Wojtkiewicz i Ensor: przebierańcy nicości. Ważna wystawa w stołecznym Muzeum Narodowym

Jedni z najważniejszych i jednocześnie najbardziej enigmatycznych twórców przełomu XIX i XX w. Ich dzieła i biografie nieustannie przykuwają uwagę.
Czyta się kilka minut
Witold Wojtkiewicz, „Orka” (fragment), 1905 r., Muzeum Narodowe w Warszawie // materiały prasowe
Witold Wojtkiewicz, „Orka” (fragment), 1905 r., Muzeum Narodowe w Warszawie // materiały prasowe

Wiele ich różniło, nigdy się nie spotkali. Obaj byli jednak indywidualistami uznawanymi za prawdziwe zjawiska w świecie sztuki. Zjawiska te połączyła fascynacja marionetkami, teatrem i karnawałem. Za pomocą masek, kostiumów i rekwizytów zaczerpniętych z tych właśnie tajemnych, kuglarskich przestrzeni podjęli swoją grę ze światem.

James Ensor i Witold Wojtkiewicz nakładają maski

Dla Belga Jamesa Ensora karnawał był ważny jako moment przejścia między czasem życia i śmierci, ale też okres, w którym wszystko działa na opak, podważane są reguły zachowania i miejsca pochodzenia. Ensor był zauroczony barwnymi, przedziwnymi kostiumami noszonymi podczas karnawałów. Od dzieciństwa pociągał go także teatr lalek. Wrócił do tej fascynacji jako dorosły: był jednym ze współtwórców działającego w Brukseli kabaretu „Diable au corps”. Interesowały go również maski sprzedawane w rodzinnym sklepie w Ostendzie. 

Witold Wojtkiewicz z kolei współpracował z krakowskim kabaretem Zielony Balonik. Tworzył na jego potrzeby akwarele i rysunki, projektował zaproszenia. Na wystawie znalazły się kostiumy i oryginalne kukiełki z Zielonego Balonika, ich obecność to niewątpliwie jedna z największych atrakcji tej ekspozycji. 

James Ensor, "Zdumienie maski Wouse", 1989 r., Koninklijk Museum voor Schone Kunsten, Antwerpia // materiały prasowe

Ensor nakładał bohaterom swoich obrazów maski. Dzięki temu zabiegowi postaci na jego płótnach stawały się zagadkowe i tajemnicze, budziły niepokój, jak w świetnym „Zdumieniu maski Wouse” z 1889 r. Belg malował sceny z przedstawień teatralnych i karnawałów, nieustannie grając różnymi tożsamościami. Swe obrazy, poza okresem wczesnej twórczości, utrzymywał w jasnej, niemalże bajkowej tonacji, kontrastującej z tym, co przedstawiały. Zabawa przenika się tu ze smutkiem i śmiercią. Niewielu artystów tak przejmująco pokazało ludzką kruchość. 

Bohaterowie Wojtkiewicza również noszą maski, co sprawia, że dorośli wyglądają w jego pracach jak dzieci, a malców pomylić można ze starcami. Dziecinne zabawki stają się pełnoprawną częścią świata dorosłych. Postaci, przebrane niejednokrotnie w cyrkowe czy teatralne kostiumy, przypominają wielkie marionety. Chłopiec w stroju klauna orze pole za pomocą pługa ciągnionego przez drewnianego konika. W „Porwaniu królewny” bohaterowie uciekają z kolei na koniu przypominającym jedną z figur jarmarcznej karuzeli. Widz nigdy nie jest pewien tego, co zostało przedstawione w tych pracach, utrzymanych w specyficznym, matowym tonie barw.

Witold Wojtkiewicz, Porwanie królewny (Ucieczka) z cyklu "Z dziecięcych póz", 1908 r., Muzeum Narodowe w Warszawie // materiały prasowe

Warszawską wystawę kończą dwa autoportrety, powstałe na tym samym etapie życia artystów. Młody, 29-letni Ensor w miejscu głowy umieścił gołą czaszkę. A 30-letni Wojtkiewicz sportretował się jako Pierrot, z nogami i rękoma skutymi kajdanami. To postać, która żegna się ze światem.

Wystawa w Muzeum Narodowym: Ensor, Wojtkiewicz i kto jeszcze?

Ensor i Wojtkiewicz nie byli jedynymi twórcami, którzy w tym czasie fascynowali się teatrem i karnawałem, dlatego na wystawie w Muzeum Narodowym można zobaczyć również dzieła Wojciecha Weissa czy Leona Wyczółkowskiego. W epoce racjonalizmu, materializmu i wiary w postęp technologiczny nieustannie szukano tego, co z tych rygorów się wyłamywało. Jakby zwyczajne, codzienne życie musiało być nawiedzane przez to, co nierealne, drapieżne, fantasmagoryczne. Przypominające nieustannie o naszej przemijalności.

Dlaczego Wojtkiewicz i Ensor okazują się zatem tacy wyjątkowi? Udało im się stworzyć poetyckie opowieści o ludzkich lękach i obsesjach, smutkach i egzystencjalnych niepokojach. Dzieła bardzo współczesne, a zarazem zakorzenione we własnych tradycjach, teatrze jarmarcznym, obrazach Boscha i Bruegla. Prace, w których sztuka wysoka miesza się z plebejską. Przesiąknięte ironią, ocierające się o groteskę, co czyni je wyjątkowymi.

Wystawa świetnie pokazuje też rolę, jaką w twórczości obu artystów odgrywał humor. Wojtkiewicz współpracował z wieloma pismami, tworząc dla nich satyryczne rysunki. Przenikliwe, ostre. Nieobca była mu kpina z ówczesnych autorytetów, także artystycznych. Spod jego ręki wyszły m.in. parodie dzieł Jana Stanisławskiego i Leona Wyczółkowskiego. Karykatury tworzył także swego czasu Ensor. Obaj krytycznie oceniali mieszczaństwo – z tej klasy zresztą się wywodzili. 

Najsłynniejsze dzieło Ensora

Ich twórczość często jest postrzegana jako ucieczka od rzeczywistości. Tymczasem obaj artyści byli w niej mocno zanurzeni. Politycznym manifestem jest przecież najsłynniejsze z dzieł Ensora, czyli „Wjazd Chrystusa do Brukseli”. W Warszawie można zobaczyć jedynie graficzną wersję obrazu, który z powodu swych rozmiarów (ponad 2,5 m na 4,30 m) trudny jest do wypożyczenia na wystawę czasową. Ensor przedstawił na nim ogromny karnawałowy tłum w maskach. Można wśród nich rozpoznać postacie historyczne, współczesnych artyście belgijskich polityków, a nawet członków jego rodziny. W tej ludzkiej masie ginie postać Jezusa na osiołku. Wydaje się zbędna, skazana na pogardę. To świat ludzi zajętych sobą, w którym zanika sacrum.

James Ensor, „Wjazd Chrystusa do Brukseli w 1889”, 1989 r. The Phoebus Foundation, Antwerpia // materiały prasowe

„Wjazd Chrystusa...” sąsiaduje z cyklem rysunków przedstawiających „Rok 1905” Wojtkiewicza. Artysta zachował w nim sceny z rewolucji, której był świadkiem. Manifestacje uliczne i pochody łączą się tu z alegorycznymi przedstawieniami Polski zrywającej kajdany, uwalniania katorżników. Afirmacja heroicznego zrywu podszyta jest ironią i miesza się z tragizmem wydarzeń. 

Witold Wojtkiewicz, „Na wiec!”, 1905 r., Muzeum Narodowe w Warszawie // materiały prasowe

To jedno z najbardziej niezwykłych dzieł w polskiej sztuce, nie poddające się jednoznacznym interpretacjom. Można na nie spojrzeć jako na opowieść o dylematach związanych ze wszystkimi rewolucyjnymi zrywami, traktujące o nadziejach i rozczarowaniach im towarzyszących. Ale też o poczuciu przełomu i oczekiwaniu na nowe. Sytuacji jakże bliskiej do tej, którą przeżywamy obecnie. 

CZARNY KARNAWAŁ. ENSOR/WOJTKIEWICZ, Muzeum Narodowe w Warszawie, wystawa czynna do 11 stycznia 2026 r.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 47/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Co kryje maska