1 grudnia 1955 r. Rosa Parks odmówiła ustąpienia miejsca w autobusie białemu pasażerowi. Walcząca o prawa obywatelskie czarnoskórych Amerykanów aktywistka NAACP (Krajowego Stowarzyszenia na rzecz Popierania Ludności Kolorowej) była zmęczona podporządkowywaniem się zasadom segregacji rasowej. Jej indywidualne „nie” wkrótce miało stać się solidarnym sprzeciwem wobec przemocy, niesprawiedliwości i podziałów społecznych.

Nie wiadomo, gdzie i kiedy zaczął powstawać „Człowiek zbuntowany” – esej Alberta Camusa wydany nakładem Gallimarda w 1951 r. „Notatniki” wskazują, że myśliciel planował zająć się kwestią buntu bardzo wcześnie. Idea ta zrodziła się jeszcze przed napisaniem „Mitu Syzyfa”, w którym obrazował działanie rewolucjonisty jako mozolne wtaczanie kamienia na szczyt góry, raz za razem, przekuwające jego trud w siłę. Opór ten był jednak wyłącznie jednostkowy, a głęboka potrzeba zmiany porządku, podobna do tej towarzyszącej Rosie Parks, wymagała rozpatrzenia zagadnienia buntu w kontekście wspólnoty.
W drugim z „Listów do Przyjaciela Niemca” z 1943 r. Camus relacjonuje historię szesnastoletniego chłopaka wiezionego na egzekucję z innymi skazanymi. Część z nich działała w ruchu oporu, ale niektórzy – w tym bohater listu – zostali schwytani przypadkowo. Nastolatek próbuje zbiec z ciężarówki, ale po interwencji kapelana zostaje schwytany i odwieziony z powrotem na miejsce rozstrzelania. Najbardziej oburzające dla Camusa nie jest postępowanie niemieckiego plutonu, lecz duchownego, który wspiera oprawcę, alarmując żołnierzy o tej ucieczce.
Historia napawa czytelnika wstrętem i utwierdza go w przekonaniu, że strzelanie do innych – przede wszystkim do dzieci – oraz pomaganie katom przez głoszących chrześcijańskie wartości zasługuje na szczególne potępienie. Już w „Listach” pojawia się więc sedno camusowskiej idei sprzeciwu, rozwijanej w „Człowieku zbuntowanym”, „Dżumie” i dramatach powojnia. Najistotniejszy aspekt myśli zbuntowanej dotyczy granic.
Tak dalej być nie może
Charakter buntu według Camusa najlepiej oddaje postać historycznego rewolucjonisty, którego uczynił bohaterem „Sprawiedliwych”. Iwan Płatonowicz Kalajew nie chce rzucić bombą w karetę księcia Sergiusza Aleksandrowicza Romanowa, w której znajdują się również dzieci. Dokonawszy zabójstwa przy kolejnej okazji, postanawia oddać się w ręce wymiaru sprawiedliwości. To właśnie w tym dramacie najsilniej wybrzmiewa potrzeba ustanowienia granic, poza którymi nieposłuszeństwo przestaje być uzasadnione. Kalajew ma poczucie słuszności czynu, którego się dopuszcza, a jednocześnie świadomość ugodzenia we wspólnotę, którą – przynajmniej na poziomie postulatu – tworzą także ci reprezentujący wartości i stanowiska odmienne od naszych.
W 1958 r. „Człowieka zbuntowanego” wydała paryska „Kultura”, zarażając myślą Camusa licznych dysydentów Solidarności. Widoczne jest to choćby w reakcji Adama Michnika na „Traktat o gnidach” Piotra Wierzbickiego: sprzeciwił się on prostemu podziałowi ludzi na moralnie czyste „anioły” i całkowicie zdeprawowane „gnidy”. Przemiana jednych w drugich może bowiem nastąpić po uznaniu, że w imię dobra wszystko jest dozwolone. W momencie deprecjonowania wartości i granic, których przekroczenie narusza wolność jednostki, czystość moralna buntownika staje się pozorem. Jako taka jest szczególnie niebezpieczna, bo uzasadnia każde działanie, które w imieniu wspólnotowego dobra ma podejmować ruch niepokornych.
Dużą część „Człowieka zbuntowanego” stanowi studium patologii nie katów, lecz szlachetnych rewolucjonistów, którzy w imię wolności i równości stawiają gilotyny. Rozpoznanie to prowadzi Camusa do poszukiwania miary tak ważnej dla starożytnych.
Łuk i lira Heraklita
Sięgająca helleńskich korzeni cnota roztropności (sophrosyne) to zdolność do stawiania granic sobie samemu i trzymania się z dala od skrajnych postaw. Pisał o niej Heraklit, dodając, że „mądrością jest mówić prawdę i działać zgodnie z naturą, wsłuchując się w nią” (tłum. własne). Do jej praktykowania niezbędne jest zaś przekroczenie jednostkowego punktu widzenia. Buntownik wyraźnie zaznacza granice, oświadczając Panu, że jego działania poszły za daleko. Żeby móc je ustanowić, zdaniem Camusa i Heraklita musi zwrócić się ku ludzkiej naturze, zgodnie z którą nadrzędnym celem istnienia jest dążenie do harmonii i dobra.
Jeszcze w 1945 r. myśliciel twierdził, że źródłem wartości jest nasuwająca skojarzenia z egzystencjalizmem „kondycja ludzka”. Pod wpływem lektury starożytnego filozofa wiele fragmentów „Człowieka zbuntowanego” uległo jednak zmianie: to w naturze człowieka Camus znalazł gotowość do działania roztropnego. Ten, kto się w nią wsłucha, postępuje nieposłusznie wyłącznie w celu przywrócenia porządku. Miejsce nietzscheańskiego apelu o stworzenie wartości zastąpiła więc refleksja o ich odkrywaniu.
Pozbawiony kategorycznych postulatów „Człowiek zbuntowany” stawia na harmonię, którą symbolizują atrybuty Heraklita: łuk i lira. Tylko właściwie nastrojona lira wydaje czyste dźwięki i tylko dobrze napięty łuk pozwala oddać celny strzał. Buntownik wystrzega się zarówno „tak”, w którym nie słychać głosu rozsądku, jak i wrzaskliwego „nie”, zmieniającego świat bez jakichkolwiek zasad.
Nie każda władza deprawuje człowieka w ten sam sposób. Ideologie, wartości czy instytucje są jedynie narzędziami, a żadne z nich nie zwalnia człowieka z odpowiedzialności za to, jak się nimi posługuje. Dla autora „Obcego” bunt w imię własnej korzyści jest nie tylko nieskuteczny, ale i niebezpieczny: wolność jednostki nie może być postrzegana jako nadrzędna wobec sprawiedliwości społecznej. Kiedy działanie buntownika służy wszystkim, wymaga szacunku wobec każdego i zamknięcia aktu oporu w możliwych do określenia granicach.
W ogniu pychy
W eseju „Wygnanie Heleny” Camus, podążając za myślą Heraklita, ostrzega współczesnego człowieka przed zarozumialstwem. Antyczny myśliciel zauważył, że „trzeba tłumić hybris (pychę) raczej niż pożar”. Buntownik nie musi więc wystrzegać się działań, które mają potencjał do wywołania symbolizowanego przez ogień konfliktu. Czasem są one niezbędne, o czym zaświadcza historia – do rewolucji dochodziło przede wszystkim wtedy, kiedy ludzie pozbawieni byli nadziei na godne życie.
W odwołującym się do idei nieposłuszeństwa micie Prometeusza człowiek zyskuje moc wzniecania pożarów. Camus zgadza się z Heraklitem: sam pożar nie stanowi zagrożenia. Staje się niebezpieczny dopiero w momencie, w którym ludzka pycha prowadzi do utraty kontroli nad ogniem. To napawanie się osiągniętym sukcesem i czerpanie z niego prywatnej korzyści sprawia, że buntownik zapomina o granicach i mierze swoich działań oraz potrzebie uzasadnienia stawianego oporu. W „Upadku” algiersko-francuski myśliciel podejmuje refleksję na temat kultury europejskiej, która po odrzuceniu idei piękna i harmonii starożytnych dążyła do dominacji poprzez zaostrzanie politycznych konfliktów i przemoc, jednocześnie budując własny nieskazitelny wizerunek. Udawało się to – i wciąż udaje – dzięki zamianie każdej moralnej porażki w sukces, choćby przez szlachetne i publiczne przyznanie się do winy.
Siła strzały
Camusa ujęło nie tylko piękno antycznej myśli Heraklita, ale i poetycka wizja Renégo Chara. Bliski przyjaciel autora „Dżumy” szukał w sobie i cieniu powojennej Europy śladu „potomków Słońca”. Pisał o locie strzały wypuszczonej z łuku, by wyrazić to, do czego usiłuje dotrzeć w swojej poezji: „zasłoniętą przeszłość oraz teraźniejszość, z której wynurza się pewne wzburzenie, nad którym przelatuje i które zapładnia śmiała strzała” (tłum. własne).
Według poety strzała wyzwolona z napiętego łuku może okazać się owocnym wzburzeniem. Wyważone nieposłuszeństwo osadzone w centralnym punkcie między negacją i afirmacją może skutkować nadaniem oporowi słusznego kierunku. Kwestionujący rolę tyrana bunt ma stanowić fundament wspólnoty, w której „wyznawcy” nie służą i nie podporządkowują się bohaterskiemu buntownikowi. Rosa Parks nie potrzebuje pomników, lecz gotowości innych do świadomego odrzucania relacji opartych na władzy, rozkazach i przywilejach.
Człowiek zbuntowany reaguje nieposłuszeństwem i apelem o wyznaczenie granic nie tylko na widok cierpienia. Równie znaczące jest odrzucenie petryfikującej siły, która wtłacza ludzkie relacje w schematy podporządkowania. W słynnym szkicu „Iliada, czyli poemat o sile” z 1939 r. Simone Weil ukazała mechanizm przemocy rządzący historią, stwierdzając, że „siła, która zabija, jest uproszczoną, surową formą siły” (tłum. Małgorzata Frankiewicz). Uproszczoną, bo widoczną i przekutą w działanie. Rozpatrywane przez Weil skłonności do użycia siły i grożenia nią biorą się z tej samej natury, co skłonność do działania roztropnego Camusa.
Bardziej przerażająca jest dla filozofki wszechobecna „siła, która jeszcze nie zabija”, paraliżująca człowieka samą możliwością jej zaistnienia. Zarówno dla Weil, jak i Camusa bunt nie jest wyłącznie reakcją na bezpośrednią i brutalną przemoc, ale także tą, która drzemie w łaknącej posłuszeństwa władzy.
Nowe słońca współczesności
Sama ludzka natura nie wyposaża nas w roztropność, pozwala jednak – podczas jej poszukiwania – podjąć próbę zarysowania granic. Brak powszechnie obowiązującego kodeksu moralnego sprawia, że dozwolone jest wszystko, także przekraczanie, poznanie i kwestionowanie istnienia tych ograniczeń. Świadomy tego Camus napisał w „Wygnaniu Heleny”: „A przecież natura wciąż jeszcze istnieje. Przeciwstawia swoje spokojne niebiosa i swoje racje szaleństwu ludzi. Aż przyjdzie chwila, kiedy atom też się zapali i historia dokona się w triumfie rozumu i w agonii gatunku” (tłum. Maria Leśniewska).
Ludzka pycha wznieci pożar, którego nie zdołamy ugasić. W pogoni za rozumnym szaleństwem, rozpalimy o jedno ognisko za dużo. To nowe słońce nad Hiroszimą przeraziło Camusa w 1945 r. Czytanie go dziś, po 75 latach od pierwszego wydania „Człowieka zbuntowanego”, pozwala na nowo kwestionować pęd ku spopielaniu miast, przekształcaniu Ziemi w posłuszną pustynię. Aby istnieć, musimy być nieposłuszni, jednak w tym nieposłuszeństwie należy działać roztropnie. Strzała, o której pisze Camus w ostatnim zdaniu „Człowieka zbuntowanego”, leci niespiesznie.
Na Festiwalu Conrada dyskusję „Żyć to wzniecać paradoksy” wokół Alberta Camusa i jego „Człowieka zbuntowanego” z udziałem Davida Camusa, Basila Kerskiego i Joanny Ostrowskiej poprowadzi Maciej Kałuża. Szczegóły na stronie festiwalu »

Pierwsze tłumaczenie „Człowieka zbuntowanego” na język polski ukazało się nakładem Instytutu Literackiego w Paryżu w 1958 r., jako 34. tom Biblioteki „Kultury”. Po 75 latach od publikacji oryginału – w październiku – esej w tłumaczeniu Joanny Guze wróci do księgarń dzięki Państwowemu Instytutowi Wydawniczemu.
Wspieraj Festiwal Conrada! Kup bilety dobrej woli i festiwalowe pamiątki »
Organizatorzy Festiwalu Conrada: Miasto Kraków, KBF, Fundacja Tygodnika Powszechnego
Partnerzy strategiczni: Tygodnik Powszechny, Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.






