Moc pierworodnej

Jak przetrwać kryzys Kościoła? Możemy się uczyć od tych, którzy już przeżyli trudny czas. Na przykład od niedocenianego w Polsce Kościoła francuskiego.

Reklama

Moc pierworodnej

Moc pierworodnej

01.04.2019
Czyta się kilka minut
Jak przetrwać kryzys Kościoła? Możemy się uczyć od tych, którzy już przeżyli trudny czas. Na przykład od niedocenianego w Polsce Kościoła francuskiego.
Siostry kibicują kolarzom podczas Tour de France w Brignoles, lipiec 2009 r. ERIC GAILLARD / REUTERS / FORUM
J

Już chyba po raz dwudziesty odprawiam dwu- lub trzytygodniowe rekolekcje na „pustyni” w jednej ze wspólnot kontemplacyjnych w południowej Francji. Po powrocie do Polski słyszę zwykle: „Francja? – Puste kościoły. Brudne. Ruina. Laickość. Bezbożność. Antyklerykalizm. Masoneria. Upadek wiary”. Zwykle moi rozmówcy przywołują w tym miejscu rewolucję francuską i wszelkie zło, jakie ona zrodziła. Obrywa się też prezydentowi Francji i całej Unii Europejskiej. Na koniec najczęściej dodają coś w tym stylu: „Jeśli laicyzm nas jeszcze całkiem nie zalał, to dzięki Kościołowi w Polsce, ostoi chrześcijaństwa. Jeszcze tylko u nas wierni co niedziela zapełniają świątynie, a dzieci chodzą na katechezę”. Czy rzeczywiście?

Zaangażowanie

Przez wieki Francja była w zdecydowanej większości katolicka („pierworodna córa Kościoła”). Liczne diecezje francuskie posiadały seminaria z dużą liczbą kandydatów do kapłaństwa. W wielu rodzinach jedno z dzieci wybierało drogę duchowną. Duża liczba księży wyjeżdżała z tego kraju (misje w XVII-XX wieku opierały się w dużej części na duchowieństwie francuskim, kształtowanym w seminarium Towarzystwa Misji Zagranicznych – Missions Étrangères, działającym do dzisiaj). Kościół francuski dysponował wielkimi zasobami, także materialnymi; w każdej wiosce była świątynia, czasem dwie. Na jedną przypadało kilkuset wiernych; w każdej z nich posługiwał kapłan lub kilku.

Aż oto przyszły lata 60. XX w. (symboliczny stał się rok 1968 utożsamiany z początkiem „rewolucji kulturalnej”). Mentalność człowieka Zachodu bardzo szybko się zmieniła. Na to nałożyły się zmiany w sposobie funkcjonowania Kościoła po Soborze Watykańskim II. Dość duża część chrześcijan we Francji – i nie tylko – oddaliła się od wiary, liczba powołań sukcesywnie spadała. Parafie – siłą rzeczy – łączono w większe jednostki. Obecnie jeden kapłan przypada na kilka, czasem kilkanaście wiosek, stacjonując tylko w jednej z nich. W pozostałych miejscowościach kościoły sprawiają wrażenie pustych (odprawiana jest tam msza w niektóre niedziele) lub zostały zamknięte.

Nie jest to jednak tylko dowodem „laicyzacji” społeczeństwa; miejsc kultu było po prostu zbyt wiele, by nadal mogły być obsługiwane w takim stopniu jak poprzednio. Ci, którzy nadal uczestniczą w Eucharystii, przyjeżdżają do kościoła centralnego lub do wyznaczonego na daną niedzielę.

Dzisiaj około 7 proc. Francuzów uważa się za osoby wierzące, uczęszczające regularnie na niedzielną mszę, co w porównaniu z Polską (ok. 30 proc.) wypada statystycznie blado. Francuzi jednak wierzą inaczej niż Polacy. Jeśli ktoś się deklaruje jako katolik, zwykle angażuje się w przygotowanie mszy (świeccy czytają lekcje, grają, śpiewają, rozdają komunię świętą, roznoszą ją do chorych) i w życie parafii (animują grupy modlitewne lub są ich członkami, katechizują dzieci przy kościele). Wielu z nich uczestniczy w regularnej formacji duchowej, należąc do jednej z nowych wspólnot. Dużo osób odmawia codziennie jutrznię i nieszpory, modli się w ciszy (30 lub 60 minut). Oczywiście nie jest to regułą, ale jeśli Francuz wierzy, to wierzy konsekwentnie.

Ludzie Boga

Spójrzmy szerzej: co się dzieje między parafiami? W odległości 10 kilometrów od miejsca, skąd piszę ten tekst, znajduje się klasztor cysterski Sénanque, gdzie mnisi śpiewają codziennie boskie oficjum. Z drugiej strony – Le Barroux, a w nim pięćdziesięciu kilku benedyktynów, którzy czynią podobnie w nowo zbudowanym na wzór romański klasztorze. W ostatnich latach odnotowano tam napływ tylu kandydatów, że zmuszeni byli otworzyć drugą fundację (między Agen a Tuluzą). 2 kilometry dalej wyrósł klasztor żeński (kościół konsekrowany w 2005 r.) – tutaj 30 mniszek w średniej wieku około 40 lat żyje według zasady św. Benedykta „Ora et labora” (módl się i pracuj), nigdy nie opuszczając klauzury (ora w całości po łacinie). W innym kierunku – trapistki z Blauvac. Mogę do nich dojść pieszo lasem i między winnicami w ciągu półtorej godziny. Przeciętna wieku podobna. Ile ich jest? – nie wiem. Nie liczę. Nie potrafię wyjść z kościoła, kiedy śpiewają psalmy przy wtórze cytry.

Nieco dalej – benedyktyni w opactwie Ganagobie z wielowiekową tradycją. Bardziej na południe – klasztor żeński ­(Notre Dame de Fidélité de Jouques – 45 benedyktynek w wieku od 19 do 90 lat). W kierunku morza – samotnia kartuzów, zaplecze Wielkiej Kartuzji znanej z filmu „Wielka cisza”, do której przenoszą się starsi anachoreci, niezdolni już do dalszego pobytu w ostrym klimacie alpejskim. Kartuzki mają swoje samotnie koło Reillanne. Wszystkie zajęte. Kandydatki zgłaszają się najpierw na kilkumiesięczny okres próbny (w kolejce czeka obecnie kilkanaście młodych dziewcząt – przyjmują po dwie na kilkumiesięczny pobyt sprawdzający). Karmelitanki są w Arles i Marsylii; klaryski klauzurowe – w Aix-en-Provence, Mounfavet i również w Marsylii, dominikanki klauzurowe – w Saint-Maximin-la-Sainte-Baume, wizytki – w Sorgues i Tarascon. Byłbym zapomniał – jeszcze Aiguebelle, klasztor trapistów (z jedynym polskim trapistą, o. Michałem Zioło); stąd wyruszyli mnisi do Tibhirine w Algierii, męczennicy beatyfikowani w ubiegłym roku. Ich historię opowiada film ­„Ludzie Boga”.

Wydawało mi się, że to koniec, a tymczasem w tym roku odkryłem trzy kolejne miejsca. Pierwsze to opactwo w Lioba (benedyktyni i benedyktynki), gdzie teolog André Louf spędził kilkanaście ostatnich lat swojego życia. Drugie – mała wspólnota sióstr w opactwie Epiphanie, czerpiąca także z tradycji prawosławnej i żydowskiej (piękne nieszpory!). Trzecie – Le Tubet – miejsce, gdzie narodziła się wspólnota Małych Sióstr Jezusa (w duchowości Karola de Foucauld). Nad ich klasztorem cmentarz z grobem o. René Voillaume’a, w którego książkach – „Echach Nazaretu”, „Rekolekcjach watykańskich” i innych – zaczytywałem się jako kleryk. Wszystkie te miejsca znajdują się w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od mojej obecnej pustelni. W każdym na niedzielną Eucharystię gromadzą się rzesze wiernych. Co jeszcze odkryję w przyszłym roku?

Pewnego dnia jestem w benedyktyńskim opactwie Bec Hellouin (benedyktyni biali; to stąd wyruszył do Anglii mnich Anzelm, późniejszy biskup Canterbury, święty i doktor Kościoła). W sobotę o 21.00 siostry zabierają mnie do klasztoru ojców na Godzinę Czytań. Dzwony biją, z różnych stron schodzą się ludzie. Po wejściu do środka – w chórze klasztornym mnisi i mniszki, a w nawie głównej około 200 osób, w tym 40 skautów. Wszyscy śpiewają psalmy, potem słuchają czytań brewiarzowych. Pełną godzinę. Nikt nie wychodzi. Następnego dnia kościół jest wypełniony po brzegi. Msza święta gregoriańska trwa półtorej godziny. „Przyjeżdżam tu regularnie z Paryża – zwierza mi się pewna kobieta po wyjściu z kościoła. – Tu jest moje miejsce”.

Takich miejsc jest we Francji wiele. Nie dziwmy się, że kościoły parafialne wyglądają na nieco opustoszałe. Chrześcijanie przychodzą do wspólnot monastycznych, by tam wzbogacać swoje wnętrze. A ja każdego roku stawiam sobie pytanie: skąd oni biorą ludzi? Bo przecież to nie są dziesiątki ani setki. To tysiące osób konsekrowanych. Już nie mówiąc o pustelnikach, których liczbę we Francji szacuje się na trzystu. I o dziewicach konsekrowanych: w całym świecie jest ich 4 tysiące, z czego we Francji – 650.

W Polsce życie monastyczne zostało wykorzenione podczas zaborów i do dziś nie może się odrodzić. Zniknęli kartuzi (kiedyś zasiedlali Gidle, Kartuzy, Berezę Kartuską). Cystersi i benedyktyni objęli parafie. Kameduli ostali się w formie szczątkowej na krakowskich Bielanach i w Bieniszewie. Trapistów nigdy nie było. Pewnym znakiem nadziei są Wspólnoty Jerozolimskie i Betlejemitki w Grabowcu pod Wejherowem (obie wspólnoty importowane z... Francji). Życie polskich chrześcijan opiera się na strukturze parafialnej; francuskich – w dużym stopniu na wspólnotach monastycznych.

I nowych wspólnotach.


CZYTAJ TAKŻE

LAICKOŚĆ PO FRANCUSKU: W polskiej dyskusji na temat rozdziału Kościoła od państwa model francuski funkcjonuje jako negatywny wzorzec. Czy słusznie?


Nowa droga

W moich zapiskach kleryckich zanotowałem: po dziesięciu latach kapłaństwa poproszę o „rok szabatowy” – rok pustyni, samotności i ciszy. Gdy zbliżał się ten czas, zacząłem poszukiwania, gdzie mógłbym zrealizować swoje pragnienie. W Polsce – owszem, jest wiele klasztorów. Ale miejsca na roczny pobyt w samotności nie znalazłem. Rozglądnąłem się szerzej i wtedy ktoś mi powiedział o wspólnocie w południowej Francji, która oferuje nie tylko możliwość takiego pobytu, ale jest do tego przygotowana i umożliwia dalszą formację, nawet przez całe życie. Nie zawiodłem się.

Każdego dnia była konferencja o modlitwie i życiu duchowym. A potem praktyka: dwie godziny modlitwy w ciszy – godzina rano, godzina wieczorem i jeszcze trzy razy w tygodniu – godzina w nocy o 1.00. Do południa praca fizyczna w winnicy lub w lesie. O 12.00 msza. A po niej dużo czasu indywidualnego na czytanie i rozmyślanie. Obok mnie rok samotności przeżywało dwóch księży i kilkanaście osób świeckich. Większość z nich pozostała na drugi rok. Ja musiałem wracać – taką miałem umowę z moim biskupem. Później dowiedziałem się, że podobnych miejsc, gdzie można zamieszkać i uczestniczyć w życiu danej wspólnoty, jest we Francji... ponad 300! Dzisiaj ponownie jestem w „moim miejscu”. Rok szabatowy odbywa tu teraz 5 księży i około 20 świeckich.

Nowe wspólnoty to druga – obok klasztorów monastycznych – przestrzeń duchowa chrześcijan we Francji. Gdy po roku ’68 część księży porzuciła sutannę, niektóre parafie zostały bez duszpasterza. Wierni, jak pierwsi chrześcijanie, schodzili się na wspólne czytanie Pisma Świętego i modlitwę. Niektórzy biskupi dostrzegli w tym szansę: zadbali o formację duchową i teologiczną świeckich. I tak w różnych miejscach pojawiły się zalążki około 150 nowych wspólnot.

Niektóre z nich rozrosły się do dużych rozmiarów, przekraczając granicę francuską. Emmanuel (dzisiaj ponad 10 tysięcy członków, w tym kilkaset świeckich konsekrowanych), Wspólnota Błogosławieństw (Béatitudes), Chleb Życia (Pain de Vie), Wspólnoty Jerozolimskie, Skała (Le Rocher), Słowo Życia (Verbe de Vie), Nowa Droga (Chemin Neuf). Do tego trzeba dodać Ogniska Miłości Marty Robin (Foyers de Charité – kilkadziesiąt tysięcy członków), Équipes Notre-Dame ks. Henriego Caffarela, Arkę (l’Arche) Jeana Vaniera, wspólnotę ekumeniczną w Taizé oraz wiele instytutów świeckich, których nazw nie sposób tu wymienić. Każda z tych wspólnot ma swój własny charyzmat, własny kształt, własną strukturę, nieraz własne seminarium.

Wspólnota Jerozolimska, kościół Saint-Gervais, Paryż / FOT. ANDRZEJ MUSZALA
Wspólnota Jerozolimska, kościół Saint-Gervais, Paryż / FOT. ANDRZEJ MUSZALA

Diakonia

We Francji działa wielu świeckich diakonów, celibatariuszy lub żonatych. W ­Toulonie Gilles Rebêche założył 30 stowarzyszeń do prowadzenia różnych dzieł charytatywnych i domów na terenie diecezji – dla imigrantów, bezdomnych, samotnych matek, wykorzystywanych dziewcząt, chłopców z ulicy, byłych więźniów. Zatrudnia w nich 250 pracowników etatowych, pomaga mu ponad 2 tysiące wolontariuszy, w większości młodych. Rozpoczynał w latach 80., nie mając nic poza sercem i parą rąk. Dzisiaj jego Diakonia jest modelem służby Kościoła w całej Francji – podobne dzieła powstają w innych diecezjach.

Słuchając rekolekcji Gilles’a przed kilkoma laty, zapamiętałem jedną myśl: Bóg objawił swoje imię i nazwisko w Piśmie Świętym. Imię – w Starym Testamencie (Ja Jestem); nazwisko – w Nowym (Pośród was jako ten, który służy). Oto pełne objawienie się Boga człowiekowi: „Ja Jestem pośród was jako ten, który służy”. Na taki obraz zostaliśmy stworzeni. Tak mamy żyć.

Przed laty biskup namawiał Gilles’a, by został księdzem. On jednak wolał być diakonem. Dziś ma około 60 lat i ciągle otwiera nowe domy.

Godzina czuwania

W przekonaniu polskich wiernych francuskie seminaria są puste. W latach 80. ubiegłego wieku biskup Paryża kard. Jean-Marie Lustiger odważył się na ryzykowny krok: zamknął seminarium na dwa lata (kandydaci musieli czekać albo przenieśli się do innych diecezji). W tym czasie dokonał gruntownej reformy seminarium, dostosowując system kształcenia kleryków do wymagań współczesnego świata. Wprowadził rok propedeutyczny, by każdy kandydat mógł dobrze rozeznać swoją drogę życia. To teraz norma w całej Francji. Wzmocnił formację duchową: klerycy, a następnie księża paryscy modlą się w ciszy godzinę każdego dnia, w myśl słów Mistrza: „Jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?” – Mt 26, 40. I otworzył Szkołę Katedralną (l’École Cathedrale; dzisiaj Collège de Bèrnardins), dla której opracowano nowy system studiów. Zrezygnował z jednego budynku seminarium, rozmieszczając kleryków w grupach 8-, 10-osobowych, każda ze swoim ojcem duchowym, w specjalnie do tego przygotowanych domach przy wybranych parafiach.

Dzisiaj diecezja paryska wyświęca rocznie kilkunastu księży. Kilkanaście lat temu na spotkaniu w seminarium paryskim ks. Grzegorz Ryś, dziś biskup łódzki, zadał pytanie: „Ilu kapłanów wyświęconych »po reformie« porzuciło kapłaństwo?”. „Jeden” – padła odpowiedź. Przez cały ten czas nie odnotowano w diecezji paryskiej żadnego skandalu na tle materialnym lub seksualnym.

Wspomnijmy też o seminarium wspólnoty św. Marcina (St. Martin) w Évron, które od kilkunastu lat przeżywa swój niebywały rozkwit. W tym roku kształci się w nim około 120 kleryków. Po święceniach neoprezbiterzy wysyłani są w trzyosobowych grupach do parafii różnych diecezji, zwłaszcza tych, które cierpią na brak powołań. Jednak niektóre diecezje radzą sobie całkiem dobrze. Seminarium w Toulonie liczy około 70 kleryków, w Aix-en-Provence na rok propedeutyczny zgłosiło się 17 kandydatów. Dla porównania w Warszawie pierwszy rok studiów rozpoczęło ośmiu kleryków, w Gdańsku sześciu, w Częstochowie trzech, w Olsztynie jeden...

Zaplecze

Kościół francuski jest ubogi. Nie dysponuje wielkimi zasobami finansowymi. Księża nie są zatrudnieni w szkołach i nie otrzymują pensji od państwa. W szpitalach kapelani posługują za darmo, nieraz mają do pomocy przeszkolonych świeckich, którzy roznoszą komunię i rozmawiają z chorymi. W pewnym kilkunastotysięcznym mieście miałem okazję spotkać się z grupą katolicką, posługującą w lokalnym szpitalu, liczącą 60 wolontariuszy opieki duchowej pod kierownictwem diakona świeckiego.

Kapłani na parafiach utrzymywani są z ofiar wiernych: według ogólnie przyjętej zasady proponuje się, aby każdy uczestnik niedzielnej Eucharystii raz w roku przeznaczył 10 proc. swojej jednej pensji miesięcznej na utrzymanie duszpasterzy; pieniądze dzielone są po równo. Przekraczający próg seminarium to prawdziwi radykałowie, decydujący się porzucić wszystko, by stać się ewangelicznymi uczniami Pana.

Na początku XX wieku wszystkie kościoły – jako obiekty historyczne – przeszły na własność państwa. Parafie nie mogą ich restaurować, odnawiane są z budżetu państwowego, którego ciągle brakuje. Uwzględnić trzeba przy tym ogromną liczbę kościołów zabytkowych we Francji. Dlatego polskiemu katolikowi, który znajdzie się w jednym z nich, wydaje się on często brudny i zaniedbany; jakże łatwo wówczas wydać pobieżny sąd o „upadku wiary” i „laicyzacji”!

Mimo to Kościół francuski radzi sobie całkiem dobrze na tle Kościołów w sąsiednich krajach. Całą dobę nadawany jest telewizyjny program katolicki KTO (także w wersji internetowej: www.ktotv.com). Szczególnie piękne są transmisje mszy i nieszporów z Notre Dame w Paryżu oraz liturgii z kościoła Wspólnot Jerozolimskich; co wtorek transmitowane są debaty teologiczne (Les Mardis des Bèrnardins). Od 1880 r. wydawany jest dziennik katolicki „La Croix”: czytał go już ojciec św. Teresy z Lisieux, o czym wspomina święta w swoich „Rękopisach”. Dziś ma on ponad stutysięczny nakład. Ukazuje się też wiele tygodników i miesięczników katolickich („Panorama”, „La Vie”, „Le Pèlerin”, ­„Croire”, „Famille chrétienne”, „France Catholique”, „Témoignage Chrétien”, „Il est vivant!”).

Teologia francuska jest ciągle jedną z najbardziej liczących się w Kościele; wystarczy wspomnieć o pionierskiej serii patrystycznej „Sources Chrètienne”, wydawanej od lat 40. XX wieku (wydano już ponad 600 tomów) i wielkich słownikach: „Dictionnaire de théologie catholique” (24 tomy) lub „Dictionnaire de spiritualité” (także 24 tomy). Dobrze trzyma się filozofia personalistyczna młodego pokolenia (François-Xavier Bellamy, ­Fabrice Hadjadj tłumaczony także na ­język polski), duchowość („Chcę widzieć Boga” o. Marii Eugeniusza OCD jest podstawą formacji w wielu wspólnotach zakonnych na całym świecie) oraz liturgia (śpiew gregoriański z Solesmes, kanony z Taizé czy też kompozycje liturgiczne ­André ­Gouzes’a upowszechniane przez polskich dominikanów). I można by pisać o wielu jeszcze innych znakach nadziei...

Ubodzy, a wzbogacają wielu

Chrześcijanie francuscy przekładają wiarę na życie. Działają tu mocne ruchy pro-life, które organizują „Marsze życia” i prowadzą szeroką działalność edukacyjną i medyczną, jednak bez uciekania się do eksponowania zdjęć płodów po aborcji. Wystarczy wymienić Fundację Jérôme Lejeune lub stowarzyszenie Alliance Vita.

Żyją w państwie religijnie neutralnym – słowo „laicki” nie ma w języku francuskim znaczenia pejoratywnego, jak w języku polskim, oznacza po prostu „neutralny”. „Ubodzy, a wzbogacają wielu. Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek” – jak pisał autor Listu do Diogneta w II wieku po Chrystusie.

Nie jestem frankofilem. Dostrzegam także słabości, słysząc np. o przykrych skandalach we Wspólnocie św. Jana, której założyciel molestował wychowanki. Ale gdy czasem słyszę pogardliwe opinie o Kościele francuskim, niestety nieraz z ust moich współbraci księży, wypowiadane zwykle z trudnym do ukrycia poczuciem wyższości, myślę o tym, że od chrześcijan we Francji można by uczyć się tego, jak wejść w trudne czasy, które dla naszego Kościoła właśnie się zaczęły. ©


CZYTAJ TAKŻE

WOLNOŚĆ, RÓWNOŚĆ, PRZEŻYWANIE: Czy Kościół w Europie umiera? Czy on również przypomina „niepłodną babcię”, jak nasz kontynent nazwał papież Franciszek? Poszukując odpowiedzi, pisaliśmy już o Włoszech, Irlandii i Czechach. Dziś – o Kościele we Francji.

Galeria zdjęć
  • Wspólnota Jerozolimska, kościół Saint-Gervais, Paryż / FOT. ANDRZEJ MUSZALA

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

bardzo charakterystyczny jest ten oto fragment tekstu: "duża część chrześcijan we Francji o d d a l i ł a się od wiary" - takimi eufemizmami także ksiądz próbuje zaczarować rzeczywistość, Francuzi po prostu p r z e s t a l i wierzyć w to, co im zostało narzucone - i nie ma innej drogi dziś dla chcącego przetrwać w Europie kościoła, jak przykładem własnego u b o g i e g o życia głosić ewangelię

różnica między kościołem katolickim we Francji i w Polsce jest jak między katolicyzmem a islamem, albo i większa - to są różne światy, Autor najwyraźniej nie chce tego wprost wyartykułować - za to w jednym krótkim zdaniu daje receptę na zmiany pisząc "Kościół francuski jest ubogi" +++ nie jest bynajmniej odkrywczy w tej konstatacji, że chciwość i pycha w sposób karykaturalny zmieniają instytucję kościoła wiadomo od wieków - pytanie, czy ta powszechna już świadomość cokolwiek może na lepsze zmienić w kościele polskim? absolutnie nie - najpierw musi wymrzeć całe pokolenie Wojtyłowych biskupów, wraz z uformowanymi przez nich zdemoralizowanymi plebanami - czyli jak w ciężkim alkoholizmie, najpierw musi ten kościół walnąć zwłokami o podłoże, posmakować całkowicie pustych kościołów i tacy lżejszej od powietrza, i dopiero wtedy ma szanse na wytrzeźwienie i regenerację

I tak oto ok.300 mnichów i mniszek którzy nie sa 90 letnimi starcami w 60 milionowym kraju, upowaznia autora do insynuowania jakoby Kościół Francuski był co najmniej tak samo żywy jak Polski:)... Co prawda "Francuzi wierzą inaczej"a koscioły "sprawiają wrażenie pustych"(te ktore jeszcze nie zostaly zburzone lub sprzedane)ale to tylko dlatego że "było ich kiedyś za dużo". Co prawda kolejne seminaria sa zamykane, ale "niektóre diecezje radza sobie całkiem dobrze". Czytaj, maja po kilkunastu,ba nawet 70 kleryków... Czarowanie rzeczywistosci nic nie da ksieze... A niektorzy ksiedza wspólbracia z Polski po kilkunastu latach mówia wprost o powrocie do ojczyzny ,bo "tu juz nic nie ma".

"Niektóre z nich rozrosły się do dużych rozmiarów, przekraczając granicę francuską... Arkę (l’Arche) Jeana Vaniera, wspólnotę ekumeniczną w Taizé..." Dzięki l'Arche polski Kościół ma (św) s. Małgorzatę Chmielewską i Wspólnotę Chleb Życia, a na bazie kanonów wspólnoty Taize powstał śpiewnik "O niepojęta Trójca", który jest ewangelią odnowy liturgicznej. Bez tych francuskich wzorców pewnie polski Kościół trwał by w integryzmie Katolickiego Głosu deklaraującego, że "Polska jest najważniejsza", czyli w alter-katolickiej stajni Augiasza, której zaduch jest coraz trudniejszy do wytrzymania, szczególnie dla młodych ludzi...

a któż każe w tym smrodzie się ludziom kisić?!...

Czy węża, który wdarł się do Winnicy Pańskiej, należy wyrzucać wbrew jego wolności? "Odrobina (faryzejskiego) zakwasu zakwasza całe ciasto". Ale ani wąż, ani faryzeusz, nie jest istotą człowieka-to są jego grzeszne przypadłości. Dlatego Kościół-ten prawdziwie katolicki, nigdy i nikogo nie powinien ekskomunikować. Nie tylko reformatora, jak Marcin Luter(co 500 lat doprowadziło do schizmy w Kościele), ale nawet i egzemplarze z rodzaju trzody chlewnej, które "katolickim głosem" zanieczyszczają Kościół na podobieństwo chlewu. A opcja opuszczenia swojego dziedzictwa ze względu na smród grzechu-nie wchodzi w ogóle w rachubę.

nie wiem, co to "swoje dziedzictwo" u Pana, ten kościół dostał Pan bez pytania [i de facto bez możliwości odmowy przyjęcia, stąd Pańskie i innych do smrodu przywiązanie] w spadku po przodkach - a co do ekskomuniki, to z całym szacunkiem, ale przejmowanie się takim bzdetem i traktowanie go poważnie dziś, kiedy już na stosach kościół nie pali innowierców itepe, to już czysto sekciarski obyczaj

dołączonym do daru biologicznego życia-tak jak nie żyjemy sami z siebie i dla samych siebie, tak samo jest nam dane miejsce w Kościele(synowskiej relacji z Bogiem)-łaską Objawienia daną naszym poprzednikom(także naszym rodzicom). Można odrzucać samemu tą łaskę (Kościół), podobnie jak jest możliwe popełnienie samobójstwa, ale to "przeklęta opcja" skutkująca "piekielnym potępieniem"(choć miłosierdzie Boga sięga samego dna piekła, gdzie jest także Ofiara Chrystusa...). A Kościół (instytucjonalny) nigdy nikogo nie palił stosie( ani nawet nie skazywał na śmierć), tylko badał, czy zaistniała herezja-dalsze losy delikwenta (kara lub ułaskawienie) zależały już od władzy świeckiej

z tym "darem Boga", jak nie przymierzając trzecioligowy kaznodzieja odgrzewający po raz setny stare kotlety z ambony, i już zupełnie kosmicznie z "nikogo nie palił"... - przy okazji, ta Pańska ostatnia [żałosna] uwaga podsunęła mi taką oto myśl, że może trzeba by - w imieniu i dla zachowania godności oraz pamięci ofiar kościoła i jego Świętej Inkwizycji - zająć się na szczeblach państwowych i międzynarodowych ściganiem dopuszczających się k ł a m s t w a inkwizycyjnego?...

może to być pokarm żywy i wciąż świeży-anachronizm nie dotyczy samej istoty rzeczy, np. prawdy istotnej i nieprzemijającej...A na podstawie jakiego werdyktu Sz.P. chciałby ścigać wzmiankowane "kłamstwa inkwizycyjne"-prawdy historycznego faktu, czy prawdy narracji o tejże historii?

i z Panem Bogiem

Mieszkajac we FR od 1981 gdzie zastal mnie stan jaruzelski, moge w wiekszosci potwierdzic to co Ksiadz pisze w artykule. Jednego mi zabraklo : paru zdan o instytucjonalnym kosciele importowanym z Polski pod przykrywka tzw PL misji katolickiej. Przyjezdzaja tutaj i szarogesia sie jak w wiejskiej parafii kolo Wolki Gornej, majac ludzi za tumanow bez mozgu i rozumu, zupelnie nie wyczuwaja specyfiki Francji, zupelnie odmiennej od Polski, nie tylko religijnie ale i kulturowo. Oczywiscie uogolniam, i nie chce krzywidzic nikogo, ale za dlugo tu mieszkam by nie wspomniec o paru przypadkach chocby z dwoch - trzech najwiekszych miast poza Paryzem : polscy swiezo przyjechani ksieza ot po prostu totalnie ZNISZCZYLI to, co zastali jako polskojezyczne wspolnoty katolickie. Odbudowanie trwa juz 10 czy 15 lat, ale juz bez zapalu i szczegolnie - bez ludzi, szczegolnie mlodych. Pewnym "zasileniem" byl okres otwarcia FR rynku pracy, gdzie Polacy przyjechawszy swiezo z Polski, przez pierwsze miesiace robili jak w Polsce : w niedziele wypadalo isc do kosciola na "polska msze", to szli, ale z czasem ich ilosc topniala, a topniala tym bardziej im bardziej odpychajacy byli wlasnie polscy ksieza. Znam 2-3 ksiezy Polakow, ale inkardynowanych tutaj albo nalezacych do tutejszych zakonow/zgromadzen. Bardzo czesto to do nich zwracaja sie Polacy, zwlaszcza ci 'starej daty' od wielu latu tu zyjacy - jesli potrzeba poslugi spowiedzi, pogrzebu czy slubu. A nie od ksiezy z "misji katolickiej" dyrygowanej z Paryza tak, jak sie dyryguje w Polsce diecezjami. Tutaj (we FR) wspolnoty katolickie wspoltworza "parafie" : ksiadz jest od sakramentow : eucharystii, spowiedzi. Od reszty sa diakoni swieccy. A od spraw materialnych sa swieccy. Ksiadz nie ma stycznosci z pieniedzmi poza swoimi osobistymi. Kwestia formacji, tzw SEMINARIOW : przyjmuje sie wylacznie (poza wyjatkami do policzenia na palcach jednej reki) ludzi majacych 'swoje lata', odbyte studia, staz pracy w jakims zawodzie. Wpierw przechodza rok czy dwa dojezdzajac na spotkania, indywidualne, grupowe, "rekolekcje". Potem dopiero studia 2 lata, powrot do zycia "normalnego" we wspolpracy ze konkretna wspolnota katolicka wiernych i ksiedza, i dopiero po roku czy dwoch, kolejna formacja, teologiczna, ale wciaz w scislym powiazaniu z zyciem "w swiecie". I dopiero na koniec, dopuszczenie do przyjecia swiecen. Trudno, srednia wieku francuskich ksiezy oscyluje miedzy 60 a 70 lat, ale lepiej jeden sprawiedliwy niz 100 urzednikow Pana B. wypuszczonych ze sztampowego seminarium jak to drzewiej w Polsce bywalo : i taki 25-latek swiezo upieczony ksiadz z ambony nauczal ojca jak sie robi dzieci, nie majac zielonego pojecia o zyciu ani o swiecie, bo ostatnie 6 czy 7 lat spedzil w zaciszu seminarium gdzie mial podane, uprane, przygotowane na tacy. Tutaj biskup czy zakon patrzy realnie : 20-latek po maturze, poza wyjatkiem ze jesy jakims natchnionym swietym - jak on moze decydowac o czyms, o czym w ogole nie slyszal? Niech pozna studia, prace, niech dzieli zycie takie, jakie maja ludzie w tym spoleczenstwie. Jak popracuje, zazna zycia pod kazdym aspektem, to po 30stce czy 40stce, zglasza sie SWIADOMIE wiedzac z czego chce byc moze zrezygnowac i w co wejsc na reszte calego zycia. Przepraszam za chaotyczne pisanie i brak polskich znaczkow, pozdrawiam Ksiedza (bo widze ze mowi o mojej okolicy - Prowancji) z checia zapraszam na (malutkiego!) pastisa by z Ksiedzem porozmawiac. Szacunek dla PP Czytelnikow i mojego TP :)

Zadziwiający wpis potwierdzający zawartość artykułu. A sam artykuł spowodował opadnięcie mojej szczęki. Jakiż różny obraz od przedstawianego w naszej narodowo - katolickiej propagandzie. Gdzież my do tego kościoła z artykułu? I od razu przypomniały mi się zapewnienia naszego światłego premiera o naszej, polsko-katolickiej roli głównej w rechrystianizacji Europy. Francuzi, wzorem prezesa RP, mogliby zakrzyknąć - "wara od naszych kościołów".

że kaczyści z biskupami celebrują ksenofobię, a ich marzeniem zamknięcie granic i paszporty nasze w kurii albo na komendzie?... - wyssać ile się da z Unii i zagnać stado z powrotem do smrodlawej stajenki, jak to nieco wyżej Pan Jarosław N. trafnie ujął;)

-symbol chwały swej pierworodności. Ale nie traci miłości Oblubieńca, który jest wierny swej Oblubienicy-pomimo jej nierządów. Izrael odbudował Świątynię po powrocie z niewoli babilońskiej na znak odnowy Przymierza, któremu Bóg jest zawsze wierny. Padają zapowiedzi odbudowy Katedry i wszystko wskazuje na to, że Pierworodna odbuduje swoją chwałę w mocy Ducha.

tych wersalików?...ツ

A wersaliki mogą się kojarzyć z Wersalem; zaś Wersal-z bon tonem(czyli umiarem dobrego smaku)

ale te Pańskie kojarzą się z kiczem i megalomanią

De gustibus non est disputandum...
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]