Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Żywa książka

Żywa książka

09.09.2012
Czyta się kilka minut
Nawet najwięksi liberałowie przyznają, że są takie dziedziny, w których prawa wolnorynkowe zawodzą, i do nich należy literatura...
.

...Sam rynek nie jest w stanie sprawić, by zagraniczni wydawcy masowo zainteresowali się polskimi książkami. Tu wkraczamy my. TOMASZ SURDYKOWSKI: Czy działania podejmowane na rynku tłumaczeń przez instytucje publiczne, takie jak Instytut Książki, to środek zapobiegawczy i wyjątkowy, wynikający z trudnej sytuacji samych tłumaczy i branży wydawniczej w ogóle, czy może obecność państwa w tej dziedzinie to rzecz, do której powinniśmy przywyknąć? Rzecz całkiem normalna? GRZEGORZ GAUDEN: To dobre pytanie. Żeby na nie odpowiedzieć, musimy na początku sprecyzować, na jakich to rynkach tłumaczeń my, Instytut Książki, jesteśmy obecni. Nasza działalność obejmuje przede wszystkim wspieranie tłumaczeń na inne języki, zatem jesteśmy widoczni w największej mierze na rynkach zagranicznych, niemniej w pewien sposób wspieramy również przekłady książek na język polski z innych języków, dzieje się to jednak w ramach osobnego ministerialnego programu o nazwie „Literatura”. Dotyczy on m.in. tłumaczenia wybitnych dzieł literatury światowej na język polski, które nie mają szans komercyjnych, a powinny znaleźć się w obiegu kulturowym. W obu przypadkach, jednego i drugiego wsparcia, można powołać się na nieczęsto przywoływaną w Polsce kategorię zawodności rynku. Nawet najwięksi liberałowie przyznają, że są takie dziedziny, w których prawa wolnorynkowe zawodzą, i do tych dziedzin należy bez wątpienia literatura. Sam rynek nie jest w stanie sprawić, by zagraniczni wydawcy masowo zainteresowali się polskimi książkami i ryzykowali własne fundusze, by promować polskich autorów. Polska nie jest potęgą gospodarczą i polityczną, polskiej literaturze, pomimo jej wyśmienitej reputacji w intelektualnych kręgach na całym świecie, trzeba niekiedy pomóc. W tym momencie wkraczamy my, pozwalając zagranicznemu wydawcy ograniczyć ryzyko związane z wydaniem polskiej książki. Pomoc publiczna jest niezbędna, by polska literatura była obecna, przynajmniej w tej skali, na rynkach zagranicznych. Co taka pomoc obejmuje? Opłacamy koszty tłumaczenia, a niekiedy nawet licencji. W ramach naszego flagowego programu ©POLAND dofinansowujemy publikację około stu książek rocznie, które w innym przypadku nie miałyby większych szans na ukazanie się. Wśród nich znajdują się utwory polskich Noblistów – do teraz zbieramy żniwo zeszłorocznych programów związanych z Rokiem Miłosza – ale też kryminały Krajewskiego czy powieści Sapkowskiego. Takie decyzje, podejmowane przez naszych ekspertów, są każdorazowo dyskutowane – w sytuacji, w której wydawca zamierza, powiedzmy, opublikować kolejną książkę danego polskiego autora, zdarza się, że odstępujemy od przyznania dotacji, przekonani, że po wstępnym wsparciu następne książki autora poradzą sobie na rynku samodzielnie. Na ekspercką decyzję wpływa szereg czynników, od wartości literackiej dzieła, po język, na który ma zostać przełożony utwór. Nie jest wielką tajemnicą, że książka opublikowana w języku angielskim ma niezmiernie większe szanse przyciągnąć uwagę innych wydawców. Takie tłumaczenie to niemal argument marketingowy, czego nie można powiedzieć – nie urażając nikogo – o przekładzie np. na któryś z małych języków kaukaskich. Celem ostatecznym pozostaje dla nas obecność polskiej literatury za granicą. Pozwolę sobie jeszcze na moment wrócić do kwestii finansowej zachęty dla wydawcy. Czy istnieją mechanizmy kontrolowania tego, na ile dana książka jest dofinansowywana z publicznych pieniędzy? Na przykład francuscy wydawcy książek Joanny Tokarskiej-Bakir „Legendy krwi” i Anny Bikont „My z Jedwabnego” otrzymali – co można sprawdzić na odpowiednich stronach internetowych – jednocześnie dofinansowanie z francuskiego odpowiednika Instytutu Książki, Centre National du Livre, oraz z samego Instytutu. To normalne, że wydawcy poszukują wszelkich możliwych źródeł finansowania, a ci bardziej zaradni znajdują je w wielu instytucjach publicznych. Dla nas jest istotne, że książka ukazuje się na rynku, wówczas po otrzymaniu wymaganych egzemplarzy zgodnie z procedurami wypłacamy przyznane dofinansowanie. Trudno zresztą wypowiadać się o tych dwóch konkretnych przypadkach, bo przyznane przez Instytut dofinansowanie na koszty tłumaczenia bywa częściowe, koszty tłumaczenia mogły wzrosnąć. Z założenia wydawca współpracuje z Instytutem we wspólnym celu. Z tego można wywnioskować, że program ©POLAND skierowany jest głównie do wydawców, nie zaś samodzielnego tłumacza? To wynika z założeń programu. Nas przede wszystkim interesuje to, żeby książka była dostępna dla zagranicznego czytelnika. Nie płacimy tłumaczowi za to, by książkę przetłumaczył, a później zastanawiał się, co z nią począć, nie chcemy, by gotowe tłumaczenia czekały na półkach, aż komuś zamarzy się w dalekiej przyszłości, by je wydać. Stąd partnerami w ramach ©POLAND są dla nas wydawcy i dlatego też umowa o dofinansowanie skonstruowana jest w taki sposób, by fundusze wypłacane były dopiero wtedy, gdy egzemplarz wydanej książki dotrze do Instytutu. To sposób na egzekwowanie obecności książki na rynku. I to działa. Ktoś jednak tego wydawcę musi polską książką najpierw zainteresować... Po pierwsze, przygotowujemy co semestr „New Books from Poland”, katalog w językach angielskim i niemieckim, omawiający około dwudziestu polskich książek, wybranych przez czołowych krytyków, wraz z tłumaczeniem fragmentów. Po drugie, wypadałoby tutaj wspomnieć kolejny z naszych stałych programów, Sample Translations ©POLAND, przeznaczony z kolei dla tłumaczy. W ramach Sample Translations finansujemy przetłumaczenie próbki, około dwudziestu stron dzieła, by tłumacz mógł ruszyć uzbrojony w ową próbkę utworu do wydawnictw. W ten sposób osoba doskonale zorientowana w polskiej literaturze staje się ambasadorem danego utworu, niczym agent literacki zabiega o jego publikację. Ponadto bardzo często znaleziony wydawca wnioskuje później o dofinansowanie w ramach wcześniej wspomnianego programu ©POLAND – te dwa działania się uzupełniają i takie było nasze zamierzenie. Ten system funkcjonuje już kilka lat... Można powiedzieć, i nie chciałbym, żeby zabrzmiało to jak nieskromne chwalenie się, że Instytut padł ofiarą prowadzonej konsekwentnie polityki. Liczba wniosków o dofinansowanie tłumaczeń przekroczyła nasze najśmielsze oczekiwania i musieliśmy zwrócić się do Ministerstwa Kultury o dodatkowe środki. Na szczęście Ministerstwo jest przychylne, w przeciwnym razie bylibyśmy zmuszeni odrzucić niektóre sensowne propozycje. Dobrym przykładem takiego efektu spójnych działań jest Rok Miłosza – jedno przetłumaczone dzieło sprawia, że inni wydawcy interesują się nim, zaczynają się zastanawiać, czy i oni nie powinni sięgnąć po utwory polskiego Noblisty. Raz opublikowana książka krąży w obiegu kulturowym, żyje. To wpływa również na szansę wychowania kolejnych pokoleń tłumaczy z języka polskiego. Każda przetłumaczona książka to element długofalowego działania. Sam fakt, że dzieło znajdzie się w bibliotece zagranicznych instytutów slawistyki lub polonistyki i trafi w ręce młodego czytelnika, być może przyszłego tłumacza, procentuje w dłuższym okresie. Więc we wspomnianych programach chodzi nie tylko o obecność książek na rynku komercyjnym, one sprawiają również, że rośnie status akademickich instytucji zajmujących się polską literaturą za granicą, te zaś wychowują przyszłe pokolenia ludzi, którzy będą badać i rozpowszechniać polską kulturę. Jak wiadomo, tłumacz literacki nie jest wdzięcznym zawodem. Ani szczególnie intratnym, również w Polsce, co możemy wyczytać z zamówionego przez Was raportu. Czy Instytut Książki pomaga tłumaczom z języka polskiego – tym razem samym tłumaczom, nie zaś ich tłumaczeniom? Od lat organizujemy i finansujemy coroczne Kolegium Tłumaczy, czyli kilkumiesięczne pobyty w Krakowie dla tłumaczy z języka polskiego, których zapraszamy, by mogli realizować tutaj konkretne projekty. Ponadto piąty już rok z rzędu będziemy przyznawali nagrodę Found in Translation za najlepsze tłumaczenie polskiego utworu na język angielski. Sam pomysł wypływa z przekonania, że dobre tłumaczenie na język angielski otwiera danej książce i autorowi drogę na inne rynki światowe. Wreszcie nagroda Transatlantyk, przyznawana za całość działań promujących literaturę polską za granicą – zatem jej laureatem mogą zostać nie tylko tłumacze, może się zdarzyć, że otrzyma ją również wydawca. Każdego roku otrzymujemy sporą liczbę zgłoszeń do Transatlantyku, to dobry znak. Nas bardzo cieszy, że jest tylu wyśmienitych propagatorów polskiej literatury, ale jeszcze bardziej fakt, że nagroda cieszy się dużym prestiżem wśród samych tłumaczy. Na pewno trudno to policzyć, ale czy ma Pan poczucie, że Wasza działalność zdążyła coś zmienić w obecności polskiej literatury za granicą? Czasem pozytywny sygnał pojawia się z najbardziej nieoczekiwanej strony. Odpowiem anegdotą. Ostatnio na zaproszenie organizatorów i ambasadora pojawiłem się ze zwiadowczą wizytą na międzynarodowych targach książki w New Delhi i miałem okazję przedstawić tam na seminarium tłumaczeniowym założenia naszych programów, co i jak finansujemy. W czasie tej krótkiej prezentacji zdążyła się zgłosić pewna pani, która powiedziała, że jest wydawcą z Turcji i szczerze poleca korzystanie z programów Instytutu, że doskonale jej się współpracowało z osobami w Instytucie i na pewno skorzysta z naszego wsparcia w przyszłości. Taki nieoczekiwany głos wsparcia to coś budującego dla całego Instytutu. To wzmacnia przekonanie, że nasza praca ma sens.
GRZEGORZ GAUDEN (ur. 1953) jest dyrektorem Instytutu Książki. Odebrał wykształcenie prawne i ekonomiczne, działacz i dziennikarz Solidarności internowany w 1981 roku, wiceprezes Izby Wydawców Prasy, wiceprezes Stowarzyszenia Autorów i Wydawców „Polska Książka”, w latach 2004-06 redaktor naczelny dziennika „Rzeczpospolita”.
TOMASZ SURDYKOWSKI jest tłumaczem, doktorantem Wydziału Filologicznego UJ.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]