Ameryka i Izrael umacniają sojusz

Podczas wizyty w Izraelu Mike Pompeo zapewniał, że USA nie wycofują się z Bliskiego Wschodu. Priorytetem jest teraz powstrzymywanie Iranu.
z Jerozolimy
Czyta się kilka minut
Mike Pompeo i Benjamin Netanjahu, Jerozolima, 18 października 2019 r. / POOL / REUTERS / FORUM
Mike Pompeo i Benjamin Netanjahu, Jerozolima, 18 października 2019 r. / POOL / REUTERS / FORUM

Jednym z celów, dla których żołnierze USA stacjonowali w Syrii, było przeszkadzanie Irańczykom. Konkretnie: niedopuszczenie do tego, by Iran wykorzystywał tereny pozostające pod kontrolą sojuszu kurdyjsko-arabskiego – było nie było, jedna trzecia kraju – do przerzutu uzbrojenia. Wprawdzie założenie to nigdy nie było zbyt realistyczne, ale teraz, po wycofaniu USA z północnej i północno-wschodniej Syrii, Amerykanom pozostaje tu już tylko jedna baza: niewielka, w Al-Tanf na południowym wschodzie kraju, bardzo blisko granicy z Irakiem i Jordanią.

Szok i obawy

Nagła zmiana polityki Białego Domu wobec syryjskich Kurdów wywołała w wielu krajach Bliskiego Wschodu szok. Zwłaszcza w Izraelu i Arabii Saudyjskiej pojawiły się obawy, że Iran mógłby wykorzystać próżnię w północno-wschodniej Syrii, oraz że Waszyngton mógłby przestać być godnym zaufania sojusznikiem. Nic dziwnego, że kilkanaście dni po rozpoczęciu tureckiej ofensywy Mike Pompeo, sekretarz stanu USA, pospieszył do Izraela, by rozwiać obawy.

Pompeo i urzędujący premier Benjamin Netanjahu podkreślali po spotkaniu, że relacje obu krajów pozostaną ścisłe; Netanjahu zaznaczył, że rozmowa dotyczyła tego, jak wzmocnić jeszcze sojusz amerykańsko-izraelski. Los syryjskich Kurdów odgrywał przy tym dla obu polityków rolę marginalną. Wprawdzie Netanjahu krytykował ostro turecką inwazję i ostrzegał przed „czystkami etnicznymi” ze strony Turków i ich syryjskich sojuszników. Jednak tematem najważniejszym dla Pompeo i Netanjahu był Iran. Amerykanin zaznaczył, że rozmawiali o tym, jak przeciwstawić się irańskiemu zagrożeniu dla Izraela, regionu i świata, a także, jak zapewnić stabilność na Bliskim Wschodzie. Szczegółów nie podano.

„Znaczące zobowiązania”

Bardziej rozmowny okazał się Pompeo w wywiadzie dla dziennika „Jerusalem Post”. Podkreślił w nim znaczenie bazy w Al-Tanf, w której dotąd stacjonowało 150 żołnierzy. Choć niewielka, leży ona w miejscu strategicznym: przy drodze łączącej Bagdad i Damaszek. Co ciekawe, w niewielkiej odległości znajduje się baza szyickiej milicji sprzymierzonej z Iranem. Ma odgrywać centralną rolę dla irańskich dostaw uzbrojenia, w tym rakiet, których adresatem jest libański Hezbollah. W ostatnich miesiącach baza ta była wielokrotnie bombardowana, a przynajmniej po części ataki te szły na konto Izraela. „Wiemy, że przez tamten zakątek Iran próbował transportować do Syrii i Libanu systemy uzbrojenia, które stanowią zagrożenie dla Izraela” – mówił Pompeo w „Jerusalem Post”, dodając, że Waszyngton będzie robić wszystko, by także w przyszłości móc identyfikować takie transporty i adekwatnie reagować.


Czytaj także: Pożegnanie ze Wschodem - Wojciech Jagielski w cyklu "Strona świata"


Sekretarz stanu wskazał też na sankcje, jakimi Stany obłożyły Iran, i zapowiedź prezydenta Trumpa o wzmocnieniu sił USA w Arabii Saudyjskiej. Reagując na ataki, których celem były w połowie września saudyjskie instalacje naftowe, a których sprawstwo przypisuje się Iranowi, Waszyngton obiecał wysłać tam dodatkowych żołnierzy (w ten sposób kontyngent USA w królestwie Saudów miałby wzrosnąć do 3 tys. ludzi) i dwa systemy obrony antyrakietowej typu „Patriot”. Pompeo sprecyzował teraz w „Jerusalem Post”, że stanie się to w najbliższych tygodniach i dodał: „Podjęliśmy znaczące zobowiązania, aby stawić czoło zagrożeniu ze strony ajatollaha, jego kolegów-duchownych i kleptokratów”.

Sądząc przynajmniej po zewnętrznych reakcjach nie wydaje się, by twardy kurs Trumpa wywarł dotąd specjalne wrażenie na irańskich przywódcach. Władze Iranu wysyłają sygnały, że są zdeterminowane, by wkrótce wypowiedzieć kolejne zobowiązania wynikające z umowy atomowej z 2015 r. Tym razem, jak słyszymy z Teheranu, Irańczycy zamierzają ograniczyć dostęp inspektorów ONZ do swoich instalacji atomowych. ©

Przełożył WP

 

INGA ROGG jest reporterką szwajcarskiego dziennika „NZZ”, specjalizuje się w tematyce Bliskiego Wschodu. Przez wiele lat pracowała w Bagdadzie i Stambule, obecnie mieszka w Jerozolimie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2019