Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zaczęło się od kadencji w Koncercie fortepianowym c-moll Mozarta

Zaczęło się od kadencji w Koncercie fortepianowym c-moll Mozarta

30.08.2016
Czyta się kilka minut
Od tej cząstki utworu, którą kompozytor zostawiał inwencji solisty – w XVIII wieku zadaniem pianisty było zaimprowizować ten fragment, posługując się jako materiałem tematami czy motywami z Koncertu.
P

Praktyka była powszechna, choć Mozart akurat w różnych momentach zanotował szereg kadencji, jakie sam grał: robił to np. na użytek swej siostry, ale w efekcie zwolnił z wysiłku pianistów, wydawałoby się, po wsze czasy. Jednak, jak się okazuje, nie wszystkich: Robert Levin, gdy słuchałem go na jednym z nowojorskich występów, grając na fortepianie historycznym, pozwolił sobie pójść za pierwotnym planem kompozytora, w odpowiednim momencie proponując własną improwizację. Nie bardzo chciałem dać wiarę temu, co słyszałem, ale kilku muzyków z orkiestry upewniło mnie, że w tym samym utworze dzień wcześniej grał całkiem inną kadencję.
Kadencja do Koncertu Mozarta była dopiero początkiem prezentacji niezwykle rzadkiego talentu, jakim jest sztuka improwizacji. W dalszym ciągu występu Levin zaprosił publiczność do podania mu krótkich fragmentów pochodzących z którejkolwiek kompozycji Mozarta, na podstawie których skomponuje na poczekaniu fantazję w stylu mozartowskim. Spośród licznych tematów wybrał kilka, bezceremonialnie, choć z humorem, odrzucając inne, ułożył sobie skrawki papieru na pulpicie, przegrał je raz jeszcze, aby publiczność zaznajomiła się z materiałem, i w chwilę później usłyszeliśmy 10-minutową wirtuozowską kompozycję w stylu i charakterze nie aż tak wiele odbiegającą od muzyki, którą bez wysiłku moglibyśmy utożsamiać z improwizacjami, z jakich słynny był Wolfgang Amadeusz. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Ale czy przypadkiem nie włączył Pan jakiegoś urządzenia nagrywającego? Chętnie posłucham :-) Pozdrawiam Autora
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]