Reklama

Zabawa

Zabawa

14.03.2016
Czyta się kilka minut
Spostrzeżenie, któremu dziś poświęcimy sekundkę, może być powodem do mniemań, że osobnik, któremu owo przyszło do głowy, jest jednak człowiekiem zwichniętym, zaburzonym bądź w najlepszym wypadku niepoważnym.
Fot. Grażyna Makara
Stanisław Mancewicz / Fot. Grażyna Makara
P

Postaramy się tu udowodnić, że takie opinie byłyby niesprawiedliwe, że głoszenie, iż oto polityka stała się odmianą najzwyczajniejszej zabawy, jest opinią całkowicie usprawiedliwioną. Rzecz jasna, na opisanie tego zjawiska przydałoby się więcej miejsca, można by tę zmianę w traktowaniu polityki ogłosić w druku zwartym, opatrzywszy tekst dziesiątkami przypisów, przykładów, słowem: skorzystać z uroku aparatu badawczego, dostępnego każdemu chcącemu i elementarnie gibkiemu.

Nasze tu skromne, siłą rzeczy, rozważania rozpocznijmy od uwagi rezolutnej po stokroć: by pojąć skalę zmiany w traktowaniu przez ogół polityki, trzeba mieć doświadczenie. Trzeba mieć porównanie. By zmianę zarejestrować, trzeba było politykę obserwować za czasów komucha takiego bądź owakiego, trzeba było widzieć komucha upadek, a następnie pojawienie się polityki innego nieco rodzaju. Trzeba było oglądać...

4424

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wpatrzony w lustro człowiek śmiertelny jako ten Sokrates, bo wszem i wobec znana jest owa słabość Sokratesa, czasami przestaje widzieć mocno, obsuwa się na fundamencie i kiedy nie widzi tak mocno to słabo, wręcz słabowicie dostrzega rysy i pęknięcia wizerunku własnego powstałego na kształt i podobobieństwo. Nie trudnym zadaniem okaże się dowiedzenie, że to co widzimy w zwierciadle odbiciem jest światła podającego na przedmiot. Należy wykonać to doświadczenie ostrożnie, bo już w dziecięctwie przestrzegano nas o oczach tragicznych - oczach Bazyliszka, który nigdy nie dożył chwili, w której zmęczenie organu patrzącego zamieniało się w ogląd ciemnej strony mocy. Doświadczenie obojętności na światło wydobywa ponętny, szczegółami obdarzony, czasami nawet lekko rozmyty, nieostry, ale bliski wewnętrznemu stanowi obraz patrzącego w lustro. Wydobywa się wsród drgających tych słojów powietrznych cień narastający z głębi niejako duszy patrzącego. Ogarnia go ów cień narosły i patrzący lustrem się stając, postrzega lustrem, myśli lustrem, a lustro jest jego prawdziwym nim. Wtedy już nie masz patrzącego, a jedynie jego nieskazitelne lustrzane odbicie, które pozbawione jest, że też pozwolimy sobie użyć zupełnie oderwanego od kontekstu rosyjskiego słowa - aszybki. Bez żadnej wątpliwości rzec by można, że oto obiekt pożądania zwany dalej Panem Narodem również w swym życiu doświadczał i doświadcza spotkania ze zwierciadełkiem. Usprawiedliwić swój wybór należy tym, że rzecz o Pani Narodowej byłaby znacznie dłuższa i wzbogacona wieloma dodatkowymi niepotrzebnie wyciąganymi na świat dzienny wątkami do sprawy nic nie wnoszącymi. Stąd oto w lustro niech spojrzy dla dobra wspólnoty Pan Naród, którego charyzmaty znane są jak śmiertelność Sokratesa. I spojrzał. Barwy na obliczu Pana Narodu zeszły o oktawę głębiej i kiedy bohater nasz mógł wreszczie dostrzec we własnym odbiciu zmarszczki, rysy, pęknięcia, szramy, bruzdy, znamiona, piętna i zarysowania wpadł zbyt szybko, chciałby się powiedzieć, że przy udziale nieznanego enzymu, katalizatora, akceleratora, wpadł w zwierciadło stając sie nim w całej swojej okazałości. Odbiciem swym w sile własnego przekonania będąc Pan Naród stał się nieskazitelny i nieskazitelnością zionąc w biegu kilku miesięcy niedostrzeżenie zaczął oglądać z niepokojem trójwymiarową, szkodliwą dla doskonałości rzeczywistość i patrzył drugą stroną. A potem niezłomny już Pan Naród postanowił nigdy, przenigdy nie wracać do postaci, w której miałby mierzyć się z walorami, a i przy okazji przeciętnościami, i tu i ówdzie szczególnościami czy też niepoprawnie używając tego słowa - słabościami. Pan Naród doświadczył nowego, pełnego życia, życia. Z całą powagą bez zbędnych chichów i traktowania spraw żartobliwie lub skandalicznie zabawnie Pan Naród kroczy ku świata bez zdrajców, bez sprzedawczyków, bez kolaborantów, bez donosicieli, bez kogokolwiek i w końcu bez ludzi - żywych nosicieli całego tego dziadostwa w świecie, bo przecież po co komu ludzie ludziom, jeśli w lustrze nie ma żadnych ludzi tylko odbicia. Aż na koniec przyjdzie Pan Naród i przejrzy się w ukrytym skrzętnie zwierciadle i utonie w kolejnym odbiciu, ostatnim i ostatecznym, ponieważ następnego nie będzie, bo jak miałoby być coś zupełnie pozbawione wymiaru jakiegokolwiek - niemożliwe, bzdurne. I zniknie.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]