AIDS, romantyzm i Bóg na urlopie

"Gotowanie lasagne od zawsze było moim paradygmatem tworzenia sztuki teatralnej - wyznaje żartobliwie Tony Kushner. Włoska zapiekanka jest dla nagrodzonego Pulitzerem pisarza urzeczywistnieniem idei dzieła dramatycznego jako karkołomnej kombinacji sprzecznych elementów, balansującej na krawędzi przesytu i chaosu.

19.02.2007

Czyta się kilka minut

 /
/

Takie są też obsypane nagrodami "Anioły w Ameryce", które trafiają na deski Teatru Rozmaitości. Mimo przemian politycznych i społecznych, które zaszły w ciągu 15 lat od amerykańskiej premiery, postępującej ewolucji gustów i przewartościowania pojęcia kulturowego mainstreamu "Anioły w Ameryce" to do dziś wybuchowa mieszanka. W tym długim, pełnym odważnych rozwiązań formalnych oraz błyskotliwych dialogów, zaludnionym tłumem postaci utworze mieszają się historia i fikcja, a postacie historyczne ucinają sobie pogawędki z mieszkańcami Nowego Jorku. W jednej scenie powaga zderza się z groteską, a niewybredny żargon homoseksualistów z wysoką mową istot niebieskich.

Lekko i poważnie

To, czy polska publiczność zasmakuje w tym specyficznym daniu, zależeć będzie nie tylko od talentu wykonawców, ale także zrozumienia, kim dla współczesnych Amerykanów jest Tony Kushner i dlaczego jego monumentalny dramat wywołał w Stanach tak wielkie poruszenie.

Urodzony w 1956 r. dramatopisarz wychował się w świeckiej żydowskiej rodzinie dwojga klasycznych muzyków. Najmłodsze lata spędził w Luizjanie. W 1974 r. przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie rozpoczął studia nad literaturą angielską. W latach 80. zaczął pisać sztuki teatralne i wystawiać je w niezależnych teatrach. Nie interesował się błahostkami: w jego twórczości przeważają utwory poświęcone problemom ważnym z politycznego i historycznego punktu widzenia. W swoich sztukach - pisanych lekkim, dowcipnym, ironicznym językiem, pozornie nieprzystającym do powagi tematu - zgłębia Kushner fenomen fascynacji hitleryzmem ("A Bright Room Called Day"), analizuje źródła rasizmu w Ameryce ("Caroline, or Change") i przyczyny upadku sowieckiego imperium ("Slavs!").

Napisany tuż przed 11 września "Homebody/Kabul", rzecz o angielskiej rodzinie daremnie poszukującej zaginionej w Afganistanie krewnej, z dzisiejszej perspektywy wydaje się niemal proroczą wizją bezradności ludzi Zachodu wobec odmiennych kultur. Żadne jednak z dzieł Kushnera - nawet nominowany do Oskara scenariusz do głośnego filmu Spielberga "Monachium" - nie spotkało się z oddźwiękiem tak potężnym, jak napisane w 1991 r. "Anioły w Ameryce", dzieło opatrzone podtytułem "Gejowska fantazja na tematy narodowe".

Gejowska fantazja

"Anioły" to utwór dla ośmiu aktorów, z których każdy wciela się w co najmniej dwie postaci. Pierwsza część wprowadza widzów w zawikłane, przeplatające się losy bohaterów, wywodzących się z całkiem odmiennych klas i środowisk. Kulminacją jest pojawienie się skrzydlatego niebiańskiego posłańca u łoża ciężko chorego na AIDS nowojorskiego homoseksualisty. Cała część druga ma wytłumaczyć, co sprowadziło anioła na ziemski padół i jakie konsekwencje winni wyciągnąć z jego przybycia ludzie. W trwającym łącznie siedem godzin przedstawieniu przeplatają się czarny humor i biblijne aluzje, argumentacja polityczna i teatralne efekty, wzniosłość i pretensjonalność, tragedia i farsa.

Podtytuł sztuki tłumaczy, co w niej najważniejsze. Przymiotnik "gejowski" nie wymaga szczególnych wyjaśnień: większość bohaterów sztuki to homoseksualiści, a w swej najbardziej dosłownej warstwie dramat może być odczytywany jako krytyka zakłamania amerykańskiego społeczeństwa, które latami bagatelizowało epidemię AIDS, widząc w niej problem marginalny, dotyczący garstki zdegenerowanych wyrzutków.

AIDS w sztuce Kushnera nie jest wyłącznie metaforą. To rzeczywisty, palący problem społeczny i polityczny. Jego ignorowanie ujawnia najmroczniejsze sekrety amerykańskiej psyche. Jest wreszcie najprawdziwszą, śmiertelnie niebezpieczną chorobą: tą samą, która zabrała pisarzowi wielu przyjaciół i która zabiła jednego z bohaterów - Roya Cohna, utajonego homoseksualistę, niegdysiejszego współpracownika McCarthy'ego i człowieka, który wysłał na krzesło elektryczne Rosenbergów.

O ile jednak zdeklarowana "gejowskość" "Aniołów" zamyka im (przynajmniej na długi czas) drogę do listy obowiązkowych lektur szkolnych, o tyle podjęcie "tematów narodowych" decyduje o niezwykłej wartości sztuki, jej rozmachu i znaczącym miejscu na mapie amerykańskiego kraj­obrazu kulturalnego. Nawet dostrzegając i krytykując niewątpliwą pretensjonalność niektórych jej elementów, trudno odmówić Kushnerowi odwagi i ambicji. Mało kto ze współczesnych mu amerykańskich pisarzy zadaje sobie trud analizowania, czym naprawdę chce i może być dziś Ameryka, jak w praktyce wygląda wpisane w jej konstytucję "niezbywalne prawo do życia, wolności i dążenia do szczęścia" i jakie przeszkody stoją na drodze do wcielenia w życie tego ideału.

Trudna, ambiwalentna relacja między bohaterami "Aniołów" a ich amerykańską ojczyzną, rozłam między miłością do pięknych, głęboko humanistycznych idei a wstrętem i sprzeciwem, jakie budzi ułomność, zakłamanie i wstrętne uprzedzenia ludzi, którzy winni się czuć osobiście odpowiedzialni za realizację owych idei, to element sztuki, który okaże się najbardziej uniwersalny i znaczący dla publiczności - nie tylko w USA. W świecie, gdzie normą staje się postępujący brak zaangażowania obywateli w cokolwiek, gdzie ideały trywializują się, a autorytety upadają, pełen zaangażowania głos amerykańskiego pisarza okazuje się wartościowy nie tylko w dyskusji nad przyszłością Ameryki, ale nad perspektywami demokracji jako takiej.

Anioły na sznurkach

Kushner nie pozostawia wątpliwości co do swoich poglądów politycznych: jest jednym z ostatnich lewicowców-idealistów, wierzących w możliwość zbudowania sprawiedliwego, demokratycznego społeczeństwa, opartego na zasadach wzajemnego szacunku obywateli do siebie oraz w poszanowanie dla państwa jako instytucji stojącej na straży powszechnej wolności, równości i braterstwa.

Postawa taka może budzić uśmiech politowania w Polsce, gdzie większości ludzi lewica nie kojarzy się z niczym dobrym: jakkolwiek jednak oceniać poglądy Kushnera, trudno odmówić mu szczerości intencji i specyficznej konsekwencji. "Mapa świata, na której nie ma Utopii, nie jest warta nawet jednego rzutu oka - pomija bowiem jedyny ląd, na którym ludzkość zawsze ląduje" - powtarza pisarz za Oskarem Wilde'em. Warto dostrzec, że Kushner jest idealistą, lecz nie jest naiwny; świadomość nieuniknionej niedoskonałości wszelkich ziemskich instytucji doprowadza go zaś do wniosku, że puste niebo nad ziemią pełną śmierci, bólu i niesprawiedliwości byłoby wrednym żartem, okrucieństwem nie do pomyślenia.

Niebo, wprowadzające do dramatu element "fantazji", jest u Kushnera niemal równie niedoskonałe jak ziemia. Pełne kulejącej biurokracji, zamieszkałe przez roztargnione anioły, teatralnie opuszczające się po linach na ziemski padół, bombastyczne i groteskowe - oto niebo, z którego Bóg wyjechał na urlop. W tej dziwnej kosmologii to właśnie nieobecność Najwyższego tłumaczy, skąd bierze się ziemski chaos i rozpacz. I mimo że śmie naigrywać się z jego skrzydlatych posłańców, sprzeciwiać się im, brać się z nimi za bary - Kushner nie przestaje wierzyć, że ciągle istnieje jakaś wyższa instancja, do której można się odwołać.

Gdyby nie całkowicie współczesny język i żartobliwy ton, łatwiej byłoby dostrzec pokrewieństwo "Aniołów" z tekstem doskonale znanym każdemu Polakowi. W "Dziadach" podobnie mieszają się rzeczywistość ziemska i nadprzyrodzona, śmiertelnik wadzi się ze swoim Stwórcą po to tylko, by pojąć, że bez niego nie uratuje ani ojczyzny, ani siebie. Jeśli w romantycznym dramacie dostrzec tekst wciąż żywy i aktualny - medytację nad losem narodowym oraz nad powinnościami człowieka i obywatela, stojącego wobec problemów, które przerastają go i każą zastanawiać się nad własnym miejscem między ziemią a niebem - łatwiej dostrzec w Kushnerze urodzonego o 200 lat za późno romantyka, którym bez wątpienia pozostaje.

Dostrzegłszy w nim zaś romantycznego buntownika, szybciej wybaczymy mu kicz i pretensjonalność, w które czasami popada, mówiąc o rzeczach prawdziwie ważnych i niewątpliwie wielkich. Tym bardziej że uciekając się do nich, mieszając bez cienia wstydu to, co wysokie, i to, co niskie, udając, że pompatyczna wzniosłość wciąż jest w dzisiejszym świecie możliwa, człowiek - jak ujmuje to sam Kushner - "przyznaje, jak absolutnie niezbędne i nieodzowne są mu ciągle fundament, teoria, prawdziwie wielka idea".

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 08/2007