Widzieli t y l k o Chrystusa

W Jerozolimie, na Górze Oliwnej znajduje się maleńkie sanktuarium Wniebowstąpienia. Po wyprawach krzyżowych muzułmanie zamienili je na meczet pod takim samym wezwaniem, ale raz w roku, z okazji święta Wniebowstąpienia, pozwalają sprawować liturgię także chrześcijanom. Z oczywistych względów brakuje tu widocznych znaków i symboli chrześcijańskich: jedynie fragment zimnej skały, ten niemy świadek zniknięcia Jezusa sprzed oczu Apostołów, świadczy o tym, że Kościół tutaj żyje wbrew jego widzialnej nieobecności.
Czyta się kilka minut

Wniebowstąpienie Jezusa to jedno z poważniejszych wyzwań intelektualnych prawd wiary chrześcijańskiej. W wyobraźni nosimy bizantyjski obraz Chrystusa Pantokratora, oderwanego od ziemskich spraw, dostojnie błogosławiącego wpatrzonych w Jego Oblicze. Może dlatego ograniczamy się w tym kontekście do zdawkowych uwag o wywyższeniu i uwielbieniu Syna Bożego, albo do napominania o odpowiedzialności za dzieło głoszenia Ewangelii pod nieobecność Jezusa. W jednym i drugim przypadku wydaje się nam, że Jezus opuścił nas, odlatując w transgalaktyczny rejs, i że pozostała po nim jedynie zamknięta opowieść o naukach, cudach, znakach, śmierci na krzyżu i zmartwychwstaniu, przekazywana niczym pałeczka w sztafecie pokoleń do czasu, gdy powróci, by sprawdzić, czy zdaliśmy egzamin z wiary.

Można na to spojrzeć inaczej. Wniebowstąpienie to konfrontacja postawy wiary wobec dwóch, z pozoru odległych od siebie, rzeczywistości: jednej, zaistniałej w czasie, chociaż istniejącej od zawsze, i tej drugiej, wcześniej nieistniejącej w sposób pełny. Ta pierwsza rzeczywistość to Chrystus. Ta druga to Kościół. Tamtego dnia Apostołowie stanęli wobec sytuacji przedziwnej. Widzieli t y l k o Chrystusa, a musieli uwierzyć w Kościół, o którym On mówił: musieli uwierzyć w to, czego nigdy nie widzieli i nie znali. Jak trudno dać na to przyzwolenie, świadczą nieukrywane przez galilejskich rybaków nacjonalistyczno-mesjańskie nadzieje: "Czy przywrócisz Królestwo Izraela?".

Od Apostołów różni nas to, że widzimy tylko Kościół, a mamy wierzyć w Chrystusa. Owszem, On i Kościół to jedno Ciało, chociaż nie dla wszystkich jest to oczywiste. Przeciwnie: słyszymy często, że istnienie Kościoła utrudnia wiarę w Chrystusa, a radykalny religijny manifest współczesności głosi: "Chrystus - tak, Kościół - nie". Ponieważ nie sposób odpowiedzieć na ten manifest jednym zdaniem, przypomnijmy tylko, że Jezus uzasadnił istnienie Kościoła, nakładając na niego zadanie głoszenia odpuszczenia grzechów całemu światu, czyli istnienie w świecie jako narzędzia pojednania ludzi z Bogiem i ludzi między sobą. Dokonało się to w Betanii, na szczycie Góry Oliwnej.

Bywały w historii czasy, gdy ludzie Kościoła gubili hierarchię wartości nadaną przez Jezusa. Nostalgiczne marzenia Apostołów wydawały się bardziej pociągające. Stworzyć widzialne nowe Królestwo Izraela, owo Christianitas, regulujące doczesny porządek i losy świata... jakież to proste! Sęk w tym, że nie daje to żadnych gwarancji uwierzenia w Chrystusa Mesjasza, Syna Bożego. Natomiast tam, gdzie Kościół podejmuje trudne dzieło jednania ludzi między sobą i ludzi z Bogiem, widoczna jest obecność mocy z wysoka. Gdy patrzy się na te dzieła, łatwiej jest uwierzyć w Tego, który chciał Kościoła.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 20/2007