Nakłady na obronność w wysokości aż 3 proc. PKB, zmiany prawa poprawiające funkcjonowanie armii i jej zdolności operacyjne – to w skrócie cele ustawy o obronie ojczyzny, którą tuż po wybuchu wojny w Ukrainie zaprezentował PiS (projekt przygotowano kilka miesięcy wcześniej, ale nie trafił pod obrady).
Władze oczekują bezwarunkowego poparcia dla projektu, wskazując słusznie na zagrożenie na wschodzie. Istnieje jednak ryzyko, że owocem ekspresowych prac nad ustawą integrującą 14 innych aktów prawnych i decydującą o przeznaczeniu ok. 63 mld zł rocznie będzie kolejny prawny potworek. Prawnicy już sygnalizują liczne naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych, które będą efektem uchwalenia nowej ustawy. Poza tym wciąż nie do końca wiemy, jaką armię mielibyśmy budować za 3 proc. PKB rocznie. Ostatnie decyzje o zakupie nowoczesnych myśliwców F-35 i czołgów Abrams zdaniem wielu ekspertów do spraw wojskowości świadczą o tym, że politycy nie słuchają sztabowców, którzy sygnalizują inne problemy, m.in. zapaść polskiej obrony przeciwlotniczej i marynarki. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















