Młode Tajki zapalają świece wotywne, prosząc Buddę o licznych klientów. Następnie, niczym w fabryce, podbijają karty zegarowe, by za chwilę – wystylizowane na bóstwa – zasiąść w szklanej gablocie. Wynędzniałe prostytutki zamknięte w bangladeskim „Mieście uciech” już zapomniały, jak wygląda rzeczywistość na zewnątrz. W społeczeństwie muzułmańskim uosabiają całą jego hipokryzję, iście schizofreniczny sposób postrzegania kobiet, ambiwalentny stosunek do ciała. Pracownice „zony” w meksykańskiej Reynosie nie mają problemów z obnażeniem się przed kamerą w sensie nie tylko przenośnym, ale żyją w uścisku śmierci, w osobliwej aurze lokalnej religijności, która każe się modlić do Santa Muerte, a jednocześnie wierzyć w czarnoksięskie zdolności alfonsów.
W każdym z tych światów, mimo różnego pojmowania wstydu, różnych zahamowań i tabu, prostytucja uchodzi za coś pożytecznego. W Tajlandii wielu młodym kobietom daje finansową niezależność (widzimy, jak zarobione pieniądze przepuszczają potem na młodych żigolaków), w Bangladeszu jest instytucją opartą na matriarchacie, a zarazem stanowi swoisty wentyl bezpieczeństwa w restrykcyjnym obyczajowo społeczeństwie, w Meksyku zaś bywa osobliwą grą między kobietą a mężczyzną, w której kwestia dominacji staje się nieoczywista.
Jednak, oglądając dokument Glawoggera, trudno uniknąć pytania, na ile autentyczne jest to, co widzimy i słyszymy. Skoro prostytucja sama w sobie jest swego rodzaju teatrem, a przy tym transakcją handlową, to jak postrzegać film, którego twórcy wykupili dostęp do tego świata, opłacając się lokalnym władzom, alfonsom, prostytutkom, a nawet ich klientom? Podczas seansu filmu „Chwała dziwkom” wielokrotnie można mieć wrażenie, jakby się oglądało występ na życzenie. Może dlatego tak silnie wybrzmiewają sceny i zdania pozornie najbanalniejsze, jak skarga młodziutkiej prostytutki z bangladeskiej części filmu („Czy dla nas, kobiet, nie ma innego życia?!”) bądź długotrwała obserwacja kopulujących psów pod seksualnym kombinatem w Bangkoku.
Fakt płacenia prostytutkom za ich „czas” (co w rzeczywistości oznacza dostęp do ich intymności) stawia reżysera (a poniekąd również widza) w pozycji ni mniej, ni więcej, tylko kolejnego klienta. Filmowani mężczyźni płacą za seksualną usługę, Glawogger – za możliwość jej sfilmowania, my zaś – za bilet na film o kulisach seksbiznesu. Nie oznacza to jednak, że musimy się czuć jego częścią podczas seansu.
„Chwała dziwkom” metodami często drastycznymi czy wątpliwymi „z punktu widzenia dokumentu” uruchamia cały szereg pytań o funkcjonowanie prostytucji w dzisiejszym świecie, o jego aspekty kulturowe w wymiarze lokalnym i globalnym. Austriacki reżyser odżegnuje się od moralizowania czy kryminalizowania opisywanego przez siebie procederu. Jego film nie jest dokumentem interwencyjnym, co trudno zaakceptować, znając skalę rozmaitych patologii. Jednocześnie ta antropologiczna perspektywa okazuje się dla widza bardzo dwuznaczna: wchodząc w rolę bezstronnych badaczy, przez cały czas ocieramy się o podglądactwo. Tak oto eksploatacja – pojęcie nieodzowne, kiedy mowa o prostytucji – w dokumencie Glawoggera wkracza również na obszar kina dokumentalnego.
Dyskusyjna jest także estetyzacja zjawiska powszechnie uważanego za moralnie odrażające. Glawogger już we wcześniejszych swoich dokumentach z tak zwanej trylogii globalizacji imponował wizualną kreatywnością. „Megamiasta” (1998) i „Śmierć człowieka pracy” (2005) pokazujące, jak dla mieszkańców różnych części naszego globu upodlenie stało się ceną przetrwania, uchodzą za dokumentalne arcydzieła. Trzecie ogniwo trylogii powstawało z tą samą pieczołowitością: na taśmie filmowej (a nie w zapisie cyfrowym – istna fanaberia w dzisiejszym dokumencie), z dbałością o kompozycję kadru, grę koloru i światła, z wykorzystaniem nieoczywistej ścieżki dźwiękowej.
Glawogger nie ukrywa, że stworzył swój film całkowicie wbrew telewizyjnej estetyce, z myślą o wielkich ekranach i projekcjach festiwalowych. Żeby się przebić w tak konkurencyjnym obiegu, nie obawiał się stosowania chwytów zarezerwowanych do niedawna dla kina fabularnego. Stopień inscenizacji (nazywanej eufemistycznie „prowokowaniem rzeczywistości”), jeśli nie podważa w tym przypadku wiarygodności reżysera i jego bohaterów, to z pewnością unieważnia coraz bardziej anachroniczne dzisiaj pytania: o mityczną czystość dokumentu, o utopijną niewinność spojrzenia.
„Chwała dziwkom” to film, który nawet jeśli odrzuca tym, co nam przedstawia, i środkami, jakimi osiąga swój efekt, to jednocześnie zmusza do refleksji nad tym, czym jest dzisiejsze kino dokumentalne. Gdzie (o ile w ogóle) istnieją jego granice i gdzie majaczą jego najbardziej odległe, najzuchwalej pomyślane horyzonty.
„CHWAŁA DZIWKOM” – reż. Michael Glawogger, prod. Niemcy/Austria 2011. W kinach od 22 czerwca.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















