Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Szabat premierów

Szabat premierów

07.07.2018
Czyta się kilka minut
Pechowy tydzień dla Benjamina Netanjahu: walka z ultraortodoksyjnymi politykami o obowiązkową dla ich elektoratu służbę wojskową, ciąg dalszy sagi oskarżeń o korupcję, niekończące się problemy z żoną, a teraz jeszcze to: kolejna awantura o polskie „prawo o Szoah”.
Benjamin Netanjahu podczas wizyty na Węgrzech, lipiec 2017 r. / Fot. Puzzle Pix / REX / Shutterstock / East News
Benjamin Netanjahu podczas wizyty na Węgrzech, lipiec 2017 r. / Fot. Puzzle Pix / REX / Shutterstock / East News
P

Porozumienie z Polską i wycofanie się przez nią z kłopotliwych zapisów prawnych, ogłoszone w ubiegłą środę, miało być łyżeczką miodu, sukcesem odniesionym przy udziale wąskiego kręgu współpracowników, za plecami całej reszty: MSZ, rządu i Knesetu – a więc wyłącznie na konto premiera. Miało być zamknięciem rozdziału konfliktu z Polską i otwarciem nowego: o bliskiej współpracy, uwzględniającej wsparcie przez Polskę proizraelskiej koalicji w Unii Europejskiej, a być może nawet – jak sugerują izraelskie media – przeniesienie polskiej ambasady do Jerozolimy. Zamiast tego tydzień później wybuchła kolejna awantura: premier nie spodziewał się, że Polacy zechcą pochwalić się deklaracją przed całym światem.

Bibi liczył zapewne na to, że tekst (przestawiający historyczną wizję bardziej polskiego niż izraelskiego rządu) nie wejdzie do powszechnej świadomości, jeśli publicznie przeczyta go po angielsku, a potem – świadomy możliwych konsekwencji – szybko o niej… „zapomni”. Izraelska prasa i niektórzy z polityków wytknęli wprawdzie premierowi sprzedawanie pełnej prawdy o Holokauście za cenę doraźnych politycznych korzyści, skoro jednak dodatkowym profitem było wycofanie się przez Polskę z art. 55 a i b ustawy, łatwiej było przymknąć oko. Nie udało się jednak: na koszt Fundacji PKO BP w czwartkowej prasie na całym świecie ukazały się jednostronicowe ogłoszenia z pełnym tekstem deklaracji. W Izraelu wzbudziło to wielkie kontrowersje: przetłumaczona na niezbyt poprawną hebrajszczyznę treść deklaracji dotarła do odbiorców. Rozpętała się burza.


Czytaj także: Karolina Przewrocka-Aderet: Izrael ustąpił Polsce


Bibiego Netanjahu zaatakowały wszystkie izraelskie media, niezależnie od proweniencji. Nawet koalicjanci premiera z partii Żydowski Dom – minister edukacji Naftali Bennett i minister sprawiedliwości Ayelet Shaked – wezwali go do odwołania deklaracji. Jednak największym ciosem była bezprecedensowa krytyka ze strony instytutu Yad Vashem. Tego samego, który jeszcze w ubiegłą środę ogłaszał, że cieszy się, iż sprawy między Polską i Izraelem idą w dobrym kierunku.

Radość w Instytucie ustąpiła jeszcze tego samego dnia, gdy premierzy Polski i Izraela odczytali deklarację. W Instytucie zawrzało: Benjamin Netanjahu podziękował za opiekę merytoryczną nad tekstem prof. Dinie Porat, głównej historyk Yad Vashem – ta jednak niczego z placówką nie uzgadniała. Odpowiedź na deklarację zabrała Instytutowi dobry tydzień i zbiegła się z dniem publikacji tekstu ogłoszenia Fundacji PKO w izraelskiej prasie, choć wiadomo, że instytut przygotowywał ją już wcześniej.

Jakie są zarzuty Instytutu? Yad Vashem zwraca uwagę na zawarte w deklaracji premierów „wysoce problematyczne sformułowania, niezgodne z aktualną i obowiązującą wiedzą historyczną w tej dziedzinie”. Twierdzi, że badania naukowe już dawno zaprzeczyły, jakoby udaremnienie eksterminacji polskich Żydów było przedmiotem niestrudzonych dążeń polskiego rządu na uchodźstwie i Delegatury na Kraj, a wręcz przeciwnie – próby pomocy ze strony polskiego ruchu oporu się nie powiodły, zdarzało się też, że był on zaangażowany w prześladowanie Żydów. Instytut przeciwstawia się próbie gloryfikacji postaw Polaków w czasie wojny. Zauważa, że – wbrew treści deklaracji – pomoc Żydom ze strony Polaków była stosunkowo rzadka, ratujący bali się swoich polskich sąsiadów, a ataki, a nawet morderstwa Żydów były powszechnym zjawiskiem.

Instytut polemizuje też z zestawianiem zjawiska antysemityzmu z antypolonizmem, twierdząc, że jedno z drugim nie ma nic wspólnego. I zauważa, że mimo wycofania się z art. 55 a i b, inne zapisy tej ustawy pozostają bez zmian, i dalej umożliwiają – w ramach prawa cywilnego – ściganie za naruszenie dobrego imienia państwa i narodu, co jest zagrożeniem dla wolności badań historycznych i pamięci o Holokauście.

Pod szorstkimi słowami podpisali się najważniejsi historycy Yad Vashem – zabrakło tam jednak podpisu ich szefowej. Stanowisko prof. Diny Porat (znanej do tej pory z krytycznego podejścia do noweli ustawy o IPN) jest nieodgadnione. Nie komentuje sprawy, na zapytania dziennikarzy odpowiada krótko, że chce przeczekać tę burzę.


Czytaj także: Paweł Bravo: Ustawa o IPN, po co nam to było


Celem polsko-izraelskiego porozumienia było zakończenie politycznego kryzysu i odblokowanie dostępu polskich polityków na amerykańskie przede wszystkim salony. Mimo (jak zakładam) dobrych chęci premier Morawiecki po raz kolejny pokazał jednak, że nie rozumie wrażliwości swojego partnera i skomplikowania debaty polsko-żydowskiej, a w najtrudniejszych momentach nie wiedział, jak się w niej odnaleźć. Dziwi też, że nie zapytał strony izraelskiej o zdanie – bo skoro już publikować treść deklaracji, to czemu nie na koszt obu krajów? Dlaczego Polska miała się obawiać opinii partnera, który wszak wiedział, co podpisuje? Czyżbyśmy jednak zdawali sobie sprawę z możliwych reperkusji?

Izraelscy politycy wzywają premiera Netanjahu do wycofania się z deklaracji, co mogłoby narazić całość polsko-izraelskiego porozumienia. Nie ma wątpliwości, że pójście za ich radą może mieć dla Warszawy przykre konsekwencje.

Premier ma cały szabat na przemyślenia.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, korespondentka Tygodnika Powszechnego z Izraela. Interesuje się dialogiem polsko- i chrześcijańsko-żydowskim, historią Żydów aszkenazyjskich i współczesnymi obliczami Izraela...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

tych skór^^bogów się za wszystko rozliczy, bez dwóch zdań - suweren się upomni

Są też tacy Polacy, często nieznający innego języka w piśmie, jak tylko państwa, w którym żyją i mieszkają, czyli są poza Ojczyzną, a których należało poinformować o niezwykle doniosłym dokumencie międzynarodowym przywracającym prawdę historyczną i podpisaną przez Premierów Izraela i Polski. Nasi rodacy mieszkają także w Izraelu i dobrze się stało, że miejscowe gazety opublikowały dokument. Polska miała nie tylko prawo do tego ale wręcz obowiązek. Natomiast wycofanie się Binjamina Netanjahu jest wątpliwe. Byłoby to ostatnim gwoździem do własnej trumny.

wspólnego Boga: Boga Abrahama, Boga Izaaka i Boga Jakuba. I zawołajmy wspólnie za sługą Dawidem: "Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości, w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość! Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego! Uznaję bowiem moją nieprawość, a grzech mój jest zawsze przede mną... Pokrop mnie hizopem6, a stanę się czysty, obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję..." Uznajmy nasze winy, szukajmy dróg Pana, a wspólnie znajdziemy górne Jeruzalem-Miasto Święte: "...I ujrzałem jakby morze szklane, pomieszane z ogniem1, i tych, co zwyciężają Bestię i obraz jej, i liczbę jej imienia, stojących nad morzem szklanym, mających harfy Boże. A taką śpiewają pieśń Mojżesza, sługi Bożego2, i pieśń Baranka: «Dzieła Twoje są wielkie i godne podziwu, Panie, Boże wszechwładny! Sprawiedliwe i wierne są Twoje drogi, o Królu narodów! Któż by się nie bał, o Panie, i Twego imienia nie uczcił? Bo Ty sam jesteś Święty, bo przyjdą wszystkie narody i padną na twarz przed Tobą, bo ujawniły się słuszne Twoje wyroki»...I uniósł mnie w zachwyceniu na górę wielką i wyniosłą, i ukazał mi Miasto Święte - Jeruzalem, zstępujące z nieba od Boga, mające chwałę Boga. Źródło jego światła podobne do kamienia drogocennego, jakby do jaspisu o przejrzystości kryształu: 1 Miało ono mur wielki a wysoki, miało dwanaście bram, a na bramach - dwunastu aniołów i wypisane imiona, które są imionami dwunastu pokoleń synów Izraela...A nic nieczystego do niego nie wejdzie ani ten, co popełnia ohydę i kłamstwo, lecz tylko zapisani w księdze życia Baranka... Błogosławieni, którzy płuczą swe szaty, aby władza nad drzewem życia do nich należała i aby bramami wchodzili do Miasta. Na zewnątrz są psy, guślarze, rozpustnicy, zabójcy, bałwochwalcy i każdy, kto kłamstwo kocha i nim żyje..."/ Porzućmy kłamstwo, bałwochwalstwo i rozpustę i przestańmy gryźć się nawzajem jak psy. Wypłuczmy swe szaty w krwi naszych przodków, którzy nie do końca wypłukali siebie we krwi Baranka. Dajmy się poprowadzić Panu jako pasterzowi-na zielone pastwiska. Jako jedna owczarnia pierwszych i drugich owiec...

stanąć w prawdzie (mówiąc "tygodnikowym" językiem) i zwyczajnie, bez kombinowania wyrazić swój punkt widzenia oraz, co ważniejsze, usłyszeć wreszcie, o co naprawdę chodzi innym. Rozumie to chyba już nawet redakcja TP, skoro wstydliwie poukrywała choćby na tej stronie link do niedawno opublikowanych kocopołów jakieś pani, łkającej, że "przez ostatnie ćwierć wieku, zwłaszcza po debacie o Jedwabnem, tworzyliśmy w USA coraz lepszy obraz Polski. Po nowelizacji ustawy o IPN nasza praca legła w gruzach". No, faktycznie widać ten lepszy obraz po licznych wypowiedziach, z których jasno wynika, że po kolejnej zbiorowej ekspiacji za prawdziwe oraz urojone winy i po kolejnym pytaniu, co jeszcze możemy zrobić dla ich odkupienia, usłyszymy w końcu odpowiedź, jaką Demostenes dał Filipowi. Niech profesorowie Gross, Grabowski i Engelking poubolewają sobie teraz razem z kolegą profesorem Bauerem nad podłością i zdradą tym razem nie Polaków, lecz premiera Netanjahu. To smutne, że podobnie jak polski premier musi wysłuchiwać absurdalnych pretensji "swoich" nieprzejednanych, że dyplomaci negocjują, a kompromis osiąga się w połowie drogi pomiędzy skrajnymi stanowiskami, ale przy okazji można też zobaczyć, jak wielu jest normalnych ludzi. Polaków i Żydów, czasem myślących o sobie z życzliwością, czasem w ogóle sobą niezainteresowanych, a czasem patrzących na siebie z nieukrywanym dystansem, bo, jak powiedział Levi-Strauss, wyrażanie przywiązania do własnych wartości i sposobu życia poprzez krytyczny stosunek do wartości i sposobu życia innych jest zupełnie uprawnione, a tolerancja nie polega na rzucaniu się sobie w ramiona w szaleńczym pożądaniu całkowitego zlania się dwóch odrębności w jedno. Oczywiście równie uprawniona jest fascynacja jakimś szczególnym rodzajem "inności" i bardzo dobrze, że tak jak istnieją miłośnicy Indian lub zapamiętali frankofile, tak zdarzają się również ludzie zafascynowani żydowską historią i teraźniejszością. A gruzy po sfuszerowanej pracy dotychczasowych "budowniczych mostów" trzeba po prostu sprzątnąć. Tylko ostrożnie, bo mogą zawierać toksyczne materiały.

Popieram Pana. Warto było:)))
Obrazek użytkownika przyjaciel

Nudny artykuł
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]