Bardzo nieoscarowy, wręcz antyoscarowy film „Pod wulkanem” został polskim kandydatem do Oscara. Dobrze się stało

Damian Kocur nakręcił „Pod wulkanem” tak, żeby drażnić. Celowo przeciąga sceny i bagatelizuje dialogi, lekceważąc nasze narracyjne przyzwyczajenia i zostawiając przestrzeń do interpretacji.
Czyta się kilka minut
Roman Łuckij, Sofija Berezowska, Anastasija Karpienko, Fedir Fedir Pugaczow w filmie „Pod wulkanem”, reż. Damian Kocur, 2024 r. // Materiały prasowe Lizart Film
Roman Łuckij, Sofija Berezowska, Anastasija Karpienko, Fedir Fedir Pugaczow w filmie „Pod wulkanem”, reż. Damian Kocur, 2024 r. // Materiały prasowe Lizart Film

Hańba! W tym roku Polacy wytypowali do oscarowych nominacji film mówiony po ukraińsku i z Ukraińcami w rolach głównych, w dodatku kręcony na Teneryfie. Swoją drogą ciekawe, czy Francuzi mają aż taki problem z tym, że ich reprezentant („Emilia Pérez” Jacques’a Audiarda) jest hiszpańskojęzyczny i dzieje się w Meksyku. I czy Niemców poniża jakoś fakt, iż będzie ich reprezentował film mówiony w języku farsi („The Seed of the Sacred Fig” Mohammada Rasoulofa), zaś Brytyjczyków dzieło w hindi („Santosh” Sandhyi Suri). 

„A Wołyń nadal nierozliczony” – napisał jeden z internautów i to powinno wystarczyć za komentarz. Bardziej sensowne wydają się rozważania, czy taki tytuł jak „Pod wulkanem” (w dodatku budzący mylne skojarzenia z głośnym dramatem Johna Hustona z 1984 r.) w ogóle ma szanse na otrzymanie nominacji w kategorii filmu międzynarodowego. To bowiem kino bardzo nieoscarowe, może nawet antyoscarowe, i wszystko, co się za tym pojęciem kryje, uważam za największy atut filmu Damiana Kocura.

Mieli opuścić wyspę następnego dnia, lecz data wylotu – 24 lutego 2022 r. – pokrzyżowała plany. Roman z partnerką Nastią i dwójką jego dzieci, małym Fedirem i nastoletnią Sofiją, wraz z wybuchem wojny utknęli w kanaryjskim raju. Tak rozpoczyna się ta historia i po gdyńskiej premierze wielu widzów marudziło, że rozwija się zupełnie inaczej, niż sobie wyprojektowali. Dramat byłby wtedy, gdyby w patchworkowej rodzinie doszło do ostrego konfliktu: zostać czy wracać. Albo gdyby wisząc na telefonach przeżywali utratę bliskich. A jeszcze „lepiej”, gdyby syci Ukraińcy, którym hiszpańscy gospodarze przychylają teraz nieba, zaczęli w końcu odczuwać swoją degradację, chociażby finansową. Albo gdyby natychmiast wyjechali do Polski i tam byli witani chlebem i solą.

Tymczasem nic takiego się nie dzieje. Akcja raczej się zwija, aniżeli rozwija. Bohaterowie pod wpływem szoku popadają w dziwny stan zawieszenia, zaś lęk, niepewność i wstyd (wszak powinni być teraz w Ukrainie, zamiast byczyć się na Kanarach) buduje napięcie, które łatwo uznać za brak napięcia czy wręcz nicniedzianie się. Ale ten rodzaj filmu wyświetla się przede wszystkim w naszych głowach. Zwłaszcza że samej wojny nie widać na ekranie, wyciemnienia obrazu wybijają z płynnego rytmu, a każda z postaci przeżywa trudną sytuację na swój własny sposób.

Podobnie aktorzy „Pod wulkanem”, poddawani tu, jak często bywa na planie u Kocura, dokumentalnej obserwacji. Scenariusz, pisany wspólnie z Martą Konarzewską, stanowił zaledwie kanwę, albowiem film kręcono tak, żeby uniknąć typowo fabularnej inscenizacji. Sporo w nim momentów improwizowanych bądź przypadkowych, a obok naturszczyków (Sofija Berezowska, Fedir Pugaczow) gra w filmie Anastasija Karpienko i Roman Łuckij, aktor z teatru w Iwano-Frankiwsku, prawdziwa gwiazda w swoim kraju, u nas znany z „Hamleta” Mai Kleczewskiej i jej ukraińskich „Dziadów”. 

Dzięki temu połączeniu osiąga Kocur, doświadczony głównie w pracy z odtwórcami nieprofesjonalnymi, ciekawy efekt. Ma się wrażenie bycia blisko bohaterów, choć jednocześnie zdają się całkowicie wyobcowani i nieprzewidywalni. Znaleźli się „pod wulkanem” i nie jest to wyłącznie monumentalny Teide.

Medium, przez które przesącza się na ekran atmosfera zagrożenia i zagubienia, stanowi Sofija. Zamiast wysyłać koleżankom fotki na Instagrama, dziewczyna snuje się po kurorcie owładniętym karnawałowymi szaleństwami. Wojna, odległa i zarazem bardzo obecna, rozbija tę rodzinę od środka, zasnuwa chmurami kanaryjskie niebo, zamienia zwykłą górską wycieczkę w koszmar.

Zakrawa to na prowokację, ale film został zrobiony właśnie tak, żeby drażnić. Celowo przeciąga sceny i bagatelizuje dialogi, lekceważąc tym samym nasze narracyjne przyzwyczajenia. Irytować ma także społeczno-ekonomiczny status bohaterów – podobnie, jak czasem irytują smartfony w rękach uchodźców czy ich markowe ciuchy, nawet jeśli tylko podrabiane. Kiedy w pewnym momencie Sofija zaprzyjaźnia się z afrykańskim chłopakiem (Wyspy Kanaryjskie są jedną z mekk nielegalnych imigrantów), twórcy filmu dokonują ryzykownej konfrontacji. Gdyby powiedzieć wprost, że wszyscy jesteśmy potencjalnymi uchodźcami, trąciłoby to banałem lub naiwnym uogólnieniem. Toteż Kocur po prostu nas z tym zostawia, nie po raz pierwszy każąc samemu dopowiedzieć sobie resztę.

Jednakże porównania do wczesnej twórczości Rubena Östlunda wydają się raczej bezpodstawne. Wystarczy spojrzeć na wątek rosyjskich wczasowiczów balujących w tym samym hotelu – twórca „Turysty” zupełnie inaczej by to rozegrał. Polski reżyser bardziej rozrzedza fabułę, niż zagęszcza, dając swoim widzom dużo większą przestrzeń do interpretacji.

Dlatego „Pod wulkanem” nie jest filmem łatwym i to, czy będziemy go oglądać siedząc jak na szpilkach, czy spoglądając na zegarek, zależy w dużej mierze od filmowego gustu i temperamentu odbiorcy. Jury zakończonego niedawno festiwalu w Gdyni najwyraźniej się w tym filmie nie odnalazło, nagradzając jedynie Berezowską za debiut aktorski, skądinąd świetny i bardzo intensywny w wyrazie.

Nie był to pierwszy raz, kiedy tamtejsi jurorzy prześlepili kino Kocura – „Chleb i sól”, dzieło czytelne, dopięte, pod każdym względem spełnione i gdzie indziej doceniane, dwa lata temu też wyjechało z niczym. Razem z „Pod wulkanem” i krótkim „Dalej jest dzień”, mimo wszelkich różnic, tworzą zresztą ciekawy tryptyk, połączony tematem migracyjnym. W drugim z wymienionych, nawiązującym nie tylko swoim tytułem do książki Barbary Engelking i Jana Grabowskiego o „żydowskich strategiach przetrwania”, współczesny wiejski samotnik ukrywał w domu nielegalnego imigranta. Inspiracją dla „Chleba i soli” był tragiczny incydent w ełckim barze z kebabem.

Tym razem, umieszczając w centrum wydarzeń dobrze sytuowanych obywateli Ukrainy, wystawia na próbę naszą empatię. Bo chociaż Roman czy Nastia mogą wydawać się nam bliżsi kulturowo, językowo, klasowo, jednocześnie swoim zachowaniem budzą dystans. No i nie wyglądają na „prawdziwych” uchodźców, a wojenna groza przez cały czas znajduje się gdzieś daleko poza kadrem. I w dużej mierze od naszej wyobraźni zależy, czy zdołamy ją na własnej skórze poczuć. Albo przynajmniej zobaczyć ją w napiętych twarzach i nerwowych gestach bohaterów.

POD WULKANEM – reż. Damian Kocur. Prod. Polska 2024. Dystryb. TVP. W kinach od 11 października.

Damian Kocur to filmowiec, o którym głośno było na długo przed pełnometrażowym debiutem. Jego krótkometrażówki zdobyły kilkadziesiąt nagród w kraju i na świecie (np. „To, czego chcę”, „Nic nowego pod słońcem”, „Dalej jest dzień”). Za pierwszy film, „Chleb i sól” (2022), otrzymał Nagrodę Specjalną Jury w weneckim konkursie Orizzonti i wiele innych festiwalowych wyróżnień.  

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Dalej jest wojna