A tak naprawdę...

Czy pamięć przydaje się jeszcze na coś, czy też można spokojnie odłożyć ją do archiwum (na bardzo wysoką półkę), bo i tak w bieżącym obiegu nikt się nią przejmować nie będzie?.
Czyta się kilka minut

Z okazji mianowania mecenasa Jana Olszewskiego doradcą prezydenta Rzeczypospolitej czytam w "Naszym Dzienniku" w jego biogramie, iż "odmówił uczestnictwa w obradach Okrągłego Stołu". Dziś faktycznie po stronie prawicy do Okrągłego Stołu przyznawać się nie wypada, cóż jednak poradzić, gdy w wydanych przez NSZZ "Solidarność" dokumentach pt. "Porozumienia Okrągłego Stołu" nazwisko Jana Olszewskiego figuruje razem z innymi pod "Sprawozdaniem z posiedzeń podzespołu do spraw reformy prawa i sądów" (str. 59)?

Oglądam w TVP 1 rozmowę z redaktorem "Tygodnika Solidarność", który właśnie przymierza się do świętowania jubileuszu 25-lecia. Słyszę, że był wtedy "rozchwytywany" (co jest najszczerszą prawdą), bo "jako jedyne pismo zaznaczał białymi plamami ingerencje cenzury" (cytuję z pamięci). I tu już nic się nie zgadza: raz to, że ingerencje cenzury zaznaczały i inne pisma (tylko reżimowym nie było wolno), a dwa, że nie były to żadne białe plamy, tylko, zgodnie z wywalczoną przez "Solidarność" już jesienią 1980 r. ustawą o cenzurze, klamry, z powołaniem się na Dziennik Ustaw, zawsze w ten sam sposób. Do tego samego doświadczenia nawiązuje obszerny wywiad z redaktorem naczelnym "Niedzieli" (nr wielkanocny), który wspominając wznowienie tygodnika po 28 latach przerwy - w czerwcu 1981 r. - nazywa ówczesną cenzurę "wszechobecną i druzgocącą", "niezwykle utrudniającą pracę", a pokonywaną właśnie przez (jakby wykoncypowane przez redakcję) zaznaczanie ingerencji. A przecież wprowadzenie w owym 1980 r. ustawy i umieszczone w niej prawo do zaznaczania skreśleń czy konfiskat (w przypadku zdjęcia całego tekstu tytuł też podlegał konfiskacie, ale wolno było podać nazwisko autora) zmieniło sytuację braku wolnego słowa zupełnie niebywale, skończyło się bowiem niszczenie go milczkiem, z zacieraniem śladów, a dla spragnionych wolności redaktorów i czytelników każda "klamra" była rodzajem zwycięstwa, bo demonstracją (warto przypomnieć i to, że w stanie wojennym ustawa funkcjonowała na tych samych zasadach).

Czytam któregoś dnia, że wiceminister edukacji skierował oto do kuratorów pismo z zachętą, by propagowali wśród dyrektorów szkół i wśród uczniów tegoroczne zielonoświątkowe spotkania młodzieży na Lednicy. Jak się okazuje, taką prośbę skierował do resortu o. Jan Góra, inicjator i organizator tych corocznych spotkań, coraz liczniejszych i coraz bardziej popularnych. Co w tym złego? Nic a nic. Niechby cała młodzież co roku modliła się tam i śpiewała. Tylko pamięć nieco przeszkadza: bo każe zapytać, czy "zachęta" władzy - braliśmy to przecież! - będzie miała taką samą wartość dla autentyczności przeżyć młodych ludzi (no i nauczycieli też!), jak wybór dokonany z własnej nieprzymuszonej woli, przez nikogo nieułatwiany, a także nienagradzany niczym, ot choćby lepszym stopniem czy przychylniejszą opinią przełożonych.

I dlatego - już na koniec - nie jestem w stanie poddać się wymowie cytatu ozdabiającego cotygodniowy felieton Franciszka Kucharczaka w "Gościu Niedzielnym" (nr wielkanocny). Chcąc przeciwstawić się rzekomej próbie gloryfikowania zdrady (apokryf Judasza) autor grzmi: "Jeśli wszyscy wieszają na tobie psy, jeśli wszyscy uważają cię za świnię i zdrajcę, to najprawdopodobniej mają rację". Brzmi to jak dzwon wyroku, a jest niestety prawdziwe tylko do pewnej granicy - tej, za którą zaczynają się mechanizmy totalitarnego myślenia. W Korei Północnej, panie redaktorze, jeszcze dzisiaj, a do niedawna i dużo bliżej od nas "wszyscy" potępiali niewinnych z pełnym przeświadczeniem o swojej racji. A w wizji Orwellowskiej - nawet ofiary potępiały same siebie. Jest nad czym się zadumać, nawet w felietonie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2006