A gdyby tak...

Nic nie musi się zdarzyć. Ani poważnego, ani niepoważnego nawet. Wystarczy, że ktoś się odezwie. Bardzo oficjalnie albo mniej. Nawet nie musi urządzać konferencji prasowej.
Czyta się kilka minut

Może zostać zagadnięty w przelocie, w szybkim chodzie, zgoła odwrócony plecami. Może również napisać. Ależ nie artykuł w prasie, o eseju w periodyku nie mówiąc. O wiele większą wagę ma internet, a w nim im krótsza wypowiedź, tym lepiej.  I teraz się dopiero zaczyna.

Ta wypowiedź będzie przede wszystkim powtórzona. Najpierw w serwisach informacyjnych, potem w komentarzach do nich, potem na różnych siódmych dniach, lożach, faktach po faktach, a nawet w programach niepoważnych. Potem następuje reakcja tego, komu się to powtórzenie przedstawia. Wcale nie musi to być komentarz, ważne, żeby było krótko i barwnie. Jeśli rozmówca dziennikarza znajduje się w grupie albo ma bodaj towarzysza, każdy zabierze głos. Oburzy się albo pochwali, oskarży albo zaprzeczy, zagrozi albo nawymyśla.

I tak nam schodzą codzienne godziny na tym, co nazywa się życiem politycznym. Zamkniętym, co prawda, w kręgu wcale nie tak wielu osób, o których w dodatku bierny słuchacz czy widz na ogół już z góry wie, czego może się spodziewać, ale, jak się zdaje, nierokującym w najbliższym czasie żadnego finału, to znaczy żadnej jasnej odpowiedzi na wątpliwości, żadnego przynoszącego prawdziwą ulgę rozwiązania.

Między jednym a drugim seansem czy spektaklem tego rodzaju przychodzi czasem myśl, że gdyby w normalnej rodzinie jej członkowie tak uporczywie zajmowali się każdą odzywką swoich członków, jej komentowaniem i wyciąganiem wszelkich możliwych podejrzeń, kontrowersji i nieprzychylnych ocen, żadna rodzina nie ostałaby się, nie mogąc zachować tej więzi, dzięki której potrafi wspólnie dawać radę próbom życia i osiągać coś dobrego dla siebie i innych. Rodzinę normalną ratuje to, że potrafi oddzielać ważne od nieważnego i marnościom czasu nie poświęca, bo szkoda.

A gdyby tak w mediach także zacząć odróżniać to, co warte uwagi, refleksji i rozmowy, od tego, co nawet na jedno powtórzenie nie zasługuje?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2010