Reklama

Cisza ściśniętego gardła

Cisza ściśniętego gardła

04.11.2019
Czyta się kilka minut
Marek Zieliński i Bartłomiej Majzel, organizatorzy: W tym roku pozwalamy sztuce krzyczeć, prowokować, zmuszać do myślenia, stawiać nieoczywiste pytania. To szansa, żeby oczyścić się ze zgiełku i zacząć poważnie rozmawiać.
Laura Gibson
M

MICHAŁ SOWIŃSKI: Tym razem postanowiliście opowiedzieć o krzyku.

MAREK ZIELIŃSKI: Jeden z wątków ubiegłorocznej edycji Festiwalu Ars Cameralis dedykowany był tradycji punka w światowej popkulturze, być może dlatego w tym roku postanowiliśmy pogłębić ten wątek. Dodatkowym pretekstem jest rocznica śmierci Edvarda Muncha, którego „Krzyk” można uznać za symboliczny początek nowej epoki w sztuce. Przeniknął do popkultury – żeby wspomnieć tylko filmy Wesa Cravena i jego maski, które przecież są żywcem przeniesione z obrazów norweskiego artysty. Twarz wykrzywiona w krzyku, prawie pozbawiona ludzkich rysów do dziś wyraża coś ważnego i stała się dramatycznym symbolem minionego wieku. Munch malując swój słynny obraz pod koniec XIX wieku dał początek nie tylko ekspresjonizmowi, ale przede wszystkim uchwycił istotę rodzącej się nowoczesności i pozycję człowieka – w wirze i chaosie świata, który opisywał Nietzsche. Wydawałoby się, że krzyk jest czymś oczywistym, naturalnym dla każdego, a jednak w kulturze zachodniej bardzo powoli się przebijał.

Żyjemy w rozkrzyczanych czasach. To też był punkt odniesienia dla Was?

BARTŁOMIEJ MAJZEL: Munch był istotny dla naszego myślenia o krzyku jedynie w szerszej perspektywie – społecznej, artystycznej czy egzystencjalnej. Gdy tworzyliśmy program Festiwalu, w mniejszym stopniu interesował nas zgiełk współczesności – owa ściana wrzasku, od której odbijamy się na co dzień w mediach, na ulicy, w przestrzeni społecznej. Ten ciągły krzyk sprawia, że świat staje się nie do zniesienia. Nas interesował krzyk jako unikatowe narzędzie w rękach artysty. Taki krzyk obarczony jest znaczeniem, staje się komunikatem, może być formą buntu lub wyrazem wściekłości, ale również ekspresją radości czy ekstazy. Spójrz, jak wiele wyrazić może niemy krzyk, krzyk historii lub pamięci. To pojęcie daje nieograniczone pole do dyskusji, staje się uniwersalnym gestem, aktem odwagi, elementem gry. Także za sprawą najróżniejszych ­artystów, którzy ­nadawali mu własne, indywidualne znaczenia.

Ale krzyk ma sens jedynie, jeżeli ­towarzyszy mu cisza.

BM: Istotnie, krzyk i cisza związane są ze sobą tajemniczym węzłem. Są niczym bracia syjamscy. Krzyk wybrzmiewa najpełniej w ciszy, która pojawia się tuż po nim. Jest rodzajem ukrytego smutku, który poszukuje notorycznie swojego milczenia, niczym przestrzeni, bez której straciłby swe znaczenie. To trochę jak konieczne przerwy między dźwiękami, bez których nie byłoby muzyki. Dlatego zaproszeni w tym roku przez nas muzycy tworzą niezwykle kameralne przestrzenie dźwięków, wyciszone, wręcz intymne. To taki prowokacyjny, ale bardzo znaczący gest – mówimy o krzyku językiem subtelnego piękna. Zresztą nasza tegoroczna festiwalowa opowieść skonstruowana została w ten sposób, iż przebiega od krzyku do ciszy, bo właśnie w owej ciszy skondensowany sens krzyku wybrzmi najdonośniej.

MZ: Krzyk, przynajmniej stereotypowo, nie mieścił się w harmonijnej kulturze śródziemnomorskiej. Często podkreśla się, iż ten rodzaj ekspresji przynależy do innego kręgu kulturowego. Dopiero „inwazja” barbarzyńskiej Północy spowodowała, że odnalazł swe miejsce. Przez wieki pełnił też bardzo różne funkcje – weźmy choćby rzeźby krzyczących demonów na portalach średniowiecznych katedr, gdzie miały pełnić role ­egzorcyzmowania złych sił. Być może ten trop odnajdujemy w „Guernice” ­Pablo ­Picassa, u którego wszystkie zdeformowane postaci wyrażają niemy krzyk, wręcz wrzask. Krzyk ma trudną do oszacowania wartość. Nie jest ani złotem, jak milczenie, ani srebrem, jak mowa. Może jest innym szlachetnym metalem?

BM: Zwróćcie uwagę na pewną prawidłowość. Krzyk jest fundamentalnie istotny, ale w pewnym momencie staje się niewystarczalny. Nie można eskalować krzyku w nieskończoność. Wówczas stałby się rykiem. W sytuacji krańcowych racji moralnych i etycznych jedynym wyjściem okazuje się cisza. Dumne milczenie zakrzyczanych, krzywdzonych, lecz w doskonały sposób wiernych sobie, odwracających się plecami do pozostałych.

MZ: Dlatego cisza okazuje się bardziej znacząca od wrzasku – potrafi być przerażająca i porażająca. Często w relacjach osób odwiedzających obóz w Auschwitz pojawia się wspomnienie przejmującej ciszy tego miejsca.

Profesor Sławek powtarza kilkukrotnie w swoim eseju, że o krzyku trudno rozmawiać. Albo krzyczymy, albo mówimy. Dlatego wydaje mi się, że krzyk jest szczególnie trudnym wyzwaniem dla poezji.

BM: W poezji najciekawszy jest krzyk będący efektem wiersza. Tekst napisany z odpowiednią wirtuozerią rezonuje w naszych uszach jeszcze długo po tym, gdy wybrzmi ostatni wers. Wiersz, który krzyczy wprost, jest kaleki. Jego maestria polega na tym, aby tkwiąca w nim melodia wzbudziła w nas krzyk nieco później. To zresztą dotyczy całej literatury. Ale nie tylko – weźmy choćby Nicka ­Cave’a, który przed laty z grupami The Birthday Party czy Grinderman genialnie testował możliwości krzyku, ale te próby nie były tak dramatyczne, jak cichy lament jego dwóch ostatnich płyt nagranych już po śmierci syna.

A co z krzykiem świata? Krzykiem ostrzegającym przed naciągającą ­katastrofą, krzykiem uciśnionych, ofiar wojny?

MZ: Podczas Festiwalu odwołujemy się do twórczości Charliego Chaplina, którą bardzo często sytuujemy w przestrzeni komedii, burleski i śmiechu. Jednakże cała jego twórczość pokazuje dramat człowieka uwikłanego w przerażającą historię. Wyświetlimy „Dyktatora”, film będący zwieńczeniem tej wnikliwej opowieści, która mówi o kondycji człowieka w trybach nowoczesności – to próba zrozumienia nowego kształtu świata. Wszystkie kreacje Chaplina opowiadają o wykluczonych tego świata oraz zderzeniu z brutalnie narzuconymi regułami życia.

BM: Na Festiwalu będą także artyści współcześni, którzy zabierają ważny głos w kwestiach, o które pytasz. Choćby ­Chulud Szaraf, syryjska poetka, która swoimi wierszami opowiada o niewyobrażalnej tragedii swoich rodaków. Krzyk bezradności przenikający się z krzykiem pamięci. Będziemy także gościć Adonisa, niemalże 90-letniego Mistrza, który od dekad opisuje dramat pękniętego świata, narastający krzyk historii, której nie sposób zatrzymać ani zawrócić. Będzie też Michael Krüger czy Leszek Libera: każdy z nich ma do wykrzyczenia inny rodzaj dramatu, inną stronę piękna.

Krzyk, o ile pozwolimy mu wybrzmieć, jest czymś, co wymyka się uładzonemu przekazowi. Czymś, co nie daje się łatwo skonsumować.

BM: Wybudza nas z komfortu i przyzwyczajeń. Wybudza z letargu. Ale także daje nadzieję, że nie wszystko jest na sprzedaż, nie wszystko musi być wyrównane i wygładzone, że warto iść swoją drogą. Należy podążać za swoim krzykiem, nawet jeśli prowadzić może na manowce tego świata.

W tym kontekście ciekawie wygląda Wasz program muzyczny.

BM: Muzycznie to chyba jedna z najpiękniejszych edycji Ars Cameralis. Jak już wspominałem, postawiliśmy na twórców, dla których ważna jest przestrzeń kameralnego piękna i intymnej rozmowy. W programie Festiwalu odnaleźć można cykl niezwykle kameralnych koncertów śpiewających pań. Ale cóż to za artystki! Jeśli spojrzysz na najważniejsze tegoroczne kobiece płyty, w ścisłej czołówce musisz umieścić nowe krążki Weyes Blood, Jenny Hval czy Jessiki Pratt. One w komplecie zameldują się u nas! Tę muzyczną wędrówkę rozpoczynamy 13 listopada koncertem brazylijskiej artystki Dillon, która na co dzień tworzy kameralną muzykę elektroniczną, ale do nas przyjeżdża z zupełnie nowym projektem – na scenie będzie tylko ona i fortepian. No i jej absolutnie niezwykły głos. Będzie także wspomniana Jessica Pratt. U niej cisza wybrzmiewa szczególnie mocno i... głośno. To cisza ściśniętego gardła, balansująca na krawędzi niewymownej tajemnicy. W drugiej połowie Festiwalu wystąpi Weyes Blood, która ­tegorocznym albumem „Titanic Rising” ustaliła reguły gry dla całej muzycznej konkurencji. Nieco staroświeckie, barokowo zaaranżowane piosenki, do których ­artystka podchodzi z dystansem, bawi się konwencjami, rozmawia z tradycją. Inteligentne to bardzo i piękne. Na świecie zapełnia bez problemu największe sale koncertowe, u nas zagra w kameralnym Kinoteatrze Rialto, co też dobrze pokazuje specyfikę naszego Festiwalu.

Co roku na Ars Cameralis muzyka spotyka się z literaturą.

BM: W tym roku również tradycji stanie się zadość, bo zaprosiliśmy Laurę ­G­ibson. Amerykanka wystąpi w podwójnej roli – piosenkarki i pisarki – koncert będzie przeplatany fragmentami jej tekstów, a także rozmową. Wszystko zaplanowane jako dynamiczne przeplatanie się języków sztuki. Co roku zapraszamy wybitnych songwriterów, którzy potrafią opowiadać o świecie w niezwykły sposób, operując na styku różnych sposobów ekspresji. Albo inny przykład – Jenny Hval, norweska, brawurowa artystka. Nagrała osiem płyt, wydała trzy książki i u nas też wystąpi w podwójnej roli. Najpierw podczas spotkania literackiego, gdzie będziemy rozmawiać m.in o jej ostatniej głośnej, książce „The Paradise Rot”, o kobiecości, niepokoju i o krzyku świata. Dzień później odbędzie się jej muzyczny performance „The Practice of Love”, w którym teksty literackie płynnie przechodzą w muzykę i na odwrót.

A literatura w bardziej klasycznej formie?

BM: Oczywiście! Po raz kolejny wracamy z cyklem „Zderzenia literackie”. Mocnym uderzeniem na koniec tej edycji będzie spotkanie z Adonisem i Hatifem Janabim, czyli poetyckim duetem syryjsko-irańskim. Przedstawiciele różnych pokoleń, zupełnie inaczej patrzący na świat, ale wyrastający z podobnych tradycji. Z kolei na inaugurację pojawi się ­Michael Krüger, jeden z najważniejszych żyjących poetów niemieckich, który wystąpi wspólnie z Tomaszem ­Różyckim, czyli znowu ciekawe zderzenie różnych języków, pokoleń i przestrzeni. Obaj jednak precyzyjnie wskazują na miejsce, w którym nasza rzeczywistość pęka, kruszy się. Oprócz tego tradycyjne już „Uszy duszy”, czyli unikalna audycja radiowa bez radia, swoisty performance dwóch profesorów – Tadeusza Sławka i Ryszarda ­Koziołka. W tym roku w wersji sauté, bez instrumentów, rozmawiać będą oczywiście o krzyku. Do tego zachwycający ­Leszek Libera ze Sławą ­Lisiecką, prezentacja krakowskiego ­Kontentu oraz frapująca dyskusja – a jakże – o krzyku z ­Dominiką „Niką” ­Domczyk, Jerzym ­Jarniewiczem i ­Danielem ­Wyszogrodzkim. No i oczywiście Zbieg Poetycki NaDziko, tym razem m.in. ze wspominaną już Chulud Szaraf i węgierskim twórcą Gáborem ­Lanczkorem. W tym roku dodatkowym elementem będzie premiera publikacji „Tropy Na Dziko – postantologia”, w której sumujemy przygody poezji na Górnym Śląsku przez ostatnie 15 lat.

Ciekawie wygląda też wątek kolarski.

MZ: Zapowiedzią Festiwalu, jego specyficznym prologiem, była wystawa Bartka Buczka. To nie tylko niezwykle interesujący artysta, lecz również miłośnik kolarstwa, czego efektem była wystawa „Kolarz”, prezentowana w Rondzie Sztuki. To opowieść o chwilowej ucieczce ze świata, którą umożliwia sport. Równocześnie to refleksja nad otaczającym nas światem. Jednym z eksponatów była rzeźba kolarskich butów – trudno tu uciec od skojarzeń z butami van Gogha, które stały się przyczynkiem do poważnych dyskusji filozoficznych z udziałem Heideggera, Derridy i wielu innych. Z drugiej strony ważna jest w tym kontekście postać Alfreda Jarry’ego i jego filozofia cyklizmu, z której potem powstała patafizyka świata. Zapraszamy też na wystawę Romana Cieślewicza i chantalpetit, jego życiowej partnerki, a zarazem cenionej artystki.

A na zamku w Pszczynie, pojawią się instalacje wizualno-świetlne.

MZ: To jedno z miejsc, do którego często powracamy, miejsce ważne dla naszej instytucji. Historia tego obiektu to świetna metafora nie tylko skomplikowanych dziejów Śląska, ale również przemian historycznych świata w XX wieku. Dlatego wybraliśmy go do prezentacji działań Karoliny Hałatek i Agnieszki Jaworek w zderzeniu z dziełem Mischy Kuballa, czyli instalacją-napisem „DYS(U)TOPIA & UNFINISHED”. Te hasła chyba wyjątkowo trafnie opisują to pęknięcie świata, o którym wcześniej mówiliśmy.

To co dokładnie chcielibyście ­wykrzyczeć w tym roku?

MZ: Postawiliśmy przed sobą zadanie, by sięgając po krzyk, jednocześnie go tonować. Jak chociażby w przypadku naszej tegorocznej, bardzo pastelowej oprawy graficznej...

BM: ...i znów powracamy do owej dychotomii wrzasku i ukojenia, krzyku i ciszy. Mamy nadzieję, że podkreślając istotność krzyku jako narzędzia w rękach artystów, jednocześnie kładziemy nacisk na znaczenie spokoju i wyciszenia w przestrzeni społecznej. W sztuce krzyk staje się wartością, doskonale spełniając swoje funkcje. Między ludźmi chodzi nade wszystko o spotkanie, słuchanie i pełne otwarcie się na drugiego.

MZ: Sztuka potrafi stworzyć niezwykłą szczelinę w naszej szarej i banalnej codzienności. Przez nią przesączają się rzeczy na co dzień niewidoczne.

BM: Dlatego pozwalamy sztuce krzyczeć, prowokować, zmuszać do myślenia, stawiać nieoczywiste pytania. Być może, paradoksalnie, w ten sposób oczyścimy się z całego zgiełku tego świata i zaczniemy poważnie rozmawiać – bez wrzasku i złych emocji, szukając wspólnych wartości. Przecież nawet o krzyku można rozmawiać szeptem, ściszonym i serdecznym głosem. Rozmowa powinna przypominać delikatne i uważne stąpanie po łące, tak aby nie zdeptać niczego, co żyje. Czasem potrzeba krzyku, aby o tym przypomnieć. ©℗

MAREK ZIELIŃSKI (ur. 1960) jest dyrektorem Instytucji Kultury Ars Cameralis, autorem koncepcji „Katowice – Miasto Ogrodów”, dzięki której Katowice znalazły się w ścisłym finale starań o Europejską Stolicę Kultury 2016. Kreator wielu projektów i programów kulturalnych województwa śląskiego za granicą, m.in. w Nadrenii Północnej-Westfalii, Bratysławie, Moskwie oraz na Expo w Hanowerze i Saragossie.

BARTŁOMIEJ MAJZEL (ur. 1974) jest poetą, podróżnikiem, dziennikarzem radiowym, reportażystą. Opublikował książki „Robaczywość” (1997), „Bieg zjazdowy” (2001), „Biała Afryka” (2005), „Doba hotelowa” (2009), „Terror” (2015). Nominowany do Paszportu „Polityki” (2002). Najmłodszy laureat Nagrody Literackiej IV Kolumn. Współtwórca grupy poetyckiej NaDziko.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]