Z pamiętnika "Mój rok 2005..."

W Warszawie, na Pradze Północ, przy ulicy Środkowej 6, szedłem schodami starego domu w górę i oglądałem drzwi. Na parterze, na pierwszym i na trzecim piętrze drzwi miały kolor brązowy. Na drugim piętrze, tam, gdzie mieszkał pan Wilczyński, właściciel kamienicy zabranej mu przez komunistów, drzwi były czarne.
Czyta się kilka minut

Na wszystkich drzwiach widniał zagadkowy napis:

K + M + B 1957.

Byłem małym chłopcem i dziadek tłumaczył mi, o co chodzi:

- Gdy Jezus narodził się w Betlejem, trzej Mędrcy ze Wschodu, później nazywani królami, przybyli do Jerozolimy oddać pokłon Bogu. Pierwsze litery ich imion - dziadek uśmiechnął się, jak lubiłem - wypisujemy kredą na drzwiach. Kasper, Melchior, Baltazar.

Tamtego roku i jeszcze przez dwa lata, w starym domu przy ulicy Środkowej 6 ojciec oprawiał choinkę, matka i siostra ubierały ją, a ja ustawiałem na podłodze szopkę, gdzie nie brakowało trzech królów. Na twarze postaci z szopki, wyciętej z brystolu, nakładano rozmaite barwy. Pamiętam, że twarz jednego króla była czarna, a dwaj pozostali mieli twarze różowe. Otwierałem “Poczet królów polskich", patrzyłem w oczy naszym władcom i roiłem sobie, że Baltazar to Bolesław Krzywousty, Melchior - Bolesław Chrobry, a Kasper - Bolesław Wstydliwy.

Minęło czterdzieści siedem lat i przed Bożym Narodzeniem Antoni Libera dał mi nowy przekład wiersza Eliota “Podróż trzech Króli". Wiersz jest monologiem jednego króla, opowieścią o przebiegu pamiętnej wyprawy do Betlejem. Odniosłem wrażenie, iż opowiada Baltazar - ten, który nowo narodzonemu królowi żydowskiemu podarował mirrę (żywicę z kory balsamowców, używaną do sporządzania “świętego oleju namaszczenia"). Monolog króla w przekładzie Antoniego Libery kończą dwa tajemnicze zdania:

Wróciliśmy do siebie, do naszych starych

Królestw,

Ale w tym dawnym obrządku jakoś nam

już nieswojo,

Obco wśród tego tłumu zapatrzonego w swe

bóstwa.

Rad byłbym innej śmierci.

W wigilię Bożego Narodzenia pojechałem na Pragę Północ, do starego domu przy ulicy Środkowej 6 i jak niegdyś szedłem schodami w górę, oglądając drzwi. Na drugim piętrze - tam, gdzie mieszkał pan Wilczyński, właściciel kamienicy zabranej mu przez komunistów, drzwi miały kolor szary. Nasze dawne drzwi, te na trzecim piętrze, także były szare. Na wszystkich drzwiach powtarzał się znajomy napis:

K + M + B 2004.

Pani Czesława Rutkowska, którą poznałem pod drzwiami na drugim piętrze, powiedziała, że odkąd z kapliczki w sieni ukradł ktoś Matkę Boską, jest tam teraz Jezus.

Kiedy dotarłem na strych, pod oknem w dachu znalazłem trzy pióra.

Dwa gołębie i jedno - nieznanego mi ptaka.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 02/2005