa, w której prosił o anonimowość, odbyła się po śmierci Paty’ego, a przed zamachem w Arras. 

– Kiedy przywoła się rysunki Mahometa, niektórzy uczniowie będą wołać: to bluźnierstwo. Nie mają dostatecznego dystansu ani przygotowania, żeby oglądać takie karykatury, tego tematu nie chcemy z nimi podejmować – przyznał dyrektor.

Z kolei Anne (imię zmienione na prośbę rozmówczyni), nauczycielka z 40-letnim stażem, pracuje w jednym z paryskich liceów. Jej szkoła, co podkreśla, jest prywatna, ale zarazem bezpłatna i świecka, subwencjonowana przez państwo.

Anne zauważa, że na ogół jej uczniowie przestrzegają reguł laickiej szkoły, choć jest więcej przypadków ich łamania niż jeszcze 10-20 lat temu. Coraz częściej, jej zdaniem, rodzice próbują ingerować w program nauczania. 

Nauczycielka podaje przykład religijnych rodzin muzułmańskich. – Bywa, że uczniowie pod wpływem opinii zasłyszanych w domu nie chcą mnie słuchać, bo jestem kobietą. Ale to szybko ucinam, aby nie mieli wątpliwości, że w klasie to ja jestem kapitanem – podkreśla.

Niewygodne tematy

Jak wynika z rozmów z nauczycielami, na liście niewygodnych tematów lekcyjnych znajdują się – oprócz choćby równości płci – także wychowanie seksualne, prawa osób LGBT+ czy teoria ewolucji. 

Rémi zauważa, że w jego szkole wielu gimnazjalistów po prostu nie akceptuje teorii ewolucji, bo uznaje ją za sprzeczną z wiarą w boskie stworzenie wszechświata. – To problem, który wciąż wraca na lekcjach biologii – mówi. 

Zdarza się, że uczniowie odmawiają udziału w zajęciach z historii, gdy mowa jest o Holokauście. Antysemickie wypowiedzi to kwestia szczególnie aktualna w kontekście obecnej sytuacji w Strefie Gazy. 

Anne zaznacza jednak, że jej szkoła nie unika trudnych tematów: – Po agresji Hamasu na Izrael rozmawialiśmy z uczniami na lekcji o tych wydarzeniach. Niektórzy uczniowie dziwili się, dlaczego mówimy tak dużo o Izraelu, a nie o Palestynie. Ale były to pojedyncze głosy i dyskusja pozwoliła uspokoić nastroje.

Powodem innych kłopotów, jak wynika z relacji nauczycieli, są odmowy uczestnictwa przez dziewczęta w zajęciach WF-u na pływalni. Obin pisze w swojej książce, że w jednym z liceów podparyskiego departamentu Val-de-Marne muzułmańskie dziewczęta zbiorowo zbojkotowały zajęcia na basenie, przedstawiając medyczne zaświadczenie o „alergii na chlor”. Wszystko po to, aby – jak tłumaczy Obin – żaden obcy mężczyzna nie zobaczył ich w „nieprzyzwoitym” stroju, czyli kostiumie kąpielowym. 

Podobne przypadki absencji – dodaje Obin – dotyczą zajęć sportowych w plenerze, gdyż niektóre uczennice odmawiają biegania bez chust na głowie. 

A może mundurki?

Francuskie spory o świeckość od trzech dekad ogniskują się na strojach uczennic. 

Bardzo długo największe emocje budził zakaz noszenia hidżabów, czyli chust muzułmańskich. W tym roku szkolnym uwaga mediów przeniosła się na abaje, długie tradycyjne szaty dla kobiet z odsłoniętą twarzą i rękami, noszone w krajach muzułmańskich, np. w Arabii Saudyjskiej. We Francji zjawisko to jest nowe, a jego skala niewielka. Według radia Europe1 problem z tym ubiorem zasygnalizowało ok. 150 placówek na 60 tys. wszystkich szkół francuskich. 

Na początku tego roku szkolnego minister edukacji Gabriel Attal ogłosił, że także abaja – jak też jej męski odpowiednik, qamis – będą w szkole zakazane, gdyż po konsultacji z ekspertami resort uznał je za stroje o charakterze religijnym, a nie kulturowym. 

Jednocześnie minister zapowiedział upowszechnienie w placówkach publicznych uniformów szkolnych dla wszystkich uczennic i uczniów. Nie rozstrzygając na razie, czy będą to mundurki, czy inne stroje w jednolitych kolorach. Od trwającego roku szkolnego uniformy mają być na zasadzie dobrowolności eksperymentowane na wszystkich szczeblach nauczania, od podstawowego po liceum.

Jak łatwo było przewidzieć, decyzja Attala wywołała nową narodową dyskusję. W szkołach zawrzało. 

Wśród nauczycieli daje się zauważyć podział pokoleniowy: z jednej strony starsi nauczyciele, raczej życzliwi nowym rządowym pomysłom w sprawie abai i mundurków, z drugiej ci młodsi, raczej przeciwni nowym regulacjom.

Do tej pierwszej grupy należy Anne z paryskiego liceum prywatnego. Wspierając pomysł mundurków, przywołuje doświadczenie ze swojej szkoły, gdzie obowiązywały przez pewien czas jednolite bluzy dla uczniów i także dla nauczycieli. – To świetnie zdało egzamin, wzmocniło naszą identyfikację ze szkołą – twierdzi. 

Nie zgadza się z nią Chloé, reprezentująca młodsze pokolenie. Jej zdaniem decyzja o zabronieniu abai w szkole „graniczy z absurdem”; podchodzi ona też sceptycznie do wprowadzenia mundurków.

– Nie widzę problemu w tym, że dziewczęta noszą długie szaty. Nie jest zadaniem nauczyciela śledzenie dziewcząt i ocenianie, czy długa szata, którą noszą, to abaja, czy raczej kimono. Uczę literatury, nie jestem imamem, nie muszę tego wiedzieć – irytuje się Chloé. 

Czy rzeczywiście istnieje sprzeczność między zasadą świeckości a noszeniem w szkołach publicznych chust lub innym elementów przynależności religijnej? Chloé: – W takich krajach jak Wielka Brytania czy Kanada są one dozwolone. Choć, jak właśnie w Anglii, większość uczniów szkół publicznych nosi jednocześnie obowiązkowe jednakowe uniformy.

Zmęczenie i gniew 

Kłopoty ze świeckością to nie jedyny ani nie największy problem francuskiej oświaty. Jednak ta kwestia bardziej interesuje media niż pogłębiająca się od lat przepaść w poziomie nauczania między szkołami w centrach dużych miast a tymi na ubogich przedmieściach. 

To również ze szkolnej nierówności wynika fatalna pozycja Francji – poniżej średniej krajów OECD i daleko za Polską – w opublikowanym właśnie międzynarodowym badaniu edukacyjnym PISA 2022, które ocenia poziom wiedzy piętnastolatków.

Obie kwestie są ze sobą związane. Upraszczając, ale tylko trochę: więcej rzetelnej edukacji to mniej fanatyzmu.

Nauczyciele z przedmieść nie kapitulują, ale są znużeni. W obliczu trudności czują się opuszczeni przez dyrekcję szkół i kuratorów oświaty. 

Niektórzy, jak Chloé, czują wściekłość: – Moi dawni uczniowie odezwali się do mnie zaraz po ataku w Arras, pytając, jak się czuję. Byłam poruszona, jak wszyscy. Ale jednocześnie czułam gniew, tak jak moi koledzy. Jak to jest, że ten rząd, podobnie zresztą jak poprzednie, robi z nas bohaterów republiki, a jednocześnie od lat odbiera się szkołom publicznym środki finansowe?! Moi koledzy i koleżanki mają dość coraz gorszych warunków i odchodzą. A płace są za niskie – stąd ciągle brakuje nauczycieli.

Pytanie tylko, czy władze usłyszą gniew Chloé i innych belfrów, zanim (oby tak się nie stało!) dojdzie do kolejnego zamachu w szkole.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz, współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, tłumacz z języka francuskiego, były korespondent PAP w Paryżu. Współpracował z Polskim Radiem, publikował m.in. w „Kontynentach”, „Znaku” i „Mówią Wieki”.

Artykuł pochodzi z numeru Nr 51/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Belfer na cenzurowanym