Wybory w Serbii: teatr jednego aktora

Czyta się kilka minut

Choć 3 kwietnia w Serbii odbywały się nie tylko wybory prezydenckie, ale też parlamentarne i lokalne, obserwując kampanię można było odnieść wrażenie, że to starcie prezydenta Aleksandra Vučicia z całym światem – o dobrobyt i pokój w kraju. Wstępne wyniki wskazują, że wygrał tę bitwę: już w pierwszej turze zapewnił sobie reelekcję i prawie połowę mandatów w parlamencie. Zapewne jego partia będzie wciąż rządzić w Serbii.

Te wybory trudno jednak uznać za wolne i uczciwe. Dekada rządów Vučicia i jego Serbskiej Partii Postępowej to podporządkowywanie instytucji państwa interesom wąskiej grupy ludzi. Media w zdecydowanej większości należą do popleczników władzy. Aktywiści lokalni, politycy opozycyjni czy dziennikarze ujawniający liczne nieprawidłowości rządzących są celami kampanii nienawiści. W takich warunkach opozycja nie ma szans na przedstawienie programu czy wypromowanie liderów. W dniu wyborów partyjne jaczejki sprawdzają, czy członkowie partii rządzącej – a jest ich ponad 700 tys. (w 6-milionowym kraju) – głosują, jak trzeba. Vučiciowi pomogła też relatywnie dobra sytuacja gospodarcza. To wystarczy, by rządzący nie martwili się o wynik. Choć biorąc pod uwagę skalę nieprawidłowości, nie można wykluczyć protestów opozycji kontestujących rezultaty głosowania.

Symbolem kapitulacji instytucji państwa była decyzja Centralnej Komisji Wyborczej, że nie będzie na bieżąco ogłaszać cząstkowych wyników. Te przedstawił prezydent. Bo w Serbii państwo to partia, a partia to Vučić.

Dla władzy trudności mogą jednak nadejść szybko. Aby społeczeństwo zbyt mocno nie domagało się integracji z UE, rządowe media wzmacniały prorosyjskie i antyzachodnie sentymenty. Rządzący wykorzystywali te nastroje, by szantażować Zachód, żeby nie naciskał zbyt na demokratyczne reformy i odcięcie się od Rosji (Serbia nie przyłączyła się do sankcji). Odbyły się wiece poparcia dla Kremla, co negatywnie wpłynęło na wizerunek Serbii – kandydata do UE. Vučić chciałby kontynuować politykę balansowania między Zachodem a Rosją. Czy jednak w obecnej sytuacji będzie to możliwe, pozostaje kwestią otwartą. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 15/2022