Wywiedzione z ciszy

101 zdjęć składa się na album ,,Eva Rubinstein. Fotografie 1967-1990”, którego premiera odbyła się 24 kwietnia w Poznaniu.
Czyta się kilka minut

Fotografie obchodzącej w tym roku 70. urodziny Evy Rubinstein, córki pianisty Artura Rubinsteina, znane są na całym świecie; pokazywano je m.in. w Nowym Jorku, Paryżu, Berlinie, Londynie, Budapeszcie, Madrycie. Z okazji ukazania się książki artystka przyjechała z Nowego Jorku do Poznania.

Od kilku lat już nie fotografuje, ale wciąż widzi wycinki świata jako potencjalne elementy zdjęć. Zauważalna jest w tych pracach potrzeba ciszy, ładu. Eva Rubinstein odsyła do drugich, trzecich den rzeczywistości, na inne piętra świadomości. Przedstawienie świata łączy z jego interpretacją. Jej fotografie są wysmakowane, wywiedzione z ciszy, mówiące milczeniem, pełne lekkości. Mallarme przyrównał prozę do marszu, poezję zaś do tańca. Eva Rubinstein, niegdyś tancerka, tworzy fotografie tańczące, poetyckie. Fotografia jest dla niej jak muzyka, a negatyw - jak partytura.

Bez trudu można tu zauważyć umiłowanie podwójności: portretuje bliźniaczki („Twins”), dwa sąsiadujące krzesła („Mayoralty częstym motywem jest lustro, odbicie. Znamienne, że samo zdjęcie jest swego rodzaju duplikatem rzeczywistości, jej odzwierciedleniem. Małomówna, brzydzi się przegadaniem. Pokazuje miejsca jakby opuszczone, a jednak z wyczuwalną jeszcze przed chwilą obecnością człowieka: puste łóżka, pokoje, cmentarze; także meble, szafy, kryjące najintymniejsze ludzkietajemnice. Nie brak i autoportretu, jest też Szopenowski fortepian z Żelazowej Woli i plecy ojca, Artura Rubinsteina, zasiadającego przy instrumencie. Otwiera album fotografia opuszczonego drzewa, prasymbolu pięcia się w górę, zamyka zaś wykonany w Wenecji - mieście odbić - wizerunek kamery na statywie. Artystka więcej zaczerpnęła od malarzy niż od fotografików, wykorzystania światła uczył ją Vermeer. I ma świadomość, że każdym zdjęciem opowiada o sobie. Fotografia Evy Rubinstein jest okiem, aktywność psychiczną łączącym z uczuciowością.

*

Urodziła się w 1933 w Argentynie podczas tournee koncertowego ojca. W pauzach między kolejnymi podróżami mieszkała w Paryżu. W wieku pięciu lat zaczęła naukętańca baletowego. Gdy wybuchła II wojna światowa, wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, gdzie w Nowym Jorku najpierw związała się z baletem, a później występowała jako aktorka (grała m.in. w pierwszym wykonaniu na Broadwayu „Dziennika Anny Frank”). Wyszła za mąż za pastora Williama Sloane Coffina, urodziła troje dzieci. Po rozwodzie w 1968 roku zajęła się fotografią. Pociągała ją, bo była trwalsza niż aktorski kostium, niż taniec. Nie szukała tematów, zaczęła się o nie potykać, były wszędzie.

„Te fotografie niczym miniaturowe japońskie Haiku milczą o sprawach zasadniczych; są zwierzeniem z nieoczywistości, w której rozpacz niekoniecznie spowita jest mrokiem, a świetlistość może wyrażać gorycz ludzkiego, jednostkowego losu. (...) W fotografiach Evy Rubinstein - pisze w albumie Bogdan Konopka - znaleźć można wszystko to, co stanowi o życiu, śmierci i miłości”. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2003