Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zdetronizowana królowa

Zdetronizowana królowa

23.12.2016
Czyta się kilka minut
Dawna królowa nauk została zepchnięta na margines kultury. Tymczasem jaka jest teologia dziś, taka będzie religijność społeczeństwa jutro.
Fot. NASA / BILL INGALLS
W

W słynnym przemówieniu w Ratyzbonie Benedykt XVI wspomniał, że gdy był tam przed laty profesorem, jeden z jego kolegów z innego wydziału stwierdził, że na tutejszym uniwersytecie jest jedna dziwna rzecz: istnieją aż dwa wydziały zajmujące się czymś, co nie istnieje – Bogiem.

Oczywiście miał na myśli dwa wydziały teologiczne – katolicki i protestancki. Kiedyś teologię uważano za królową nauk. Nie tylko znajdowała się ona na szczycie hierarchii wszystkich wydziałów, ale wolno ją było studiować dopiero po odbyciu wszystkich innych stopni uniwersyteckiej edukacji. Od tego czasu kolisko historii wykonało kilka obrotów i sytuacja zmieniła się diametralnie. Gdy zapytać kogoś o królową nauk, nieodmiennie pada odpowiedź: „matematyka”. A teologia? Czy w ogóle jest nauką?
Nawet niektórzy teologowie mają niekiedy co do tego wątpliwości. Bo jeżeli przyjąć, że istotną cechą nauki jest...

14895

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Opis kondycji refleksji teologicznej jest trafny, postulat "zracjonalizowania teologii" słuszny, ale brak tu konkretów, co czyni tekst ks. prof. Hellera "pobożną formułą". W mojej opinii "unaukowienie", o jakim pisze Autor, powinno odbyć się w sposób analogiczny jak miało to miejsce w innych dyscyplinach nauki. Otóż było ono związane z przełomem idealizacyjnym, czyli z metodycznym zastosowaniem założeń upraszczających, a następnie zastosowaniem konkretyzacji (m.in. Galileusz w fizyce, Marks w ekonomii/historiozofii, Darwin w biologii, Chomsky w językoznawstwie). Problem polega na tym, że wielkie przełomy związane są z usuwaniem przyzwyczajeń myślowych, dotychczasowych stereotypów, perspektyw interpretacyjnych itp. W tekście słusznie ks. prof. Heller zwraca uwagę na zasadniczy wpływ filozofii greckiej na zrozumienie Ewangelii, ale brakuje tu postulatu, aby uwolnić się od "greckich" założeń metafizycznych. Czy teologia ma już odwagę dokonać przełomu idealizacyjnego, ale także korygującego tradycyjne pojmowanie Boga i relacji Bóg-człowiek? Wysoce wątpliwe: w swojej książce ("O Bogu, który był. Nowa interpretacja Jezusa nauki o Bogu") przedstawiam próbę nowego zrozumienia "Wydarzenia", o jakim pisze Autor, ale środowisko teologiczne nie podejmuje dyskusji (po żywym zainteresowaniu książką przed lekturą, następuje milczenie po jej przeczytaniu... a nawet usunięcie mojej osoby z listy wykładowców jednego z polskich seminariów duchownych). Łatwo stawiać ogólne postulaty, trudniej je zrealizować, a nawet jeśli już się pojawią, to trudno je zaakceptować, zwłaszcza wówczas, gdy jesteśmy zmuszeni przeorganizować nasze myślenie... Z tego, co mi wiadomo ks. prof. Heller także otrzymał tę książkę, może kiedyś się do niej odniesie... lepsza bowiem krytyka (rzetelna i uargumentowana), niż przemilczenie.

na tym ono właśnie polega, że od początku, poczynając od pierwszego głównego wymyślacza Pawła samozwańca, którego to kościoły nawet potępione zostały przez innego wymyślacza, autora apokalipsy, poprzez wszystkie następne generacje mniej lub bardziej ambitnych teologów wymyślaczy, mających aspiracje by coś jeszcze własnego do wymysłów swoich poprzedników dodać, stało się od początku zaprzeczeniem nauki Jezusa, także o Bogu.

to właśnie jest owo specyficzne jądro, które dyskwalifikuje teologię jako naukę, tj metodę dążącą do poznania prawdy. Natomiast mistyka, jako znane od tysięcy lat we wszystkich tradycjach praktyki prowadzące do zmiany świadomości, jest właśnie taką metodą, acz nie naukową, bo bazującą na subiektywnym, osobistym doświadczeniu mistyka.

Umieszczanie Wydarzenia w centrum argumentu oznacza zakaz uwolnienia postaci Jezusa z gorsetu teologicznych interpretacji. To uporczywy, modernistyczny spór, bez szans na rozstrzygnięcie, bo rodzi się w sferze postanowień przedracjonalnych, czyli na fundamencie tajemnic chrześcijaństwa. Ks. Heller dość lekkomyślnie wynosi (tradycyjnie) Jana ponad synoptyków. Ubiera żydowskiego nauczyciela w szatę greckiego filozofa, nie widząc w tym problemu. Ale apologia tradycji kościelnej odsuwa nas od postaci Jezusa, którego głos, dający się jakoś słyszeć u synoptyków, w chórze późniejszych teologów nie ma już większego znaczenia. Oni przecież wiedzą, kim był. Jednak wierzyć im to chyba zakładać, że przyrost tradycji teologicznej jest tej samej natury co kumulacja wiedzy naukowej. Gdzie tu Racjonalność, a gdzie Credo quia absurdum? Jak uwierzyć teologii powołującej się na nauki przyrodnicze (jakakolwiek by ona była), skoro dogmatycznie wymaga, by w centrum obrazu umieścić Wydarzenie? Co skłania do świadomego podtrzymywania tego napięcia także dziś? Dawniej uważano, że historia jest nauczycielką życia. Akurat platonizmowi, zwłaszcza matematycznemu, z historią nie po drodze. Jednak w tym przypadku historia oczyszcza drogę jakiemuś lepszemu platonizmowi - platonizmowi bez Wydarzenia. Sprawę warto drążyć, bo przecież ks. Heller jest postacią wielkiego formatu. Z pewnością wie, co pisze i dlaczego. I lepiej od swych krytyków wie, że także bez Wydarzenia jest taka teologia nie tylko możliwa, ale przede wszystkim bardziej spójna. I jeszcze jedna uwaga. Oczywiście, traktaty mistyczne są zabarwione jakąś intuicją podstawową. Ale to samo mniej więcej można powiedzieć o naukach przyrodniczych: matematyczny platonizm jest tylko jednym z możliwych środowisk filozoficznych, w których można je interpretować.

Różnica jest fundamentalna. Nauka dąży do prawdy, jakkolwiek często błądząc. Teologia ma już "prawdę", do której wszystko nagina.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]