Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Życie po człowieku

Życie po człowieku

14.10.2016
Czyta się kilka minut
Proza Michela Fabera jest uniwersalna, i to w najśmielszym znaczeniu tego słowa. Opowiada bowiem o człowieku jako gatunku, który jednak nie jest końcowym etapem dzieła stworzenia. Po nim może nadejść kolejny.
Fot. Antionetta Lunesu / WRITER PICTURES / FORUM
D

Deklaracja człowieczeństwa w tym fragmencie jest oczywistością: „Rozglądam się, czym by tu wytrzeć ubranie. Nic nie ma. Gdybym był kotem, zlizałbym gówno językiem i pozostałbym dumnym, a nawet wybrednym stworzeniem. Ale nie jestem kotem. Jestem człowiekiem”. Człowiek musi się bronić przed utratą swojej pozycji, choćby spał w kontenerze na śmieci. Pozycji uprzywilejowanej, nawet jeżeli zagrożonej własnymi decyzjami. Obawa utraty człowieczeństwa powstrzymuje bohatera „Kryjówki”, opowiadania z tomu „Bliźnięta Fahrenheit”, przed tym zwierzęcym gestem. Raz utraconej pozycji wszak nie da się łatwo przywrócić. Wie o tym nie tylko człowiek, ale również każdy przedstawiciel zagrożonego gatunku.

Michel Faber, autor tego opowiadania, śledzi granice możliwe do przekroczenia przez człowieka. Nie oznacza to jednak dekadenckiego sięgania do kresu wyobraźni czy możliwości własnego ciała w starciu z substancjami odurzającymi. Nie wiąże się to również ze snuciem niekończących się refleksji o zmierzchu świata wartości. Choć narkomani i alkoholicy wielokrotnie znajdują miejsce w prozie Fabera, to jednak ich kondycja jest tylko konsekwencją skomplikowanej przeszłości, sygnałem, że mamy do czynienia z ludźmi poniżonymi i upokorzonymi, którzy utracili władzę nad swoim życiem. Uzależnienie nie jest jednak centralnym wątkiem tej prozy – to raczej znak upadku, z którego człowiek się podnosi, aby zacząć wszystko od nowa.

Autobiografia bez faktów

Michel Faber nie jest pisarzem jednego tematu. Jego proza obejmuje zarówno monumentalne dzieło prozatorskie, nawiązujące do tradycji powieści wiktoriańskiej („Szkarłatny płatek i biały”), jak i utwory bliższe konwencji science fiction. Podobnie niejednoznaczna jest jego tożsamość narodowa.

Urodzony w Holandii, większość życia spędził w Australii, obecnie mieszka w Szkocji. Mimo to nie definiuje siebie jako autora wielu kultur, wręcz przeciwnie: „Nie mam narodowości” – mówił w rozmowie z Jerzym Jarniewiczem. Widać to dobrze w jego powieściach, gdzie brak jednoznacznych związków z konkretnymi miejscami w Europie czy na świecie. Wprawdzie ich akcja często toczy się na Wyspach Brytyjskich, lecz trudno przypisywać temu większe znaczenie. Zapewne można w tym dostrzec element nieoczywistej autobiograficzności prozy Fabera.

Pod tym względem w jego dorobku niezwykłe miejsce zajmuje ostatnia powieść, czyli „Księga Dziwnych Nowych Rzeczy”. Ostatnia, bo nie tylko najnowsza, ale również ta, po której nic więcej już się nie ukaże – taką deklarację Faber składał kilkukrotnie, wyraźnie podkreślając, że ta decyzja wiąże się z jego życiem prywatnym: poczuciem straty i żałobą po niedawnej śmierci żony Evy. Czujni miłośnicy prozy Fabera znają to imię, gdyż to właśnie jej dedykowana była każda książka autora.

Jednocześnie trudno dostrzec typowe autobiograficzne rysy w jego pisarstwie. Dociekliwy czytelnik odnajdzie co najwyżej zależności pomiędzy prozą a deklaracjami czynionymi w wywiadach i krótkich wspomnieniach, którymi dzieli się z publicznością literacką. Mimo to proza Fabera jest uniwersalna, i to w najśmielszym znaczeniu tego słowa. Opowiada o człowieku jako gatunku, który jednak nie jest końcowym etapem dzieła stworzenia – po nim może nadejść kolejny.

Nowy człowiek

To chyba najważniejsza i najbardziej śmiała koncepcja autora – ukazanie świata, w którym człowiek nie jest ostatecznym punktem ewolucji. Świata, w którym człowiek, mimo że nadal istnieje, nie jest już najwyższym bytem w hierarchii. W powieści „Pod skórą” fantazja na ten temat stała się zasadniczą osią utworu. Czerpiąc zarówno z możliwości, które daje mroczna satyra i thriller, Faber swoją debiutancką powieść wykorzystał do stworzenia alternatywnej rzeczywistości, tylko pozornie przypominającej naszą. W nowym świecie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że człowiek nie jest już tym, za kogo chciałby się uważać.

Radykalizm Fabera nie wyczerpuje się w ekologicznym wymiarze tej powieści. Autostopowicze, porywani przez główną bohaterkę powieści, w specjalnym ośrodku hodowani są na mięso. Mężczyzn poddaje się zabiegom, które mają zwiększyć masę ich mięśni, ograniczyć możliwości komunikowania się, a w ostateczności uczynić z nich źródło pożywienia – półprodukt luksusowych potraw. Główna bohaterka początkowo sprawia nijakie wrażenie. To jednak pozór – przy bliższym oglądzie dostrzegamy, że mamy do czynienia z istotą jedynie upozowaną na człowieka. Zarówno ona, jak jej współpracownicy niewątpliwie obdarzeni są ludzką inteligencją i językiem, jednakże w wielu miejscach bliżej im do zwierząt niż standardowych ludzi. Z kolei wodsele, bo tak nazywani są autostopowicze przeznaczeni na mięso, podlegają ocenie według kryteriów, których używa się do określenia jakości bydła przeznaczonego na ubój.

„Dwie i pół godziny później zauważyła kolejnego samca, usiłującego złapać okazję. (...) Trzymał w ręku duży karton z napisem DO PERTH, PROSZĘ. Nie był łysy. Nie nosił kombinezonu. Potężny miał tylko tułów, tors w kształcie litery V na długich nogach. Czy były bardzo chude? Wytarte dżinsy powiewały wokół jego łydek – widocznie jest bardzo wietrznie. Zawróciła i przyjrzała mu się jeszcze raz. Miał niezłe ramiona. Doskonałe barki. Rozrośniętą pierś, choć w pasie był szczupły. (...) Ten wodsel, który usiłuje teraz ją zatrzymać, na pewno jest wyrzutkiem. A jego nogi pięknie nabiorą ciała. Zjechała na pobocze i autostopowicz podbiegł do samochodu, uśmiechając się”.

Dostrzeżenie w człowieku mięsa, doskonałego materiału na pokarm, może się wydawać czystą prowokacją. Policzkiem wymierzonym mięsożercom, którzy dla spokoju własnego sumienia postrzegają zwierzęta hodowlane jedynie jako surowiec do spożycia. Jasne oddzielenie człowieka od zwierzęcia ma usprawiedliwiać tę decyzję, sprawić, że rzeczywistość żywych istot podlega czytelnym podziałom i szeregowaniu. Ty jesteś krową, jesteś jadalna, doskonała po burgundzku. Ja jestem człowiekiem, zjedzenie mnie to etyczny skandal.

Faber nie tylko wkłada kij w tryby machiny generującej ten światopogląd, ale idzie o wiele dalej. Stawia bowiem pytania, zaprzęgnięte w tryby doskonale trzymającej w napięciu prozy, o to, co następuje już poziom wyżej, niż stoi człowiek. Jak wygląda rzeczywistość, w której nasz gatunek nie gra już pierwszych skrzypiec, nie ma władzy definiowania i dzielenia. Istoty, które przychodzą po nim, zdają się reprodukować wiele znanych nam mechanizmów życia społecznego. Są tym bardziej przerażające, im bardziej przypominają ludzi, choć zdecydowanie nimi nie są. To, co w „Pod skórą” proponuje Faber, to skandal, ale nie literacki, lecz ściśle humanistyczny.

Jeszcze dziwniejsze historie

Z prozy Michela Fabera wyłowić można wiele wątków przewodnich: lęki natury religijnej, niepokoje związane ze społecznymi normami i tabu czy pociągająca i niebezpieczna zarazem nauka. Tym, co łączy jego debiutancką powieść z ostatnią, jest jednak lęk przed człowiekiem. Nie o niego, ale właśnie obawa przed nim. Przed jego wyobraźnią, ewolucją i nieudolnościami. Fakt, że Faber w tak śmiały sposób wykorzystuje ramy powieści science fiction do wielkich rozważań na temat człowieka, skłania do postawienia zasadniczego pytania: czy życie po człowieku jest możliwe? A jeżeli tak, to na jakich zasadach? Dlaczego fascynuje nas, kim będą nie tylko nasi następcy, ale i dalsze gatunki? Czy człowiek może wyewoluować w istotę nieobarczoną winą, wstydem i przemocą? Autor nie zawsze stawia te pytania wprost. Wynika to z reguł rządzących jego literaturą – mimo że chętnie i bez uzasadnień oddaje się w niej refleksjom natury religijnej i filozoficznej, jego powieści nie przypominają traktatów. To, co się dzieje na kartach jego książek, nie daje się wyprowadzić poza ramy fikcji (i to tej w najlepszym tego słowa znaczeniu).

„Księga Dziwnych Nowych Rzeczy” jest powieścią bardzo prowokacyjną, ale też bardzo przekorną. Dystans, który dzielił narratora i bohaterkę „Pod skórą”, nie wykluczał empatii. W tym przypadku mówić można jednak o maksymalnej bliskości z bohaterem, który z ewangelizacyjną misją udaje się w kosmos. Brzmi kuriozalnie? Właśnie na tym wrażeniu buduje się cała powieść. Kiedy Peter, były narkoman, który zdołał sobie ułożyć wszystko na nowo jako szczęśliwy mąż i pastor, opuszcza Ziemię, aby nieść dobrą nowinę Oazjanom, jego dotychczasowe życie schodzi na drugi plan. Natomiast to, które właśnie rozpoczyna się w odległej przestrzeni kosmosu, pozbawione jest czaru obyczajowej powieści. Bohater od początku może budzić w czytelniku niepokój – jego usta pełne cytatów z Nowego Testamentu, pewność, z jaką wkracza do obcego dla siebie świata, aby chrystianizować tych, którzy pragną jego obecności – to wszystko przypomina najgorsze schematy kolonializmu, idącego ramię w ramię z chrystianizacją. To dobrze rozpoznany wątek w historii ludzkości, nie ma więc wielu złudzeń, co do moralności tego rodzaju przedsięwzięć.

„Mam pomysł, Grainger. Może będziemy używać terminu »ludzie« w jego szerszym znaczeniu, obejmujących także tutejszych mieszkańców? (...) Oczywiście moglibyśmy mówić »stworzenia«, ale budzi to pewne wątpliwości. Mnie osobiście bardzo się to słowo podoba. »Stworzenie« jako istota stworzona, jak łacińska »kreatura«. Bo wszyscy zostaliśmy stworzeni, prawda? Niestety, to słowo przez wieki straciło pozytywne znaczenie. Większości kojarzy się ze zwierzętami, jeżeli nie z czymś gorszym, potworami na przykład”.

Mimo tej pojęciowej niepewności, zasadniczy problem pozostaje jasny – kim są istoty niebędące ani ludźmi, ani zwierzętami? Człowiek pojawia się wśród nich z gotowym językiem, pewny tego, że nazwanie jest jednym z jego zadań na... No właśnie – na Ziemi. Mimo to Peter, uniesiony swoją pewnością i wiarą, jest wśród Oazjan witany z otwartymi ramionami. Parodia kolonialnych opisów obcych, którą odnaleźć można w opisach niby-twarzy i ciał tubylców, sugeruje, że mamy do czynienia z wizją kosmicznej kolonizacji, powtarzającą błędy minionych pokoleń. W bardzo misternie utkanej powieści – w przeciwieństwie do pozostałych książek autora, tu akcja nie rozwija się w mgnieniu oka – Faber ukazuje czytelnikowi dwa wymiary życia Petera. Jednym jest fascynujący proces niesienia Ewangelii prymitywnym, ale ufnym Oazjanom. Drugim – stopniowe załamywanie się kontaktu pomiędzy nim a jego żoną, Beą, która została na Ziemi. Ich miłość zdaje się ostatnim węzłem łączącym Petera z życiem na rodzinnej planecie. Postępująca utrata zainteresowania kolejnymi katastrofami w Europie i Azji, losem przyjaciół czy tragediami samej Bei, dobrze pokazuje najważniejszy problem tej powieści: życie, które Peter zostawia na Ziemi, wymyka mu się spod kontroli, ale jednocześnie przestaje go interesować.

Ewangelia, mimo że niesiona istotom, z którymi ledwo da się komunikować, zagwarantować ma kolejnemu światu ład oparty na wierze w Boga. Kosmiczna misja ewangelizacyjna w sposób oczywisty skłania do postawienia pytań o zasadność nauczania o Chrystusie istot innych niż ludzie. Ale także o to, na jakiego rodzaju kontakt skazane są istoty z tak różnych światów – intuicyjny, ale wciąż obarczony schematami przeszczepionymi wprost z ludzkiego świata. Nowe życie wśród Oazjan ma stanowić wielką nadzieję dla Ziemi, zmierzającej wprost do katastrofy – dla ludzi, którzy sprowadzili na siebie klęskę i ostateczny koniec. A jednak to nie opowieść o apokalipsie i życiu następującym po niej. To raczej historia ludzi pozbawionych przyszłości, którzy swoją ostatnią szansę widzą w dziwnych istotach o twarzach przypominających gulasz lub płód.

Śmiałe zestawienie niekończących się cytatów z Nowego Testamentu, języka Oazjan i listów, które Peter i Bea wymieniają między planetami, mogą niejednego czytelnika przyprawić o zawrót głowy. Pytania, które mnożą się w toku akcji „Księgi Dziwnych Nowych Rzeczy” – tytuł powieści to oazjańska nazwa Biblii – nie dają się sprowadzić do prostych wątpliwości. W całej powieści najbardziej zastanawia fakt, że w przeciwieństwie do ludzkich mieszkańców planety Oazjanie są szczerze zainteresowani wiarą i to w jej prostodusznym wydaniu, bez zastrzeżeń i lęków. Życie, które wciąż trwa na Ziemi, pozbawione jest tej prostoty. Faber nie wydaje się zainteresowany fetyszyzowaniem świata bez człowieka. Mimo to najbardziej fascynujące pytanie, z którym nas pozostawia, brzmi każdorazowo: jak będzie wyglądało życie po człowieku? ©

MICHEL FABER (ur. 1960) jest prozaikiem urodzonym w Holandii. W 1967 r. jego rodzina wyemigrowała do Australii, gdzie ukończył studia z zakresu literatury angielskiej, nie porzucając jednocześnie studiów nad językiem holenderskim. Podejmował się rozlicznych zajęć, pracował między innymi jako pielęgniarz w szpitalu na obrzeżach Sydney. W 1993 r. przeniósł się wraz z drugą żoną do Szkocji. Tworzył od dziecka, lecz dopiero gdy w latach 90. wygrał kilka konkursów prozatorskich, porzucił pisanie do szuflady. Jego debiutem był zbiór opowiadań „Some Rain Must Fall and Other Stories” (1998). Pierwsza powieść Fabera „Pod skórą” ukazała się w 2000 r. (pol. wyd. 2005), lecz największy rozgłos przyniósł mu osadzony w wiktoriańskim Londynie „Szkarłatny płatek i biały” (2002, pol. wyd. 2006). W 2015 wyszła w Polsce jego ostatnia powieść „Księga Dziwnych Nowych Rzeczy” (2014). Faber ma rzadki dar tworzenia wciągających historii, nawiązując jednocześnie do najlepszych tradycji amerykańskiej prozy postmodernistycznej.

OLGA SZMIDT (ur. 1989) ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie aktualnie pisze doktorat. Autorka książki „Korespondent Witkacy” (2014) oraz biografii Marii Kownackiej „Kownacka. Ta od Plastusia”, która ukaże się w tym roku. Współzałożycielka i redaktorka naczelna portalu Popmoderna. Mieszka w Krakowie.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]