Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

13 grudnia: obrona systemu

13 grudnia: obrona systemu

05.12.2016
Czyta się kilka minut
Prof. Andrzej Paczkowski, autor książki „Wojna polsko-jaruzelska”: Agresja ze strony komunistów, wymierzona w aspiracje społeczeństwa, prędzej czy później musiała wtedy nastąpić. Oni nie mieli innego pomysłu.
Prof. Andrzej Paczkowski, Warszawa, 2014 r. Fot. Andrzej Iwanczuk / REPORTER
W

WOJCIECH PIĘCIAK: W 1981 r. miał Pan 43 lata i był ekspertem Solidarności. Jaki był Pana osobisty 13 grudnia?

ANDRZEJ PACZKOWSKI: Nie pełniłem w Solidarności żadnych stanowisk, byłem tylko członkiem komisji zakładowej w Instytucie Historii PAN, czasem doradzałem związkowym władzom, wygłaszałem pogadanki w ramach Wszechnicy Robotniczej. Byłem w takim „trzecim szeregu”. Dla mnie 13 grudnia przebiegł bezboleśnie, nikt po mnie nie przyszedł. Już w nocy wiedziałem, że coś się dzieje: znajomi byli u przyjaciela, po którego przyszła SB, i mnie o tym poinformowali. Byli przekonani, że to tylko jakaś branka do wojska. Byłem trochę chory, położyłem się i zasnąłem.

A rano?

Wiadomo, Jaruzelski w radiu, potem w telewizji... Na 13 grudnia w południe było zaplanowane spotkanie prezesów klubów wysokogórskich z całego kraju. Odbywały się dwa razy w roku, byłem wtedy prezesem Polskiego Związku Alpinizmu. Mimo zakazu zgromadzeń, spotkanie się odbyło i poza jednym kolegą wszyscy przyjechali. Potem pojechałem do mamy, która była w kiepskim stanie, żeby się nią zaopiekować i podnieść na duchu. A następnego dnia ruszyły jakieś pierwsze działania, także u nas w Instytucie.

W stanie wojennym publikował Pan w podziemnym „Tygodniku Wojennym”.

Szybko zostałem wciągnięty w różne rzeczy. A to, żeby coś napisać, a to, żeby gdzieś pojechać, jakąś przesyłkę zanieść. Albo zawieźć żonę przyjaciela do Białołęki, gdzie był internowany. Przepisywałem na maszynie „Serwis Informacyjny”, poprzednik „Tygodnika Mazowsze”. Potem były „przesyłki specjalne”, z urządzeniami drukarskimi włącznie, via transporty humanitarne. Zebrania tajnej komisji zakładowej. Odczyty, głównie w kościołach czy salkach parafialnych. Takie normalne wtedy sprawy. Dopiero w 1983 r. wszedłem w coś poważniejszego: Archiwum „Solidarności” i Społeczny Komitet Nauki.

Wprawdzie historycy nie lubią tzw. dziejów alternatywnych, ale spróbujmy pospekulować. Co by się stało, gdyby 13 grudnia nie ogłoszono stanu wojennego?

Kilka lat temu napisałem tekst „Co by było, gdyby gen. Jaruzelski nie wprowadził stanu wojennego w 1981 r.?”, dla antologii składającej się z takich właśnie spekulacji o różnych momentach historycznych, od 966 r. włącznie. To była czysta futurologia. Opisałem więc bieg wydarzeń po tym, jak w piątek 11 grudnia 1981 r. zostaje ujawniony przeciek o terminie wprowadzenia stanu wojennego. Komisja Krajowa Solidarności ogłasza gotowość strajkową, Jaruzelski wycofuje się z decyzji, zamieszanie w PRL-u i w Moskwie, Breżniew dostaje ataku serca... Po czym, w rocznicę wybuchu powstania styczniowego, Jaruzelski postanawia jednak wprowadzić stan wojenny...

...z czego by wynikało, że Pana zdaniem niemożliwe były wtedy inne scenariusze?

Oczywiście były możliwe, ale mało prawdopodobne. Nie powinniśmy zakładać, że skoro coś się wydarzyło, to znaczy, że musiało się wydarzyć. Można np. wyobrazić sobie, że agresja ze strony komunistów, wymierzona w aspiracje społeczeństwa i w 10-milionowy ruch Solidarności – bo tym przecież był stan wojenny – następuje później, albo że ma nieco inny charakter. Ale uważam, iż prędzej czy później i tak by nastąpiła. Władze były niezdolne do tego, aby się cofnąć, pójść na ustępstwa. Nie miały żadnego pozytywnego pomysłu na rozwiązanie konfliktu, żadnej wizji przebudowy kraju, nie akceptowały pomysłów Solidarności, choćby z programu „Rzeczpospolita Samorządna”. Myślały tylko w kategoriach utrzymania władzy, a więc także zablokowania dalszych zmian. A jedynym narzędziem, aby to osiągnąć, było rozwiązanie siłowe.

Czy jako historyk ma Pan poczucie, że o stanie wojennym wiemy już wszystko?

Jeśli chodzi o materiały źródłowe, mamy nadal dużo luk, gdy idzie o stronę sowiecką: przede wszystkim, czy Kreml był gotów na interwencję nawet wbrew swoim polskim towarzyszom. Dostęp do tamtejszych archiwów, który był możliwy na początku lat 90. XX wieku, został szybko zamknięty. Wiemy tyle, że władze sowieckie naciskały na Jaruzelskiego, by jak najszybciej „rozwiązał” problem Solidarności i chaosu politycznego, który – z ich punktu widzenia – tworzył się w środku Europy. Nie wiemy, na ile byli gotowi użyć przemocy także wobec swoich polskich kolegów. I obawiam się, że nigdy się tego nie dowiemy – chyba że w Rosji zmieni się zasadniczo system i archiwa zostaną otwarte. Choć to też nie jest pewne, nie wszystko bowiem zostawia ślad na papierze.

A rzekoma groźba interwencji sowieckiej w grudniu 1981 r., na którą do końca powoływał się Jaruzelski, broniąc mitu stanu wojennego jako „mniejszego zła”?

W 1997 r. brałem udział w konferencji historycznej w Jachrance, na którą przyjechała grupa byłych sowieckich polityków i wojskowych. To był czas Jelcyna, pewnej „odwilży”. Byli m.in. marszałek Kulikow, w 1981 r. dowódca wojsk Układu Warszawskiego, i Gieorgij Szachnazarow, sekretarz „komisji polskiej” w Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego – kluczowej instytucji na Kremlu zajmującej się kryzysem w PRL-u. Szachnazarow powiedział wtedy: nie chcieliśmy, ale mogliśmy. Czyli że mieli siłę i możliwości, by interweniować. Twierdził, że były trzy scenariusze rozwoju wypadków w Polsce, które, jak mówił, zmusiłyby Moskwę do interwencji wojskowej. Pierwszy: gdyby władzę w PZPR przejęli, jak to ujął, „socjaldemokraci”, tj. ugodowcy, i nastąpiła „dubczekizacja” Polski na wzór Czechosłowacji sprzed interwencji Układu Warszawskiego w 1968 r. Drugi: gdyby władzę przejęła Solidarność. To uważał za najmniej realne. I trzeci: gdyby w PRL-u wybuchła wojna domowa. Wtedy, powiedział złośliwie Szachnazarow, „to ONZ prosiłaby nas o zaprowadzenie porządku w Polsce”. Tak jego zdaniem wyglądały trzy opcje, które mogły zmusić Kreml do interwencji bez przejmowania się polskimi towarzyszami. No, ale on mówił to w 1997 r., a co myślał 16 lat wcześniej?

A zatem w grudniu 1981 r. Kreml nie planował interwencji.

Znane dziś sowieckie dokumenty pokazują, że od kwietnia 1981 r. Sowieci przyjęli założenie, że to Polacy sami wprowadzają stan wojenny i „rozwiązują” problem, a oni pozostają tylko jako rezerwa. To było zresztą z ich punktu widzenia racjonalne: podejmowanie interwencji zbrojnej w Polsce nie było w interesie Moskwy. Byli już uwikłani w wojnę w Afganistanie, a wprowadzenie wojsk do Polski było nie tylko ryzykowne – nie było przecież wiadomo, jak Polacy zareagują – ale oznaczało też wzięcie na siebie bezpośredniej odpowiedzialności za los trzydziestu kilku milionów ludzi, także na poziomie pozapolitycznym, jak zaopatrzenie, gospodarka. To by oznaczało dla nich wielkie koszty nie tylko polityczne i wojskowe, ale też ekonomiczne.

Swoją książkę z 2006 r. zatytułował Pan „Wojna polsko-jaruzelska”. Gdyby dziś stanął Pan, powiedzmy, przed licealistami, dla których jest to historia dość odległa, jak by Pan odpowiedział na ich pytanie, czym był stan wojenny?

Była to próba obrony systemu komunistycznego, który wchodził w fazę schyłkową. Ludzie go tworzący nie mieli już innej możliwości obrony ani pomysłu – np. przez mobilizację swoich zwolenników, przekonywanie swych przeciwników albo jakąś reformę. Musieli użyć przemocy, by wymusić posłuszeństwo. To był główny powód wprowadzenia stanu wojennego. Można dywagować, jakie pole manewru miał Jaruzelski, czy mógł złożyć dymisję, jak de facto zrobił Stanisław Kania [poprzednik Jaruzelskiego w funkcji szefa PZPR – red.]. Ale nie zmienia to istoty sprawy: była to obrona systemu władzy i własnych w nim pozycji.

Jednak Jaruzelskiemu udało się przekonać sporą część Polaków, że działał w poczuciu odpowiedzialności, i że uchronił kraj przed czymś jeszcze gorszym. Wprawdzie procent tych, którzy tak uważają, z roku na rok spada, ale wciąż jest spory.

Łatwo zapominamy, że obok 10 mln członków Solidarności istniała wtedy jeszcze reszta społeczeństwa, z której część była lojalna wobec władzy. Zapominamy też, że gdy w 1989 r. odbyły się częściowo wolne wybory, kilka milionów ludzi oddało głos za obozem władzy. Mogę sobie wyobrazić, że dla tych ludzi opowiedzenie się w późniejszych sondażach „za Jaruzelskim” było, czy też jest nadal, głosem w obronie swej ówczesnej postawy. Albo też emanacją obecnych poglądów politycznych: głosem przeciwko elitom, które wywodzą się z dawnej opozycji. Charakterystyczne, że procent tych, którzy tak uważają, jest istotnie coraz mniejszy – myślę, że działa tu demografia. A także szkoła czy media, gdzie stan wojenny jest dziś przedstawiany w sposób jednoznaczny.

Wprowadzenie go było bezprawne nawet na gruncie prawa obowiązującego w PRL-u. Jednak po 1989 r. nie udało się osądzić jego autorów. Wiedza historyczna często rozmijała się z orzecznictwem sądów. Dlaczego?

Kwestia rozliczeń z systemem i ludźmi, którzy go tworzyli, była po 1989 r. pochodną charakteru transformacji, owej „reglamentowanej rewolucji” czy, mówiąc inaczej, implozji systemu, a nie obalenia go przemocą. Nie jest to zresztą polska specyfika, także w innych dawnych krajach komunistycznych były i są duże kłopoty z rozliczeniami. Osobna sprawa to brak zaangażowania w rozliczenia ze strony wymiaru sprawiedliwości, który początkowo tworzyli głównie ludzie – prokuratorzy czy sędziowie – których część aktywnie uczestniczyła w egzekwowaniu przepisów stanu wojennego.

Stan wojenny to nie tylko kilkudziesięciu zabitych. Jakie były jego koszty?

Generalnie były ogromne. Nie tylko w wymiarze politycznym i ekonomicznym – w latach 80. nastąpiła dramatyczna degradacja gospodarki PRL – ale też ludzkim, społecznym. Mam na myśli nie tylko ofiary śmiertelne i aresztowanych, ale też rzeszę poszkodowanych w inny sposób. Połamano wiele życiorysów. Zapomina się też, że po 13 grudnia zwolniono z pracy kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Tysiące skłoniono do emigracji. A kolejne setki tysięcy same wybrały emigrację, nie widząc już nadziei. Bo stan wojenny zabił w wielu nadzieję, zniszczył społeczne zaufanie, także zaufanie do sensu działania w sferze publicznej, zaangażowania. Rzecz znamienna: w czerwcu 1989 r. do częściowo wolnych wyborów poszło tylko dwie trzecie uprawnionych. To także był długofalowy psychologiczny efekt stanu wojennego: zniechęcenia, nieufności do wychodzenia z prywatnych „nisz”, które ludzie sobie stworzyli w latach 80., społecznej entropii, głębokiej nieufności do państwa, które przecież wtedy wystąpiło przeciwko milionom swoich obywateli. W tym sensie 13 grudnia dokonał spustoszeń, których skutki zapewne trwają po dziś dzień. ©℗

Prof. ANDRZEJ PACZKOWSKI (ur. 1938) jest historykiem dziejów najnowszych Polski. W PRL-u działacz opozycji. W latach 1999–2016 członek Kolegium, a potem Rady Instytutu Pamięci Narodowej. Autor licznych książek o historii Polski w XX wieku.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, kierownik działów Świat i Historia. Ur. 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Stan wojenny przeżyłem już jako dorosły i świadomy obywatel. Nie czarujmy się - z wojną to on się nie kojarzył. Gospodarka już od przeszło dekady leżała na łopatkach i kwiczała, emigracja od dawna była marzeniem wielu z nas - 13 grudnia był doskonałą sposobnością i ostatecznym pretekstem. Były, owszem, demonstracje i ZOMO, były pacyfikacje zakładów pracy i ofiary śmiertelne. Nieuniknione to wszystko było, przy tak olbrzymim jak wówczas nagromadzeniu z jednej strony energii dążenia do zmian, z drugiej - stojącej na jej drodze ścianie systemu. Ścianie, która nawet gdyby chciała, ruszyć się nie mogła wbetonowana w potężny system sowieckiej dominacji. Ale płk. Mazguła ma rację - było o niebo lepiej pod względem owej 'kultury', wzajemnego szacunku niż dzisiaj, w stanie rzekomo pokojowym, pod rządami Kaczyńskiego. To jest prawdziwa wojna, proszę Państwa. Wojna władzy ze społeczeństwem. Są w niej i będą bohaterowie, dekownicy, są i zwykłe mendy. Ta wojna będzie wymagała solidniejszych rozliczeń niż ów grudniowy partyjny rokosz. Teraz wszystko dzieje się naprawdę we własnym domu, bez przymusu i groźby sowieckich wojsk. Spisane będą czyny i rozmowy. Rozliczymy. Bóg mi świadkiem, nie daruję hołocie. +++ Dziś czcimy pamięć tych, którzy walczyli i zginęli za te wartości, które dzisiejsza władza hurtem nam odbiera. To dobry dzień na głośne NIE dla Kaczyńskiego i jego pachołków.

Pozapropagandowa ocena będzie możliwa tak może za 50 lat, ale wtedy będzie już za późno, bo historie (tę podręcznikową) tworzą ci co ją opisują, a nie ci którzy biorą w niej udział ;p Zadam pytanie jak dziś młodzi oceniają stan wojenny i to co się wtedy działo? ale zadajmy te pytanie o kontekst opinii rodzinnych, a nie medialnych. Odpowiedź myślę, że mogłaby być ciekawa, ale wtedy dowiedzielibyśmy się jak Polacy jako ogół to ocenili, nikt takich badań jednak nie przeprowadzi, historycy grafomani dopiszą co chcą bez badań, a własne opinie wmówią i wmuszą przez obowiązkowe podręczniki i publikacje ;p ps. a tak swoją stroną się już gubię, skoro Jaruzelski kłamał z tą interwencją to niech mi ktoś powie, znając Ruskich, jakby Solidarność przejęła władzę w Polsce co by wtedy zrobili? ale tak serio i na poważnie? Ja myślę, że w try miga cała ich armia wycofałaby się z Afganistanu i wpierw zafundowali by nam "Donbas" a potem jak to ślicznie Sachnazarow stwierdził, "ONZ samo ich by prosiło o interwencje" i ta cała afgańska armia wylądowałaby u nas (nie przez liczebność, ale przez wzgląd na koszty i tzw. "ostrzelanie"). ZSRR może i gospodarczo poniosło na tym spore straty, może by upadli parę lat wcześniej, ale hmmmm co by zostało z Polski? ale to jest moja subiektywna opinia, może niesłuszna ? Na pewno nie słuszna, przecież zjednoczony naród przeprowadziłby wtedy wspaniałe reformy ekonomiczne i polityczne, które sprawiłyby, że bylibyśmy niczym Szwajcaria, a Ruskie z zawiści by się tylko po głowach drapali, i tak by było, ale zepsuły to bandziory od Jaruzela, tak, ta wersja pewnikiem jest bardziej prawdopodobna, ups.

Co Wy tak wszyscy z tym wkraczaniem Rosji do Polski? Nie pamiętacie już ile wtedy wojsk rosyjskich (uzbrojonych) było zlokalizowanych Polsce i w bezpośrednim sąsiedztwie (NRD, Czechosłowacja). Wystarczyło tylko wyjechać z koszar, nie trzeba było aż z Afganistanu.

Armia polska wtedy to była 2 armia Układu Warszawskiego, a wojsk sowieckich naprzeciw NRD czy Czechosłowacji było w Polsce, nie aż tak wiele. Te stacjonujące w Polsce, gdyby LWP stanęło murem za narodem, by nie wystarczyło, zostałyby w kilka dni zmiecione. Te z NRD były szachowane poniekąd wojskami NATO, ZSRR musiałby użyć wojsk z własnego terytorium, gdyby miał walczyć z całym krajem. Z tego powodu sądzę, że odpuściliby sobie Afganistan i użyli właśnie tych sił w Polsce wiedząc, że walki byłyby ciężkie, a czas niezwykle cenny, to wymagałoby jednak pewnego czasu, zatem myślę, że wpierw zgotowaliby nam "wojnę hybrydową", to wbrew pozorom nie jest nowy wynalazek, a potem armia zaprawiona w bojach z Afganistanu by nas starła w proch, zanim NATO by zareagowało, wobec braku zewnętrznych granic dla ewentualnych dostaw, wobec braku gór, to z nas nie byłoby co zbierać. Ot taka moja, może bezpodstawna, analiza;p

Proszę wziąć pod uwagę ówczesne nawoływania "bratnich przywódców" do udzielenia nam pomocy. Niemcy z NRD i Czesi bardzo chętnie pokazaliby co sądzą o nas, polaczkach. Nie tylko Rosjanie, własnymi rękami, chcieli nas uciszyć. "Tupot" słychać było ze wszystkich stron. A co niby miało wtedy NATO do powiedzenia u nas? My nie zawsze byliśmy związani z NATO. Wprost przeciwnie. A Polskie Wojsko swą bojowość pokazało na ulicach i pod zakładami w których strajkowali zbuntowani. Biedne, zagubione młokosy z wypranymi mózgami ( myślę o naszej wspaniałej armii).

Z reguły, nikt nie gardzi sobą samym. Skoro używasz sformułowania "nas polaczków" Polakiem nie jesteś. Nie może być inaczej. Odpowiedź poczytaj sobie jako zaszczytną.

Podziękujmy też pozostałym bohaterom - Kiszczakowi , Siwickiemu i innym członkom WRON.

Nie sądzę żeby ktoś tu gloryfikował Jaruzelskiego. Dziwnie Pan całą rozmowę odebrał. Moim zdaniem jest to zebranie naszej wiedzy dotyczącej realnych zagrożeń interwencji w Polsce ZSRR oraz sąsiadów.

Odnoszę się do komentarzy czytelników TP a nie do wywiadu ( rozmowy).

To, teoretycznie proszę sobie wyobrazić, co byłoby, gdyby ludzie z Solidarności dorwali się wtedy do władzy. Proszę to zrobić z dzisiejszej pozycji. Wziąć pod uwagę geniuszy z dzisiejszej sceny politycznej i uwarunkowania tamtejsze, o nich pisze autor i komentarze pod artykułem. Według mnie, to dopiero byłaby jatka. Piszę to , w żaden sposób nie gloryfikując Jaruzela i jego kolesi. Patrzę realnie.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]