Reklama

Antykurdyjska „noc kryształowa”

Antykurdyjska „noc kryształowa”

09.09.2015
Czyta się kilka minut
Eskalacja w Turcji: do ataków na Kurdów doszło we wszystkich większych miastach. Wiele wskazuje też na to, że tureckie służby nakłaniają Kurdów syryjskich do wyjazdu do Europy.
Fot: MACIEJ MOSKWA/REPORTER
W

Wieczorem, 8 września w Turcji zaatakowano i podpalono 128 biur kurdyjskiej partii HDP, która w czerwcowych wyborach parlamentarnych zdobyła 13 proc. głosów i w ten sposób pozbawiła rządzącą w Turcji partię AKP bezwzględnej większości. Policja nie reagowała, a czasem nawet pomagała w demolowaniu biur.

Do ataku doszło m.in. w Ankarze i wszystkich większych miastach z wyjątkiem Kurdystanu tureckiego. Jednocześnie Figen Yuksekdag, współprzewodnicząca tej partii, poinformowała, iż w ciągu ostatnich czterech dni zginęło ponad stu cywilów, wśród nich również dzieci. 13-letnia Cemile, kurdyjska dziewczynka z Cizre, od kilku dni leży w lodówce sklepowej bo policja turecka, która ją postrzeliła w serce, nie pozwala jej pochować.

Dwie prowincje, Sirnak (w której znajduje się Cizre) i Hakkari, gdzie HDP w wyborach uzyskała niemal 90-procentowe poparcie, są praktycznie odcięte od świata, a jedyni dziennikarze (m.in. z VICE News), którzy próbowali się tam dostać, zostali aresztowani i oskarżeni o wspieranie terroryzmu. S. Demirtas, drugi z liderów HDP poinformował również, iż w ciągu dwóch dni doszło do aż 400 napadów na kurdyjskie instytucje, biura, a także na ludzi - Kurdów. Media społecznościowe, które są obecnie dla mieszkańców tureckiego Kurdystanu jedyną formą przekazywania informacji, porównują to, co się tam dzieje, z nocą kryształową. Pojawiają się tam też wezwania do bojkotu powtórkowych wyborów, które mają się odbyć 1 listopada.

Marzenia sułtana

Sukces wyborczy HDP, oskarżanej przez tureckie władze o bycie legalną emanacją nielegalnej PKK, zablokował realizację marzeń prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana. Jego celem było zdobycie większości umożliwiającej mu zmianę konstytucji i przyznanie sobie szerokich uprawnień, czyniących z niego, jak to ujmują krytycy, nowego „sułtana”. Gdyby HDP nie weszła do parlamentu, to wszystkie mandaty w Kurdystanie tureckim przejęłaby AKP, czyli partia Erdogana. Ale ponieważ weszła, to AKP straciła nawet możliwość samodzielnego rządzenia a stworzenie koalicji okazało się niemożliwe. Dlatego ogłoszono nowe wybory. Tylko, że sondaże wskazują na to, że wynik AKP może być jedynie gorszy.

Erdogan uważany jest nawet przez swoich krytyków za polityka wyjątkowego, porównywalnego jedynie z Ataturkiem. Dlatego nie przyjął do wiadomości porażki i nie wahał się podpalić Turcji,  byleby osiągnąć swój cel. W skrócie plan opiera się na trzech elementach: wyeliminowaniu HDP z wyborów, przejęcia głosów nacjonalistycznych od konkurentki – MHP (partii której głównym punktem programu jest nienawiść do Kurdów) oraz neutralizacji europejskiej opinii publicznej. Akcja podpalania biur HDP nie była spontaniczna, więc mamy do czynienia z zaplanowaną kampanią terroru. Wątpliwe jest również przeprowadzenie wyborów w wielu prowincjach kurdyjskich, gdzie niemal wszystkie głosy zbiera HDP, skoro trwa tam regularna wojna wojska tureckiego z PKK i wspierającą PKK miejscową ludnością. Obecnie to społeczne wsparcie dla PKK jest większe niż kiedykolwiek ze względu na postawę Turcji w czasie walki Kurdów syryjskich z Państwem Islamskim o Kobane. Erdogan nie ukrywał, że chce upadku tego kurdyjskiego miasta i woli ISIL od kurdyjskiej partyzantki w Syrii – YPG.

Erdogan wie że przegrał już głosy Kurdów, niegdyś masowo głosujących na AKP. Zależy mu teraz na poparciu tych Turków, którzy nienawidzą Kurdów tak bardzo, iż chcieliby powtórki z roku 1915, tylko tym razem z Kurdami, a nie Ormianami w roli ofiar ludobójstwa. Trudno powiedzieć czy się na to zanosi ale eskalacja konfliktu kurdyjsko-tureckiego spowoduje w najbliższych miesiącach już nie setki, lecz tysiące ofiar. I setki tysięcy uchodźców.

Uchodźcy wewnętrzni

W latach 70., gdy wojsko tureckie paliło wsie kurdyjskie, tysiące Kurdów ruszyło do zachodniej Anatolii. Ale dziś władze tureckie są sprytniejsze i już zaczęły „zachęcać” Kurdów z syryjskiej Rożawy do ucieczki do Europy. W grudniu ubiegłego roku pół miliona Kurdów syryjskich uciekło z Kobane i okolic do Kurdystanu tureckiego. Ale nie do końca byli to uchodźcy. Można powiedzieć, że raczej IDPsi czyli uchodźcy wewnętrzni. Bo dla nich granica w tym miejscu jest sztuczna. Każda rodzina ma kogoś tu i tam. Ze względu na to, że są Kurdami, państwo tureckie im nie pomagało, a krewni też niewiele mogą - bo południowo-wschodnia Turcja wygląda inaczej niż ta znana turystom. Jest biedna, wysokie jest tam bezrobocie. Wojna w Kobane zakończyła się jednak w styczniu i ludzie ci mogliby wrócić do domów, jeśliby ktoś pomógł im w odbudowie.

Ale świat nie jest nawet zainteresowany tym, by zmusić Turcję do zniesienia blokady ekonomicznej Rożawy. To dziś największy problem Kurdów syryjskich.

To druga rzecz, obok „sułtańskiej” władzy, która jest celem Erdogana. Nie może on dopuścić do sukcesu kurdyjskiego w Rożawie. Dlatego wiele wskazuje na to, że tureckie służby specjalne nakłaniają Kurdów syryjskich do wyjazdu do Europy. Poza efektem czystek etnicznych ma to dodatkowy cel. Europa pogrążona w „kryzysie migrantów” nie będzie reagować na krwawą rozprawę Turcji z Kurdami tureckimi. I to działa. Donald Tusk w najbliższych dniach wybiera się do Turcji rozmawiać o bliższej współpracy i przyśpieszeniu integracji z Europą. W informacji na stronie Komisji Europejskiej nie ma ani słowa o zaniepokojeniu sytuacją wewnętrzną Turcji.

 

Paradoks zdjęcia z chłopczykiem

A byłoby o czym mówić. Sam Erdogan już parę tygodni temu stwierdził, że on i tak ma władzę wykraczającą poza konstytucję, więc trzeba ją do niego dostosować. Opozycja nazwała to zamachem stanu. Kilka dni temu bojówka prorządowa kierowana przez deputowanego AKP zdemolowała biuro jednej z czołowych gazet opozycyjnych, dziennika "Hurriyet", gdyż zacytował on Erdogana mówiącego, iż gdyby AKP dostała 400 mandatów w wyborach, to „tego by nie było”.

Tego, czyli setek ofiar, zarówno tureckich żołnierzy jak i Kurdów. Różnica jest jednak taka, że po stronie tureckiej nie ma ofiar wśród cywilów, a po stronie kurdyjskiej są. I to nie tylko w Turcji. Tureckie wojsko atakuje bowiem również pozycje PKK w Iraku, czyniąc to z pogwałceniem prawa międzynarodowego. W jednym z ataków na wioskę Zarkel zginęło 10 cywilów, w tym dzieci i kobieta w ciąży

Zerwanie rozejmu między PKK a Turcją nastąpiło w lipcu, po zabiciu trzech żandarmów tureckich, co z kolei miało być odwetem za zamordowanie 33 młodych aktywistów związanych z HDP.  Ale PKK do tego się nie przyznała. Jeszcze niedawno jeden z liderów PKK Dżamil Bayik mówił, że są w każdej chwili gotowi do powrotu do rozmów, i że chcą mediacji USA. Dodał też, iż póki co PKK tylko się broni i nie pokazała swoich możliwości militarnych. Nastąpiło to 6 września w rejonie Daglica w prowincji Hakkari. W ataku na konwój wojskowy zginęło 16 (wg rządu) lub nawet 31 (wg PKK) żołnierzy. 7 września PKK poinformowała o zabiciu 12 policjantów w rejonie Igdir. Turcja odpowiedziała terrorem i ponownie wkroczyła do Iraku.

Paradoksem kurdyjskiej tragedii w Turcji jest sprawa Aylana Kurdi, chłopca, który utonął w pobliżu Bodrum i zdjęcie jego zwłok zszokowało świat. Erdogan również nim wymachiwał, oskarżając Europę. Tymczasem rodzina ta uciekała z Kobane, które Erdogan chciał zniszczyć, a gdy się to nie udało - postanowił uczynić życie jego mieszkańców tak trudnym, by szukali ratunku w ucieczce do Europy.

Najsmutniejsze jest jednak to, iż zdjęcie Aylana nie skłoniło Europy do zwróccenia uwagi na Kobane, na Rożawę, na sytuację syryjskich Kurdów i na krwawą rzeź, którą Turcja szykuje Kurdom tureckim. 13-letnia Cemile z Cizre pochodziła z tego samego kręgu kulturowego co Aylan i zginęła na ziemi należącej do tego samego państwa.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jak można brać pod uwagę akcesję tego kraju do UE??? Przecież to kraj, któremu kulturowo i nie tylko, bliżej do Azji,do krajów bliskiego wschodu, a nie do Europy. Wydaje się, że to co teraz widzimy to jednak będzie upadek tego projektu, którym jest Unia Europejska.
Obrazek użytkownika Andrey Bochkarev

Pan za malo zna Turcje azeby sadzic ja zas tutaj mieszkam od lat. Znam miescowych kurdow, turkow, kurdow z Iraku polnocnego, asyryjczykow.
Obrazek użytkownika Andrey Bochkarev

Nie moge zgadzić się z żadnym punktem tego artykułu. Mieszkam w Turcji (ale jestem Rosjaninem, studiowalem również na KULu). Znam wszystkie szczegóły tych wydarzeń. Nie jest to wina AKP lecz tylko nacjonalistów. Może to być prokacja członków PKK. Mogę napisać własny artykuł na ten temat i całą genezę tego konfliktu. Moim zdaniem ten artykuł jest bardzo subjektywny i niestety stawia w złym świetle AKP i samą Turcję.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]