Nawrocki powtarza, co już Trump dawno nawijał

Mowy wiecowe Nawrockiego to świadectwo jego smutnej peryferyjności i opóźnienia. Na efekt nie trzeba było długo czekać, o czym świadczą wyniki słuchalności znacznie oryginalniej nawijającego Mentzena. Ale czemu Trzaskowskiego w ogóle nie słychać?
Czyta się kilka minut
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny

Po tym, czegośmy się zupełnie nie spodziewali, przyszło wszystko, czegośmy się spodziewali. Nie spodziewaliśmy się burdy u Pomarańczowego Wodza w Białym Domu, ale już pełnego jej zracjonalizowania i używania przez polską prawicę, oczywiście, jak najbardziej.

Zacznijmy od tego, jaką naukę powzięliśmy z lektury opisów wydarzeń waszyngtońskich w mediach polskiej prawicy. Rzec trzeba głośno, że polska prawica – mamy na myśli szczególnie PiS – utraciła samodzielność i oryginalność w kreowaniu bluzgu. Jest to, każdy chyba przyzna, nowina i najbardziej dziś odkrywcze spostrzeżenie. Polska prawica przestała być swoiście twórcza, a stała się odtwórcza. Żyjąc w kulcie trumpizmu, zaczęła otwarcie powtarzać bluzgi wymyślone hen za morzami, przez lepszych. To – jakkolwiek by tego nie ująć – nas rozczarowuje, ale takoż trochę rozczarowuje wielbicieli tej formacji, zwłaszcza ambitniejszych i kreatywnych. Zdolność do rodzimej kreacji w tej branży była jednak marką uznaną, była wkładem do języka emocji. Nie nad estetyką czy etyką tu deliberujemy – po prostu odnotowujemy zmianę.

W praktyce ten regres czy, jak kto woli, małpowanie obserwujemy podczas występów dr. nauk humanistycznych K. Nawrockiego – kandydata obywatelskiego PiS na prezydenta. Z widocznymi trudnościami w artykulacji powtarza bon moty bądź owego nadpobudliwego producenta elektryków, bądź prezydenta USA, a my – jak tu ponuro siedzimy – ziewamy. Bo wsjo to mamy dawno obejrzane i przetłumaczone, z angielskiego na rosyjski i z rosyjskiego na polski. Nie kryjemy, że w kampanii wyborczej oczekujemy jednak jakości, świeżości i rumieńców, a nie bladego dukania. 

Po to przecież włączamy relacje z wieców dr. K. Nawrockiego, by podygotać ze strachu, poczuć nadchodzący kres elit i pakować manatki. Tymczasem mowy wiecowe dr. K. Nawrockiego to świadectwo smutnej peryferyjności i opóźnienia. Owe nie miałyby miejsca, gdyby korzystał z oryginalnego repozytorium bluzgu, autorstwa jego patrona J. Kaczyńskiego, nawiasem dr. nauk prawnych. Gdzie – pytamy – legendarna pisowska gibkość w kreacji bluzgu? Dlaczego – pytamy – zdecydowano się na podróbkę? Taniocha. Na efekt nie trzeba było długo czekać, o czym świadczą wyniki słuchalności znacznie atrakcyjniej i oryginalniej nawijającego dr. nauk ekonomicznych S. Mentzena – kandydata Konfederacji.

Jest coś jeszcze, oto dr K. Nawrocki jest bardzo skoncentrowany. Nie na celu swej aktywności dzisiejszej – dodajmy. Łomocze mgr. D. Tuska, który nie kandyduje. Przecież, co wydaje się logiczniejsze, powinien szczodrze łomotać dr. nauk humanistycznych R. Trzaskowskiego, który kandyduje. W ogóle wszyscy jakby trochę zapomnieli o istnieniu dr. R. Trzaskowskiego, co jest dość osobliwą okolicznością jak na kampanię wyborczą, bo zapomnieli o nim zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy. 

W ogóle dr R. Trzaskowski ma farta – bo nikt mu nie robi wbrew. Nawet ów wyznaczony już namiestnik-ambasador USA, T. Rose (chyba bez doktoratu). Ów Rose – jak słyszymy – bardzo serio traktuje wyznaczoną mu misję wzięcia Polaków za tzw. mordę. Wieszczymy, że ów Amerykanin, gdy tylko rozpakuje walizki, weźmie się tu równo za nas wszystkich, od lewa do prawa, tak że będziemy skowyczeć albo zostaniemy posłani do wycinki lasów na Grenlandię. Jest nieco o ambasadorach w naszej literaturze, już zatem zalecamy lekturę „Dziadów”.

No więc my tu gadu gadu, ale ogół pyta, czy proponujemy dziś jakąś pointę. Nie bardzo, poza odnotowaniem zaskakującej osobliwości. Doktorat jest w Polsce przepustką do prezydentury. Dobre!

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 12/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Kraina doktorów