Pierwszy tydzień drugiego roku rządu Donalda Tuska trudno uznać za udany. Nie wybrzmiały jeszcze dalekie od entuzjazmu komentarze osiągnięć rządu, gdy nadeszła seria wpadek. Najpierw pod zarzutem posiadania narkotyków zatrzymano dwóch działaczy PO, w tym przewodniczącego sejmiku zachodniopomorskiego. Potem TVN wyciągnął ministrowi sportu kontrowersyjną historię obyczajową sprzed lat. O ile w pierwszym przypadku reakcja władz partii była adekwatna, to podejście do drugiej sprawy niepokoi. Choć przebieg wydarzeń na Florydzie nie jest jasny, to zupełne ich zlekceważenie przez premiera jest błędem. U ministra nie dało się dostrzec choćby cienia skruchy w związku z podpisaniem fałszywego oświadczenia; reagował tylko zniecierpliwieniem. Podobne zniecierpliwienie widać było w reakcjach ministra Michała Boniego na kłopotliwe pytania dziennikarzy o obietnice wyborcze czy Sławomira Nowaka na posądzenia o upychanie kolegów do rad nadzorczych.
Politycy muszą być przygotowani, że są wystawiani na próbę przez dziennikarzy. Powinni się też liczyć z tym, że te próby będą coraz cięższe. Reagowanie irytacją jest strategią samobójczą. Nic tak nie złości dziennikarzy, jak podważanie ich prawa do takich prób. Broniących ministra dziennikarzy "Gazety Wyborczej" Andrzej Morozowski zapytał retorycznie: "Czy gdyby na miejscu Drzewieckiego był Gosiewski, też uważalibyście, że nic się nie stało?".
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















