Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zamknij oczy i zobacz

Zamknij oczy i zobacz

14.10.2016
Czyta się kilka minut
M. Zieliński, B. Majzel: Nasz świat jest na tyle skomplikowany i złożony, że nie da się o nim opowiedzieć przy pomocy jednej prostej historii czy jednego medium. Nie możemy zamknąć się w bibliotece i z tej perspektywy opisywać rzeczywistości.
Koncert Julii Holter na Placu Defilad, Warszawa, 15 lipca 2014 r. Fot. Jacek łagowski / FORUM
M

MICHAŁ SOWIŃSKI: „Zamknij oczy i zobacz” – ten cytat z Joyce’a, który stał się tegorocznym hasłem przewodnim Festiwalu Ars Cameralis, jest bardzo wieloznaczny. Jak można go rozumieć?
MAREK ZIELIŃSKI: Zamknięcie oczu pozwala na stworzenie innego, alternatywnego świata, być może nieco idealistycznego. Pierwszym tropem był dla nas Correggio i jego malarstwo iluzjonistyczne… Być może to ucieczka od rzeczywistości, ale konieczna, aby wejść w przestrzeń sztuki. Może chodzi o to, by na nowo zdefiniować te 21 gramów? To też propozycja czytania sztuki dziś – propozycja o tyle oryginalna, że te kategorie i narzędzia interpretacyjne pochodzą z odległej już przeszłości…
…z samego serca modernistycznego myślenia o sztuce i świecie.
BARTŁOMIEJ MAJZEL: Kwestia patrzenia w sztuce od zawsze wydawała się artystom frapująca. Szekspir mówił o patrzeniu oczami duszy. Hasło zaczerpnięte z Joyce’a odsyła do świata wyobraźni, ukrytego przed oczywistym spojrzeniem. Z drugiej strony to również rodzaj estetycznej prowokacji – żeby zobaczyć, musisz zamknąć oczy. Odciąć się od świata, skupić się na tym, co nie jest widoczne na pierwszy rzut oka, ale być może jest istotniejsze. I, paradoksalnie, być może w większym stopniu pozwala zrozumieć świat.
ZIELIŃSKI: O tym haśle pomyśleliśmy już w zeszłym roku, gdy doszło do zamachów na Stade de France – chcieliśmy stworzyć wystawę dedykowaną tym tragicznym wydarzeniom. Zainspirował mnie także wiersz Bartka i cytat z niego: „Rysa na powiece”. Skupiłem się na elementach, które zaburzają nasz ogląd świata. Dziś sztuki wizualne zdominowały komunikację. Proponują, pozornie, najłatwiejszy opis rzeczywistości. Pozornie, bo wciąż mamy problem z interpretacją tego zapisu. Chodziło też o przestrogę, żeby być ostrożnym w ocenie tych wydarzeń i obrazu, który otrzymywaliśmy przez media.
Joyce, choć często o tym zapominamy, żył i tworzył w epoce brutalnej i pełnej napięć. W tym sensie jest twórcą bardzo nam współczesnym. Dziś sztuka w dużej mierze jest budowana na strachu. Strach kreuje też naszą rzeczywistość. Seria zamachów terrorystycznych z zeszłego roku była dla mnie punktem wyjścia do refleksji nad naszą percepcją sztuki.
MAJZEL: Tamte wydarzenia odcisnęły także swój ślad na poprzedniej edycji Festiwalu. Tahar Ben Jelloun, który miał być naszym gościem, właśnie z powodu zamachów nie dotarł do Katowic. Zrobiliśmy z nim telekonferencję, poświęconą islamowi i fałszywym stereotypom, które zawsze w takich momentach mnożą się na potęgę.
W tym roku mamy z kolei dyskusję „Zarejestrować zanikanie świata” z Arturem Domosławskim i Dariuszem Rosiakiem, a także wydarzenie dedykowane 70-leciu profesora Tadeusza Sławka zatytułowane, uwaga, „Uszy duszy”. Czyli pojawiają się kolejne konteksty dla odczytania tego cytatu. Poza wszystkim wydaje mi się też, że model opisu świata, który polega wyłącznie na prostym patrzeniu i rejestrowaniu, chyba dziś już niewiele może nam nowego zaproponować. Rzeczywistość jest zbyt skomplikowana – czasem, żeby ją zrozumieć, trzeba zamknąć oczy i odkryć zupełnie inne mechanizmy i narzędzia interpretacyjne.
Hasło Joyce’a w pierwszym odruchu może nas odsyłać do sztuki rozumianej bardzo estetycznie i autonomicznie. Niemalże parnasistowsko. A tegoroczna edycja przecież taka nie jest – wątek reporterski, ukraiński… Liczne „interwencje” w rzeczywistość.
ZIELIŃSKI: Dzisiaj nawet postawa parnasistowska jest na swój sposób polityczna – nie ma ucieczki (śmiech).
MAJZEL: Polityka, choć zazwyczaj wbrew naszej woli, nieustannie puka do drzwi. Nie możemy udawać, że nie istnieje… Z drugiej strony robimy wszystko, by mechanizmy rządzące myśleniem politycznym nie wpływały na sposób, w jaki budujemy festiwalowy program.
ZIELIŃSKI: Joyce i polityka to w ogóle ciekawa sprawa. W jego okresie dadaistycznym, gdy przebywał w Zurychu, był tam także Lenin. Niesamowite, że liczba raportów policyjnych dotyczących Joyce’a przekracza kilkukrotnie liczbę tych poświęconych Leninowi! Dla szwajcarskiej policji wydawał się bardziej niebezpieczny politycznie, a sam Cabaret Voltaire był uważany za środowisko skrajnie radykalne.
W tym kontekście szczególnie ważny i ciekawy wydaje się wątek ukraiński.
MAJZEL: Od zawsze inspirują nas artyści, którzy działają na wielu polach. Świetnym przykładem tego jest Serhij Żadan – wystąpi u nas jako poeta, prozaik, ale również muzyk – lider zespołu Psy w Kosmosie. Do tego zderzymy go z innymi pisarzami – z Andrzejem Stasiukiem czy prowadzącym rozmowę Ziemowitem Szczerkiem. Na pewno pojawią się wątki przenikania się Wschodu i Zachodu, tożsamości Europy Środkowej… Czy to polityka? Mam nadzieję, że nie. To kultura, sfera idei.
ZIELIŃSKI: Ukraina zawsze była dla nas ważnym punktem odniesienia. Gdy wiele lat temu przyjechał do nas Jurij Andruchowycz, czuł się nieco zagubiony w Katowicach. Pytał mnie, jak ma się odnieść do tego miasta – opowiedziałem mu, że jak do Doniecka, i on to w lot zrozumiał. Polska i ukraińska przestrzeń są sobie bardzo bliskie.
Z drugiej strony pojawia się dużo szersza perspektywa – choćby Eleanor Catton, pisarka z antypodów naszego świata…
MAJZEL: Oczywiście, to wielka gwiazda, najmłodsza laureatka Bookera w historii – ale dla mnie ważniejsze jest, że to, po pierwsze, świetna pisarka, a po drugie, postać kontrowersyjna. Choćby jej ostatnia ostra wypowiedź na temat polityki nowozelandzkiego rządu i ostra odpowiedź premiera, który „poczuł się zawiedziony” jej postawą. Lubimy artystów, którzy zawodzą polityków.
ZIELIŃSKI: Albo Michel Faber – pisarz, ale też pasjonat muzyki i komiksów… Na jego przykładzie świetnie widać, że kultura nie ogranicza się dziś wyłącznie do jednego medium. Nie możemy żyć jak Kant – zamknąć się w pokoju z książkami i z tej perspektywy opisywać świata. W tej wielości kultur, smaków, zapachów – bez elementu zmysłowego nasz ogląd świata będzie mocno wybrakowany.
Festiwal ma w nazwie „kameralność” – to kolejne wieloznaczne pojęcie. Jak można je rozumieć w kontekście tegorocznej edycji?
MAJZEL: Kameralność widać zarówno w doborze gości, jak i miejsc spotkań. Jak co roku, te wydarzenia układają się w kameralną opowieść. Każdy artysta to historia kogoś, kto tworzy swój wyjątkowy i niepowtarzalny świat. Nawet w przypadku Julii Holter – mimo że jej płyty są regularnie nagradzane i świetnie się sprzedają – jej muzyka pozostaje bardzo intymna i prywatna. Sukces medialny to w tym przypadku sprawa drugorzędna.
ZIELIŃSKI: Porównując nasz Festiwal z innymi imprezami, które zdominowały scenę muzyczną w Polsce, jedna rzecz zwraca szczególną uwagę. My nieustannie nawiązujemy do tych festiwali z lat 60. i 70., które bazowały na koncepcji kultury jako całości przestrzeni, w której funkcjonuje człowiek. Kluczowe w tym jest pojęcie wolności – to się kłóci nieco z koncepcją festiwalu, gdzie ktoś jest zamykany na małej, ogrodzonej przestrzeni, a na rękę zakłada mu się opaskę, której nie może ściągać przez kilka dni. My raczej stawiamy na zupełnie inny model wspólnotowości. Ważny też jest czas – Ars Cameralis trwa niemal miesiąc, to ma olbrzymie znaczenie. Można się odpowiednio przygotować do spotkań, stworzyć kameralny charakter.
MAJZEL: Oprócz tego Ars Cameralis to festiwal odkryć – także w tegorocznej edycji. Wspomnijmy fantastyczny zespół Richmond Fontaine. Nie mam pojęcia, dlaczego ciągle w Polsce jest tak mało znany. Co ciekawe, wokalista zespołu Willy Vlautin jest również świetnym prozaikiem, uchodzącym za czołowego pisarza Ameryki. Dzięki jego przyjazdowi po raz pierwszy zaistnieje w języku polskim. Całkiem możliwe, że uda się znaleźć dla niego polskiego wydawcę. Takich przykładów jest mnóstwo.
ZIELIŃSKI: Odkrycia, ale też przypomnienia – udaje nam się często wydobyć z zapomnienia niektóre nazwiska, jak choćby w tym roku w przypadku Topora, który okazuje się dziś niezwykle aktualny. Podobna sytuacja jest w przypadku Tarkowskiego, którego przegląd filmów organizujemy.
Ars Cameralis to festiwal nietematyczny. Hasło przewodnie wyznacza tylko pewien horyzont myślenia, ale nie zawęża perspektywy. To impreza, na której zderzają się najrozmaitsze głosy, ale też media: film, literatura, muzyka, sztuki wizualne…
ZIELIŃSKI: Tego wymaga od nas rzeczywistość. Nasz świat jest na tyle skomplikowany i złożony, że nie da się o nim opowiedzieć przy użyciu jednej prostej historii czy jednego medium. Żyjemy wszystkimi zmysłami – a wzrok i słuch poddawany jest szczególnej presji. Można pojmować ten Festiwal także jako rodzaj eseju.
MAJZEL: Łączymy rozmaite głosy – klasyków sztuki (jak choćby wspomniany Topor) z niszowymi i awangardowymi artystami. W ramach jednego festiwalu organizujemy koncerty w dużych salach teatralnych, ważnych klubach, ale także w małych zakładach fryzjerskich. Ciągle mamy z tyłu głowy niespełnione marzenie Rimbaud o znalezieniu jedności w wielości. O błogosławionym uspokojeniu, które ostatecznie wypływa, mamy nadzieję, z tego chaosu świata.
To trudne pytanie, ale kto będzie w tym roku największą gwiazdą? Na kogo cieszycie się najbardziej?
ZIELIŃSKI: Dla mnie szczególnie ważne jest to, że udało nam się przywrócić współczesnej kulturze Topora. No i oczywiście artyści, którzy wystawią swoje prace w ramach wystawy „Rysa na powiece” – część z nich to postaci znane i uznane w świecie sztuki, ale wielu z nich wciąż pozostaje obcych dla polskich odbiorców – choćby Jean-Michel Alberola. Mam nadzieję, że uda się to zmienić.
MAJZEL: Ja szczególnie czekam na koncerty – poza wspomnianymi już muzykami zagra jeszcze świetna Lotte Kestner, kapitalny songwriter Ben Weaver czy z zupełnie innej bajki fiński zespół K-X-P. Z kolei Robert Henke, niezwykła postać, zrobi widowisko ze światła i ciemności.
To już 25. edycja Ars Cameralis. Gdybyście mieli wskazać największy sukces, to co by to było?
ZIELIŃSKI: Czasem żartuje się o nas, że zapraszamy nieznanych nikomu artystów, na których spektakle czy koncerty niemalże od razu nie można kupić biletów. Bardzo mnie to cieszy.
MAJZEL: Oj, wiele jest tych radości i przygód poszukiwaczy skarbów. Zawsze się cieszę, gdy mało znani artyści występujący u nas raptem stają się objawieniami na świecie. Tak było choćby z Johnem Grantem. Udało nam się też przez te lata wypromować sporo ważnych polskich twórców. Wielu z nich zaczynało u nas, a teraz są w czołówce polskiej czy światowej kultury. Inna wielka radość to ludzie. Publiczność. Wiele twarzy, które napotykam podczas naszych imprez, rozpoznaję od lat. To osoby, które nam zaufały. Niektóre przychodzą na większość imprez. To już nie publiczność, to przyjaciele. Dzięki nim, kreując program, możemy pozwolić sobie na większe artystyczne ryzyko. Wiemy, że oni zawsze się pojawią. ©

MAREK ZIELIŃSKI (ur. 1960) jest dyrektorem Instytucji Kultury Ars Cameralis, autorem koncepcji „Katowice – Miasto Ogrodów”, dzięki której Katowice znalazły się w ścisłym finale starań o Europejską Stolicę Kultury 2016. Kreator wielu projektów i programów kulturalnych województwa śląskiego za granicą, m.in. w Nadrenii Płn.-Westfalii, Bratysławie, Moskwie oraz na Expo w Hanowerze i Saragossie.

BARTŁOMIEJ MAJZEL (ur. 1974) jest poetą, podróżnikiem, dziennikarzem radiowym, reportażystą. Opublikował książki „Robaczywość” (1997), „Bieg zjazdowy” (2001), „Biała Afryka” (2005), „Doba hotelowa” (2009), „Terror” (2015). Nominowany do Paszportu „Polityki” (2002). Najmłodszy laureat Nagrody Literackiej IV Kolumn. Współtwórca grupy poetyckiej NaDziko.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]