Reklama

Albo Kościół, albo famiglia

Albo Kościół, albo famiglia

04.07.2017
Czyta się kilka minut
Trudno ukrywać związki mafii z Kościołem, trudno je usprawiedliwić. W ostatnich dekadach wiele jednak się zmieniło, a dziś dyskutuje się o ekskomunice dla przestępców.
Aresztowania w Neapolu po zabójstwie członka mafii, listopad 2006 r. TONY GENTILE / REUTERS / FORUM
A

Akcja karabinierów ze specjalnego ­oddziału do walki z przestępczością zorganizowaną zaczęła się o trzeciej nad ranem.

Giuseppe Giorgi, szef jednego z klanów ’ndranghety, podejrzany o morderstwo, handel narkotykami i utylizację radioaktywnych śmieci w morzu, miał spędzić tę noc w rodzinnym domu. Wcześniej przez 20 lat skutecznie bawił się z wymiarem sprawiedliwości w chowanego.

Policja otoczyła budynek i zamknęła wszystkie drogi do centrum San Luca. Agenci metr po metrze sprawdzali każde pomieszczenie. Po sześciu godzinach znaleźli mechanizm, który otwierał zamaskowane wejście do niewielkiej niszy za kominkiem. Gdy pojmanego bossa prowadzono do radiowozu, na ulicy czekała grupka mieszkańców, którzy przyszli pożegnać sąsiada. Jeden z nich pochylił się i ucałował dłoń mafiosa.

Baciamano, hołd składany szefowi mafii, pokazały wszystkie telewizje. Bp Francesco Oliva, ordynariusz diecezji Locri, jeszcze tego samego dnia ogłosił, że odwołuje bierzmowanie, które miało się odbyć w San Luca 21 czerwca. „Człowiek wierzący zgina kolano tylko przed Bogiem, a nie przed ludzką władzą, zwłaszcza przestępczą” – napisał do mieszkańców.

Demonstracja siły

Włoska opinia publiczna uwielbia takie słowa i reakcje – szybkie, zdecydowane, spektakularne. A bp Oliva, od trzech lat rządzący diecezją, w której mieszczą się najważniejsze centra mafii kalabryjskiej, zwanej ’ndranghetą (uważanej dziś za potężniejszą i groźniejszą od sycylijskiej cosa nostry czy neapolitańskiej camorry), lubi działać w ten sposób.

Jesienią ubiegłego roku zabronił jednemu z proboszczów przyjęcia 10 tys. euro ofiary na remont kościoła zniszczonego w powodzi, bo podejrzewał, że pieniądze pochodzą z nielegalnego źródła.

W styczniu odwołał kustosza sanktuarium Matki Bożej w Polsi, gdzie mafia od lat organizowała spotkania na szczycie – w przenośni i dosłownie: kościół znajduje się wysoko w górach, w miejscu niemal niedostępnym, trudno do niego dojechać nawet samochodem terenowym. Ustalano tam strefy wpływów, dzielono łupy, wybierano capo dei capi. Odwołanemu kustoszowi, ks. Pino Strangio, prokuratura postawiła zarzuty współpracy z grupami przestępczymi.

Biskup krytykuje tradycyjną, fasadową religijność mafii, a zwłaszcza wykorzystywanie uroczystości religijnych i procesji do demonstrowania siły: „Chcą, żeby wszyscy zobaczyli, że są ważni nawet w Kościele. A tak naprawdę ich manifestacje, nazywane procesjami, nie niosą żadnych treści religijnych”.

Aresztowana figura

Procesje z figurami świętych to barwny element życia religijnego Włochów. Swoje reprezentacje wystawiają do nich nie tylko parafialne grupy, ale też różne „komitety” mieszkańców. Na południu uroczystości nieraz wymykają się spod kontroli – uczestnicy odpalają race, tratują się, biją, zdarzają się ofiary śmiertelne.

Jednak aby w pełni zrozumieć, co miał na myśli bp Oliva, trzeba zobaczyć film nakręcony 2 grudnia 2015 r. w Paternò koło Katanii. Gdy procesja przechodzi obok domu aresztowanego bossa klanu Santapaola, zatrzymuje ją młody człowiek. Wita się z jednym z mężczyzn niosących figurę, całując go w oba policzki. Pozostali mężczyźni, o krótkich włosach i mocnych karkach, wyrobionych od noszenia feretronów, czekają w skupieniu. Orkiestra intonuje motyw z filmu Francisa Forda Coppoli i na dany znak figura rozpoczyna taniec ku czci szefa mafii.

W wydarzeniu brały udział dwa „komitety”. Policja interweniowała dopiero po fakcie, „aresztując” obie rzeźby i zakazując im udziału w uroczystościach przez kolejne dziesięć dni.

Trudno uznać ten i podobne przypadki za mało znaczący incydent. Biorąc pod uwagę antymafijną kampanię prowadzoną w ostatnich latach przez polityków, Kościół i media, pokazują one, jak ważna, a zapewne też opłacalna jest dla wielu lojalność wobec famiglii („rodziny”). Nie zmieni tego żadna krytyka ze strony Kościoła ani mniej lub bardziej gniewne pomruki policji.

Jesteście ekskomunikowani

Pod koniec grudnia ubiegłego roku w Corleone odbył się chrzest wnuczki najsłynniejszego obecnie włoskiego mafiosa Totò Riiny, skazanego na wielokrotne dożywocie za zamordowanie 40 osób i zlecenie zabójstwa kilkuset innych. Wydarzenie pewnie nie zwróciłoby niczyjej uwagi, gdyby nie fakt, że ojcem chrzestnym, nomen omen, został wuj Giuseppe, czyli syn capo dei capi, który również odbywa karę więzienia za udział w przestępczym związku.

Abp Michele Pennisi, ordynariusz diecezji Monreale, zażądał wyjaśnień. Proboszcz, związany z parafią w Corleone od 40 lat, oświadczył, że nie było prawnych podstaw do odmowy sakramentu, jako że Riina junior, który w czasie świąt Bożego Narodzenia przebywał w domu na przepustce z więzienia, przedstawił wszystkie wymagane dokumenty, m.in. zaświadczenie z parafii zamieszkania (a właściwie osadzenia), że jest katolikiem „wierzącym, praktykującym, który prowadzi życie zgodne z wiarą i odpowiadające funkcji, jaką ma pełnić”.

Opinia publiczna była zbulwersowana – i trudno się dziwić. Dwa lata wcześniej w nieodległym Cassano allo Jonio papież Franciszek wypowiedział przecież w stronę mafiosów słynne słowa „Jesteście ekskomunikowani”; słowa, które wywołały entuzjazm wiernych i konsternację znawców prawa kanonicznego. Zaczęto dyskutować, czy należy traktować je literalnie jako dowód nałożenia kary kościelnej, czy raczej metaforycznie, jako przestrogę i wezwanie do nawrócenia.

Biskupi z południowych Włoch, także ci najbardziej nieprzejednani w potępianiu mafii, jak abp Pennisi czy bp Oliva (nota bene doktor prawa kanonicznego), zdają sobie sprawę, że nawet słowo papieża nie może być podstawą do nałożenia kary, gdyż żaden kościelny sąd, do którego w końcu sprawa by trafiła, nie potwierdzi sankcji, jeśli taka nie istnieje w Kodeksie Prawa Kanonicznego. Ekskomunika, jak na razie, na nikogo nie została więc nałożona.

Choć biskupi mogą w inny sposób, w zgodzie z obowiązującym prawem, ukarać „ludzi honoru”. Abp Pennisi kilka lat temu nie wydał zgody na katolicki pogrzeb mafiosa, który zginął w strzelaninie z policją. Rodzina poczuła się dotknięta, biskup zaczął otrzymywać pogróżki, na pewien czas przydzielono mu ochronę.

Ser typu mafia

Brat Giacinto wyglądał jak atleta: był wysoki, barczysty, umięśniony. Zawsze miał przy sobie, schowany pod habitem, samopowtarzalny pistolet Walther 7,65. Mówiło się, że kilka większych sztuk ­spoczywa w zakonnej celi. Nazywano go Bratem Flintą. Mieszkał w klasztorze Santa Maria di Gesù w Palermo wraz z kilkoma franciszkanami, z tym że on sam zajmował całe pierwsze piętro, a pozostali bracia musieli zmieścić się na drugim. Mówiono, że w mieszkaniu, składającym się z paru luksusowo urządzonych cel, odbywają się mafijne narady, że ukrywa poszukiwanych przez policję przestępców, że na przyklasztornym cmentarzu nocą chowa ciała osób, oficjalnie uznanych za zaginione.

Kontrowersyjny franciszkanin został zastrzelony 6 września 1980 r. z broni kaliber 38 przez dwóch nieznanych sprawców. Był 41. ofiarą mafijnych porachunków w Palermo od początku roku. W jego mieszkaniu znaleziono duże ilości gotówki, broń palną i towary z kontrabandy. Podczas mszy pogrzebowej prowincjał franciszkanów rozpoczął kazanie od słów: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień”.

Trudno ukrywać związki mafii z Kościołem, trudno je usprawiedliwiać. Choć trudno też wymagać od prostych księży z ubogich parafii, by przeciwstawiali się tym, od których zależy ich byt materialny, a nawet życie. W niektórych parafiach do mafii należeli wszyscy mieszkający tam mężczyźni. W przypadku biskupów czy kardynałów sprawy wcale nie miały się inaczej. Gdy w 1954 r. umierał Calogero Vizzini, capo dei capi, przy jego łożu czuwali dwaj bracia księża, dwaj wujowie biskupi i kuzyn kanonik. „Jesteśmy jednym ciałem: Kościół, mafia, policja… Jak Ojciec, Syn i Duch Święty” – wyznał podczas przesłuchania jeden ze skruszonych mafiosów.

Kard. Ernesto Ruffini, arcybiskup Palermo do 1967 r., uparcie powtarzał, że pogłoski o związkach Kościoła z mafią są komunistyczną propagandą i mają za cel zdyskredytowanie chadecji. Nie przeczył, że w jego metropolii dochodzi do gwałtów i morderstw, ale uważał je za sprawkę zwykłych bandytów. Episkopat Sycylii pod jego przewodnictwem dwukrotnie (w 1944 i 1952 r.) potępił zbrodnie i nałożył ekskomunikę za „rozmyślne i niesprawiedliwe” zabójstwa i porwania. Jednak słowo „mafia” nie pojawiło się tam ani razu. Ruffini uważał, że w ten sposób broni honoru uczciwego i pobożnego narodu sycylijskiego. Gdy go pytano o mafię, zwykł odpowiadać: „Mafia? Nie wiem. Może to jakiś rodzaj sera?”.

Wybiła godzina sądu

Anegdotyczny ton opowieści zaczyna mocno uwierać, gdy pisząc o mafii, dochodzimy do tragicznego bilansu ofiar: czytamy nazwiska, sprawdzamy wiek, zawód, stan cywilny...

Co roku w marcu obchodzony jest Dzień Pamięci Niewinnych Ofiar Mafii, czyli tych, którzy stracili życie, choć sami z przestępczą działalnością nie mieli nic wspólnego. Policjanci, prokuratorzy, sędziowie, którzy z nią walczyli; księża, nauczyciele, lekarze, biznesmeni, którzy się jej sprzeciwili; przypadkowe osoby, także dzieci, które niechcący znalazły się w złym czasie i w złym miejscu. Podczas tegorocznych uroczystości listę ofiar czytał prezydent Włoch Sergio Mattarella. Liczyła 950 nazwisk (liczba śmiertelnych ofiar gangsterskich porachunków oraz tych, którzy śmierć dostali w bonusie dołączanym do dilerskich działek, idzie w tysiące).

Był wśród nich ks. Giuseppe Puglisi, zamordowany 15 września 1993 r. w Palermo. Nie walczył z mafią, nie nawracał mafiosów. Jedyne, co robił, to protestował przeciwko wykorzystywaniu dzieci do mafijnych interesów. Zbierał je z ulicy, gdzie sprzedawały narkotyki.

Zabójstwo ks. Puglisiego było odpowiedzią na pierwsze w historii publiczne potępienie mafii przez papieża. W maju 1993 r. w Agrigento Jan Paweł II, po zakończeniu homilii, oskarżył mafię o deptanie „najświętszego Bożego przykazania: nie zabijaj!”. Kard. Stanisław Dziwisz wspominał, że dwa razy w życiu widział papieża tak zdenerwowanego: gdy wybuchła wojna w Iraku i wtedy, na Sycylii, gdy krzyczał do mafiosów: „Nawróćcie się! Kiedyś wybije godzina Bożego sądu!”.

To był czas wielkiej aktywności mafijnych organizacji. Prokuratura właśnie przesłuchiwała Tomasa Buscettę, pierwszego pentito – „skruszonego”. Została złamana omertà – święte prawo milczenia. Skala korupcji i wpływów mafii, jaka wyłaniała się z jego zeznań, była szokująca. Rozpoczęły się pierwsze aresztowania. Sędzia Giovanni Falcone dobrał się do mafijnych pieniędzy, blokując konta bankowe. Tego przestępcy nie mogli mu darować: zginął, wraz z żoną i trzema policjantami, od bomby umieszczonej na autostradzie A29 pod Palermo. Na stumetrowym odcinku drogi zamachowcy ułożyli 350 kg materiałów wybuchowych. Trzy miesiące później, również od bomby, zginął współpracownik sędziego, Paolo Borselino, i pięciu ochraniających go policjantów.

Homilia papieża w Agrigento uważana jest za punkt zwrotny w walce z mafią. „Przyzwyczailiśmy się, że jest, jak jest” – mówił ówczesny biskup Agrigento, kard. Francesco Montenegro. „Ale przyjazd Jana Pawła to zmienił. Zaczęliśmy mówić głośno o mafii. Nagle zdaliśmy sobie sprawę z jej śmiertelnej obecności”.

Kościelna izolacja

Międzynarodowa debata na temat korupcji, jaka odbyła się w połowie czerwca tego w Watykanie, zakończyła się komunikatem, który na nowo ożywił dyskusję na temat kar kościelnych dla członków zorganizowanych grup przestępczych. Uczestnicy konferencji zaproponowali, by zbadać możliwości prawne ekskomuniki za przynależność do mafii i za korupcję.

Ks. prof. Piotr Majer, kanonista, którego poprosiliśmy o skomentowanie tej inicjatywy, nie wierzy, by taka zmiana w prawie była możliwa: przypuszcza, że w akcji chodzi raczej o wymiar edukacyjny i społeczny (patrz komentarz poniżej).

Z kolei prof. Rocco Buttiglione, filozof i polityk, w ogóle się nie zastanawia, czy Watykan osiągnie skutek mierzony liczbą skruszonych mafiosów, twierdzi jednak, że inicjatywa ma sens, bo porusza sumienia (komentarz prof. Buttiglionego opublikowaliśmy w poprzednim numerze „TP” – powszech.net/mafia).

Ale szef prokuratury w Reggio Calabria jest większym optymistą. Zna to środowisko: wie, jak bardzo mafiosom zależy na opinii, jak mocno podkreślają przywiązanie do religii, jak szczycą się tym, że są rzekomo dobrymi chrześcijanami. „Jeśli po mocnych słowach papieża nastąpiłby jeszcze jakiś akt formalny, byłby to ogromny cios w organizacje typu ‘ndrangheta” – mówił w wywiadzie dla „La Stampy”. „Zdystansowanie się Kościoła wobec mafii oznacza jej izolację. A to naprawdę niemało”.

Albo Kościół, albo famiglia.©℗


CZYTAJ TAKŻE:

Ekskomunika to kara. Wypowiedź ks. prof. Piotra Majera z Wydziału Prawa Kanonicznego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz i fotoedytor „Tygodnika Powszechnego”. Absolwent teatrologii UJ, studiował też historię i kulturę Włoch w ramach stypendium przyznanego przez konsorcjum ICoN zrzeszające kilka...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Mafia katolicka usiłuje pouczać mafie włoską, u której siedzi w kieszeni... Zabawne.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]