Aureolka

Ojcowanie dryfuje w kierunku pomocy dziecku w nauce, spaceru, wyjścia do kina. Matka ciągle ma się oddawać dziecku totalnie.
Czyta się kilka minut

Mamo, a w sumie dlaczego zawsze tyle szumu wokół Dnia Matki, a wokół Dnia Ojca już mniej? - pyta mój 11-letni syn, by dorzucić natychmiast (zdradzając rzeczywiste powody zaciekawienia), że ta sama sytuacja dotyczy dwóch innych świąt: dziewczyny i chłopaka. "Byłoby wspaniale - odpowiadam - gdyby 23 czerwca tatusiowie, podobnie jak mamy niecały miesiąc wcześniej, chwaleni byli pod niebiosa. Poczuliby wtedy słodki ciężar kulturowego uwielbienia". Kobieta słyszy refren: za nieprzespane noce, cierpliwość, wyrzeczenia i szereg innych deklinowanych na okrągło banałów, z głębokim doświadczeniem rodzicielstwa mających mało wspólnego, za to skutecznie wiążących w gorset ofiarniczy. Ściskając w dłoni podarowaną różę, nie powie przecież, że w tym kulcie nie ma miejsca na nią prawdziwą, tylko wzorowo odegra narzuconą rolę. I poprawi starannie aureolkę świętej cierpiętnicy.

Na macierzyństwie spoczywa większy obowiązek społeczny. Ojcowanie dryfuje w kierunku pomocy dziecku w nauce, spaceru, wyjścia do kina, wakacyjnej wyprawy. Matka ma się oddawać psychicznie totalnie, ojciec jest już uznany powszechnie za dobrego, gdy wygospodaruje odrobinę czasu.

Gdyby udało się przynajmniej częściowo odwrócić zakres praw i obowiązków, dałoby się wprowadzić na terenie państwa rodzicielskiego coś na kształt równouprawnienia. I z taką samą pompą celebrować zarówno fakt bycia mamą, jak i bycia ojcem. Nie mam złudzeń, że ten cud mentalny zdarzy się w najbliższym czasie.

I jednocześnie widzę, jak kobieta paradoksalnie przywiązała się do swojej aureolki świątobliwej. Jak w imię jej zachowania (któż nie chce być świętym świeckim?) zrobi sporo, aby ta nie świeciła nad inną głową. Na przykład nad głową ojca. Jak wkłada masę (podświadomego) wysiłku, aby ojciec nie stał się istotą w pełni odpowiedzialną za wspólne potomstwo. Krytykuje i osłabia jego pozycję. Blokuje, unieważnia, podważa. Nie daje szansy. Wiem lepiej - myśli sobie, choć wiedzieć lepiej nie musi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 26/2011