Reklama

Wiatr zmian

Wiatr zmian

06.12.2007
Czyta się kilka minut
Wokół mnie mnóstwo zmian. Dobrych, lepszych, obojętnych, ale też rozpaczliwie dramatycznych. Pocieszam się, że "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło", ale marna to pociecha. Dlatego znów uciekam, byle jak najdalej od tej rzeczywistości, wobec której jestem bezradna.
I

I znów znalazłam się w Chinach. "Rankiem piątego dnia piątego miesiąca księżycowego tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku w największej wiosce powiatu Północno-Wschodniego Gaomi" Shangguan Lu w bólach i męczarniach rodzi ósme dziecko. Do wioski zbliżają się oddziały japońskie. Chińskich partyzantów zaatakują na stronie 39. Na stronie 56 Shangguan Lu powije wreszcie ósmą córkę. Zaraz po niej przyjdzie na świat długo oczekiwany syn, Shangguan Jintong, czyli narrator. Na tej samej stronie Japończycy zamordują męża i teścia Shangguan Lu, a jej teściowa postrada zmysły. Na stronie 73 w wiosce pojawi się oddział chińskich partyzantów. Czterech z nich na stronie 92 brutalnie zgwałci w stodole główną bohaterkę. Na następnej stronie szwedzki pastor Malloy nie mogąc znieść hańby Shangguan Lu, rzuci się z wieży kościoła, a przed nami jeszcze 545 stron powieści chińskiego pisarza Mo Yan, rocznik 1956, zatytułowanej "Obfite piersi, pełne biodra".

To historia na wskroś realistyczna, niepozbawiona jednak elementów magii. Wciąga i odpycha, fascynuje i męczy, budzi niechęć i wzrusza. Odrywałam się od niej z ulgą, a zarazem z tęsknotą, by jak najszybciej powrócić. W tej tęsknocie czaiła się jednak irytacja, spowodowana zagubieniem wśród mnogości zdarzeń, których przyczyn zwykle nie umiałam zrozumieć.

Akcja powieści zaczyna się podczas japońskiej inwazji na Chiny, prowadzi poprzez walki Kuomintangu z komunistami oraz "rewolucję kulturalną" aż do końca lat 90., by na zakończenie powrócić na chwilę do powstania bokserów i upadku dynastii Qing. Fakty, które tu przytaczam, zaczerpnęłam z notatki na czwartej stronie okładki, do czego się szczerze przyznaję, choć nie są mi całkiem obce. Miałam nadzieję, że dzięki powieści Mo Yana poznam je lepiej, ale się zawiodłam. Autor "Obfitych piersi, pełnych bioder" niczego nie ułatwia. Podaje wprawdzie czasem jakieś daty, zwykle jednak są one ukryte w gąszczu narracji, więc łatwo je przeoczyć, a zresztą trzeba je dobrze znać, by wiedzieć, że oznaczają nieuchronne zmiany.

Losy Shangguan Lu, matki dziewięciorga dzieci i babki niezliczonych wnuków, podobnie jak wszystkich innych postaci pojawiających się w tej książce, zdeterminowane zostały przez historię. Wspomniany oddział partyzantów nie zabawi w wiosce zbyt długo. Wkrótce ruszy dalej, a wraz z nim odejdzie zakochana w dowódcy najstarsza córka Shangguan Lu. Druga córka zakocha się w przywódcy Brygady Wysadzania Mostów, która także zjawi się w wiosce. Owa brygada zostanie brutalnie wypędzona przez oddział Japończyków, którzy wymordują większość wieśniaków. Trzecia córka zamieni się w Ptasią Nieśmiertelną po stracie ukochanego, porwanego do armii japońskiej, a w wiosce zapanuje taki głód, że Shangguan Lu zdecyduje się sprzedać swoją siódmą córkę na targu ludzi w stolicy powiatu. Czwarta córka zostanie w mieście i będzie zarabiać na życie, sprzedając swoje ciało. Kiedy reszta rodziny wróci wreszcie do domu, zastanie w nim żołnierzy piątej drużyny Plutonu Wysadzania Mostów, którzy nie tylko walczą z Japończykami, ale też z feudalizmem i przesądami. Ich oficer polityczny podbije serce piątej córki, która opuści dom, by u jego boku walczyć o nowy ustrój. Stanie się to po zakończeniu wojny japońskiej, kiedy do wioski dotrą znów oddziały Brygady Wysadzania Mostów, które wypędzą z niej żołnierzy Plutonu.

Jest rok 1946, więc wiadomo, że trwa wojna domowa. Już niedługo Pluton zostanie pokonany przez Brygadę, która urządzi w wiosce publiczny sąd nad kilkoma przestępcami. Jakich zbrodni się dopuścili - nie wiadomo, można się jednak domyślać, że to przeciwnicy władzy ludowej. Po krwawej bitwie, jaką nieopodal wioski stoczą ze sobą wrogie oddziały, zapanuje wreszcie pokój. Jest rok 1948, a my na stronie 345, czyli w połowie. Przed nami jeszcze Kampania przeciwko Prawicowcom, Wielki Skok, "trzy gorzkie lata", rewolucja kulturalna i rozwój gospodarki rynkowej...

Zanim jednak bohaterowie znów wpadną w tryby historii, urządzą w wiosce "tradycyjny gaomijski śnieżny targ". "W czasie tego szczególnego rytuału należało zatrzymać swoje tysiąc myśli dla siebie - temu, kto odważył się przerwać milczenie, groziło wielkie nieszczęście. Na śnieżnym targu można było jedynie patrzeć, wąchać, dotykać i zgadywać myślą, lecz nie wolno było mówić". Ceremonii przewodził taoista Men Shengwu, który "miał już sto dwadzieścia lat i praktykował magiczną dyscyplinę, zwaną »unikaniem ziarna«. Podobno już od dziesięciu lat nie miał w ustach żadnego zwykłego jedzenia - żywił się wyłącznie rosą, jak cykady mieszkające na drzewach". Dla mieszkańców wioski był pół człowiekiem, pół Nieśmiertelnym. To on wybierał śnieżnego księcia, którego zadaniem było udzielanie błogosławieństwa piersiom kobiet, spodziewających się dziecka.

Jakie poza tym znaczenie miał ów śnieżny targ, nie jest dla mnie jasne, ale jego opis to bez wątpienia najbardziej idylliczny fragment powieści. Idylla zostanie jednak brutalnie przerwana. "Na placyku przed domkiem mistrza Mena zaparkował trawiasto-zielony dżip. Wyskoczyło z niego czterech funkcjonariuszy bezpieki w zielonkawych mundurach z naszytymi na piesiach białymi znakami. Ze zwinnością panter wdarli się do domku mistrza Mena, skąd po kilku minutach wywlekli zakutego w srebrzyste kajdanki taoistę (...). Trzy miesiące później przywódca reakcyjnej sekty taoistycznej, zwany mistrzem Menem (...), został rozstrzelany w stolicy powiatu przy Moście Duchów".

Nie po raz pierwszy w tej powieści ludzie bez twarzy i życiorysów decydują o losach bohaterów. Co kilkanaście stron mniej lub bardziej anonimowe postaci według sobie tylko znanych kryteriów postanawiają, kto swój, a kto wróg, z kim się sprzymierzyć, a kogo odstawić na boczny tor. W natłoku zdarzeń gubią się często wątki przyczynowo-skutkowe, co mnie podczas lektury drażni. A może wcale nie drażni mnie styl narracji Mo Yan, tylko życie, w którym też nie wszystko jest dla mnie zrozumiałe?

Niosąc w sobie wspomnienia z powieści, idę w stronę Rynku. Spoglądam w znajome okna, za którymi jeszcze niedawno z okazji wigilijnego opłatka czy wielkanocnego jajeczka kłębiły się takie tłumy życzliwych sobie i bliskich mi osób, że trudno się było przecisnąć. Gdzie się podziali moi przyjaciele? Nic nie trwa wiecznie - pocieszam się, jak mogę.

Mo Yan, "Obfite piersi, pełne biodra", przeł. Katarzyna Kulpa, Warszawa 2007, Wydawnictwo W.A.B., seria "Don Kichot i Sancho Pansa".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]