Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wiara nie słabnie

Wiara nie słabnie

09.07.2018
Czyta się kilka minut
„TP” 28/2018
P

Proces odwracania się od Kościoła nie wynika z tego, że ludzie tracą wiarę, lecz z funkcjonowania Kościoła jako instytucji. Jestem świeżo po obejrzeniu filmu „Papież Franciszek – człowiek słowa”, w którym mówi właśnie o tym, że Kościół, który zabiega o zabezpieczenie finansowe, nie jest domem Chrystusa. Liczba ludzi szukających Prawdy poza „mainstreamowym” Kościołem wzrasta. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć rosnące w tym czasie zainteresowanie np. „TP”. Kościół nie jest po to, by kontrolować, lecz by pomagać i prowadzić, ale mądrze. Ludzie wierzący to nie stado owiec, które czeka na podanie gotowych odpowiedzi. Prawdziwa wiara polega na szukaniu i zadawaniu pytań – nawet najtrudniejszych. A tych dzisiejszy Kościół w Polsce boi się jak ognia.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Na tym polega prawdziwa filozofia. Ale czy wiara? Chrystus mówi, że wystarczy ziarnko wiary, by przenosić góry. Czym więc jest wiara? Właśnie znalazłem i zadałem pytanie. Czy wykazałem się wiarą, czy po prostu filozofuję - pytanie do rozwagi czytelniczki i autorki

Jak bowiem inaczej wytłumaczyć rosnące w tym czasie zainteresowanie np. TP". Sam nie wiem - zazdrościć, czy wręcz przeciwnie, bo być posiadaczem Prawdy to wielki zaszczyt i szczęście, ale i gigantyczna odpowiedzialność. Z pewnością pozazdroszczenia godne jest dobre samopoczucie. Skoro jednak wolno zgłaszać wątpliwości, to pozwolę sobie zauważyć, że przyrównanie wiernych do stada owiec ma głębokie uzasadnienie w Ewangelii, a wiara podobno rodzi się ze słuchania, a nie gadania (Rz 10.17).

Wciąż słabo obecna jest u ludzi świadomość, ze są przecież dwa Kościoły: jeden widzialny, ten z bezczelnymi w swej hucpie duchownymi, którym daleko do chrześcijaństwa, i niewidzialny, Chrystusowy. Ja osobiście należę do tego drugiego, a pierwszego nie unikam, bywam na mszach i przystępuje do sakramentów pod jednym warunkiem: że w tym kościele spotykam madrych duchownych katolickich, a nie ciemnych heretyków podporządkowanych "papieżowi" z Torunia i wysługujących się przestępczej szajce sprawującej władzę

Mianowicie: walczący (zwany też, po nowemu, pielgrzymującym), cierpiący i triumfujący. I czy to na pewno po katolicku stawiać warunki przy przystępowaniu do sakramentów, jakby były one źródłem łaski wyświadczanej Bogu przez przyjmującego, a nie na odwrót?

Obawiam się, ze np. sakrament pojednania udzielany przez nieakceptowalnego duchownego byłby tylko źródłem kolejnego grzechu: gniewu:))) I tak wciąż grzeszę uczestnicząc w mszach, na które przychodzą małżeństwa z małymi dziecmi, które wrzeszcza i biegają po kościele, a tatuś z mamusia - nic:)))

że gniew doświadczany w zetknięciu z nieakceptowalnym duchownym lub niegrzecznymi dziećmi niekoniecznie jest gniewem świętym, jaki ogarnął Jezusa na widok przekupniów w świątyni? ;) Mówiąc serio, sam argument (chęć uniknięcia pokusy do grzechu) mnie przekonuje.

Dziękuje za wsparcie. Ale i tak mam siebie za jędzę:)))

Ale w tym jednym może jeszcze ujdzie w tłoku, wszak faryzeusze system BHP doprowadzili do apogeum.

Może i są DWA Kościoły. Pierwszy to Chrystus w Niebie ze świętymi, aniołami i prorokami, a drugi to ten tutaj, ta skrwawiona szmata. Ale Chrystus mówi: jestem z Wami aż do skończenia świata. A więc jednak jeden Kościół. A to że Pani dzieli duchownych na dwie kategorie, to tyle moge powiedzieć, że od dzielenia to jest diabeł, nie Chrystus....

Ostatnio urzedująca władza podzieliła społeczeństwo do imentu, a ja jestem gotowa zgodzić się z Panem, ze to robota diabła, a cała ta władza ma jakieś piekielne konotacje:))) Zaś Koscioła widzialnego, w którym czynni są duchowni bedacy zwykłymi, grzesznymi (czasem bardzo grzesznymi) ludźmi, chyba nie powinno się utozsamiac z Kosciolem Chrystusowym. Ja zresztą nie wymyśliłam tej figury logicznej, ale Ojciec Święty Benedykt XVI.

To tylko Pani projekcja. Jest sama Pani podzielona, a teraz nowe warunki ujawniają takie osoby jak Pani. To co Pani nazywa podzieleniem jest moim spełnieniem marzeń. Do pewnego stopnia. Jeśli PIS ma konotacje z diabłem, to tylko pogratulować Realpolitik. Konotacje poprzedniej władzy dalej niż do latarni raczej nie sięgały. Ale już miałem nie gadać o tych "dziewczynkach"

Co do mojego "ujawnienia się" - niestety, ale jestem jako ta krowa, co nie zmienia poglądów:))) A moja opinie forsowałam już wiele lat temu: złodziejskie praktyki Porozumienia Centrum i jego skok na majatek narodowy należy scigać bezwzględnie, bo potega finansowa przekłada się na moc polityczną, a ta jest bardzo niebezpieczna w przypadku ludzi bez czci i wiary. Że tacy są bracia Kaczyńscy i ich "zakon założycielski", nie miałam zadnej wątpliwości. Co do ich pretorianów - już wówczas mówiło się o "spoconych chamach", tak więc dzisiejsza promocja Ciemnego Ludu, taka zdumiewajaca dla poniektórych, już wówczas nie była tajemnicą dla ludzi zatroskanych o przyszłość kraju. Co do "dziewczynek" - sadze, ze raczej ma Pan o nich wyobrażenie przejęte od Pana ojca, który je znał jeszcze sprzed wojny. A przed wojną Józef Piłsudski tak przemówił do pewnego opozycyjnego generała: Pan jest jak ta k...wa, co każdemu d...y daje. Ten rysopis jak ulał pasuje do niektórych osób z kręgu dzisiejszej władzy, którzy w PRL-u zwyczajnie wysługiwali się reżymowi, a takze do pewnej bardzo atrakcyjnej pani, która kiedyś startowała z listy SLD na prezydenta, a dziś jest PiS-owską oficjalistka:)))

Wie Pani, w każdej partii są chorągiewki. Bycie chorągiewką to jeszcze nie ku..stwo. Uważam, ze PIS w połowie składa się z dziarskich chłopaków, a w połowie z takich chorągiewek.Z kolei PO w połowie to choragiewki,a drugiej połowie to...wiadomo, "dziewczynki", "urzędniczki z czerwonej uliczki" etc. - były (za mojego ś.p.Ojca) są i będą. A Pani Ogórek jest b. atrakcyjna i b. inteligentna (nie znam jej moralnej strony), więc i nie dziwota że "wiedźmy i jędze" muszą trochę pozłorzeczyć... - wiadomo - dla własnej urody :))))

Powiem bezczelnie, ze nawet dziś mogę rywalizować z panią Magdą pod względem urody, nie mówiąc o tym, ze w jej wieku, czyli 30 lat temu byłam z pewnoscią atrakcyjniejsza:))) No i mój doktorat do dziś jest podstawową lektura w dziedzinie szkolnictwa w zaborze rosyjskim, a nie badziewiem bedącym plagiatem, a "obronionym" na trzeciorzędnej uczelni. O obliczu moralnym nie będę z Panem dyskutować, gdyż ma Pan pod tym względem dość kontrowersyjne poglądy. Co do mnie - praca tej pani w gadzinowych mediach jest równoznaczna ze smiercią w srodowisku naukowym i dziennikarskim

Nie będę w obliczu braku Pani zdjęcia sprzed 30 laty polemizował. Jestem gotów uwierzyć Pani słowom, choć wiara ta pobudza wielokrotnie moją ciekawość:))) Tzw. śmierć w środowisku to wg termin-wytwór snobizmu, pychy, próżności, narcyzmu, sekciarstwa itp. Inteligentnemu i moralnemu człowiekowi nie przystoi powoływać się na takie fenomeny.

Bynajmniej. Tzw. śmierć w srodowisku to jedyny instrument chroniący inteligencki i srodowiskowy etos. O snobizmie, pysze, sekciarstwie etc. mogą mówic jedynie ci, którzy chcieliby się poczuć składowymi tego środowiska, a z jakichś względów nie mogą, wiec zaglądają w złosci jak pies do jatki:))) Co zas do babskiej próżności - nie może Pan zobaczyć mojego zdjęcia sprzed 30 lat, to może przynajmniej zobaczy Pan moje zdjecie sprzed 2 lat umieszczone na czwartej stronie okładki mojej ostatniej książki "Roman Dmowski. Droga do Polski"?:)))))

To dlaczego Pani mi nie wtóruje, skoro aspiruje Pani do tego środowiska? Ach jak mnie Pani przejrzała - ten mój głód i tą moją kundlowatość:)))Mówi Pani o inteligenckim i środowiskowym etosie, a nawet imieniem i nazwiskiem nie chce się Pani podpisać na forum. Ładny mi etos - chyba wspomniane przez Panią środowisko przeżywa faktycznie kryzys. A czy Pani Niklewska wie, że Pani próbuje się pod nią podszywać? Bo można powziąć takie podejrzenie i mówię to bez uśmiechu... Do przywołanej przez Panią książki od dawna się przymierzam i nic...

Drogi Panie Robercie, na forum TP jestem obecna chyba od czasu, odkąd ono funkcjonuje:))) Wszyscy mnie tu znają jak zły szeląg od lat, i to z imienia i nazwiska (co prawda, skład osobowy zmienił się radykalnie. Z dawnych dyskutantów został już chyba tylko Hugin-mugin, ale on rzadko się odzywa). Odbywały sie tu zażarte dyskusje na tematy światopoglądowe, polityczne i społeczne, dzięki temu poznałam swietnych ludzi, z którymi potem spotykaliśmy się w realu. Niektórzy juz nie zyja, jak nieodżałowany Anumlik znany też z blogów w "Polityce", z czym trudno się pogodzić. Skoro moja tożsamość jest jednak taka dla Pana tajemnicą, przedstawie się ponownie: nazywam się Jolanta Niklewska, jestem historykiem, mam lat 70, a wiec jestem kolezanka uniwersytecką wielu polskich polityków pierwszej ligi (może Pan sprawdzić, kto jest moim równiesnikiem, a do tego historykiem:))) Tak już się działo w naszym pokoleniu, ze nam o cos szło, choć z czasem poszliśmy w różne strony. Dziś patrzę ze smutkiem na młode pokolenie, tyleż niemądre i nieoczytane, co pozbawione swiadomosci dobrego i złego, a przede wszystkim świadomości obywatelskiej

Nie ze mną te numery:))) Dla mnie Pani pozostaje kaliną16. Cóż albo któż może to zmienić? A co takiego Pani widzi w tej Niklewskiej, skądinąd sympatycznie uśmiechającej się pani, że chciałaby Pani nią być? Nie warto. A wie Pani dlaczego? Bo Pan Bóg woli czytać forumowe komentarze niż książki ze wstępami, bibliografią i indeksami :))) :)))

Szczęśliwie nie pisze dla Pana Boga, wiec nie ma On potrzeby się nudzic:))) A co do tej "sympatycznie wygladajacej" Niklewskiej - radze nie sadzic po wyglądzie, choć chyba jej facjatka świadczy o częściej używanych szarych komórkach niż w przypadku pani Magdy O. Nie sadzi Pan?:)))

Może ma Pani rację, że Pan Bóg mógłby się wynudzić Pani pisaniem dla niego:)))) Oglądam (i nawet słucham) p. Ogórek w Tylewizji od czasu do czasu (Tylewizja to najkunsztowniejsza „gadzinówka” od czasu powstania TP). Powiem tak: nie porównam poziomu inteligencji komunikowanego w facjatach obu Pań, gdyż moje oczy zwykle są skupione na nogach p. Ogórek. Kiedy słyszę jej miękki i niepłytki tembr głosu i dowcipne komentarze (ale nie zawsze takie śmieszne) delektuje się jej inteligencją, pozostając spokojnie wzrokiem na jej udach. Obawiam się że w przypadku Pani Niklewskiej od razu musiałbym patrzeć w jej twarz :))) A tak na poważnie. Wyśle mi Pani swoją książkę o Romanie? Proponuję dedykację o takiej treści: „Od Autorki dla błazna”. Co Pani na to? Jeśli tak, podam publicznie mój poste restante. W razie czego mogę zrewanżować się kawą we Wrocławiu.

Rzeczywiscie marzę o wizycie we Wrocławiu, w którym nie byłam od wielu lat. A stamtąd dostać się do ślaskich zamków i opactwa w Lubiążu. Niestety, potrzebny do tego samochód, którego nie mam:))) Książki Panu nie wyślę, bo został mi juz tylko jeden egzemplarz:)) Nie jest to jednak hit czytelniczy i spokojnie ja Pan dostanie (niedrogo) w jakiejś księgarni internetowej lub bezpośrednio w wydawnictwie warszawskim RYTM. Nie jestem tylko pewna, czy zdołałby się Pan skupić na lekturze mając na ekranie takie piękne nogi jak pani Magdy:))) Co prawda, dobrze Pan robi. W ten sposób nie musi jej Pan słuchac:)))

a w porze Tylewizji to już sił ani na czytanie, ani na słuchanie (no może trochę) nie mam. Ale na patrzenie to i owszem:)))

Konkretnie, Jana Krzysztofa Bieleckiego w pierwszym (jaki widziałem) telewizyjnym wywiadzie po mianowaniu na stanowisko premiera. Był spocony, bo zdybano go po zejściu z boiska, gdzie pewnie haratał w gałę z szefem, i w ogóle wyglądał nieświeżo, ale wtedy jakoś uderzył mnie ten jego szczególny sposób zachowania się i mówienia - jakby cinkciarza spod Peweksu, którym pod tym względem nie przestał być nawet jako międzynarodowy bankier w garniturze od londyńskiego krawca. KL-D wydawał mi się wtedy partią całkiem sympatyczną, więc nie ma mowy o politycznym uprzedzeniu! Tak też sobie myślę, że nasze wybory i postawy polityczne (moje się zmieniały, ale bardzo powoli) powodowane są różnymi czynnikami i chyba w nie największej mierze relewantnymi z politycznego punktu widzenia. Chociaż potem działa i sprzężenie zwrotne. Proszę sobie przypomnieć, jak wypiękniały niektóre postaci po rozstaniu z You-Know-Who. Taki Sikorski uchodził za człowieka niezrównoważonego psychicznie, a z dnia na dzień stał się wybitnym mężem stanu. To samo Lepper po zerwaniu koalicji. W niezależnych mediach zaczęto o nim pisać jako o może kiedyś nieostruganym, ale autentycznie ludowym działaczu, który w Brukseli robił całkiem dobre wrażenie. Giertych, niszczyciel polskiej oświaty, cenzor Gombrowicza, brunatny nacjonalista ze zdeformowaną, końską czaszką, którego młodzi idealiści ku ogólnej radości chcieli pakować "do wora i do jeziora", nagle okazał się nie tylko znakomitym mecenasem, ale szczerym demokratą, człowiekiem sensownym, dowcipnym i (co ważne dla niektórych) dobrze urodzonym. A jeszcze jest uszminkowana wariatka Staniszkis - dziś autorytet o liczącym się naukowym dorobku itd itp. Że już nie wspomnę o Lechu "Siekierce" Wałęsie, tym samym, co po chamsku zmieszał z błotem red. Turowicza i gotów był spuścić przed narodem spodnie, o ile Mazowiecki odważy się zrobić to samo (aż ks. Orszulik musiał szukać dla premiera aryjskich papierów). Marcinkiewicz to bodaj jedyny wyjątek, potwierdzający tym samym regułę. I odwrotnie - weźmy przykład Gowina. To też jakoś tłumaczy praktyczną bezowocność naszych polemik, bo cudzych poglądów można wysłuchać cierpliwie i ze zrozumieniem, ale nie sposób uwolnić się od bagażu osobistych, niepowtarzalnych życiowych doświadczeń.

Zdumiał mnie Pan tym Lepperem:))) Kto i kiedy nagle ujrzał w nim gentlemana?:))) Podobnie z Wałęsą...Fakt, ze pan Kaczyński, który go wypromował (regularnie promował chamów i prostaków, co trwa do dziś) nagle postanowił zrobić z niego agenta, bo nie zdołał go sobie podporządkować, jeszcze nie znaczy, ze Wałęsa został mężem stanu:))) Pan Marcinkiewicz, kolejne "odkrycie" pana Kaczyńskiego...Przeciez zal nogi sciska patrząc na niego i słuchając tego, co mowi. Pani Staniszkis niewątpliwie potrzebuje psychoanalityka, natomiast nie widzę powodu, żeby deprecjonować mecenasa Giertycha, czy pana Gowina. Wprawdzie uważam, ze ten ostatni zaprzedał dusze diabłu, co zdarza się intelektualistom, niemniej Roman Giertych był zawsze tym, kim jest dziś - neoendekiem z silnym instynktem państwowym. Jest to również moja opcja jako fanki i biografa Romana Dmowskiego, więc proszę się nie dziwic:)))

jak antypisowski mainstream. Przynajmniej na poziomie deklaracji, bo podejrzewam, że oni też skrycie gardzą Wałęsą i uważają go za kreaturę jakichś innych sił - lecz zapewne nie Kaczyńskiego. Wykorzystują go jedynie i to na użytek zagranicy, a nie znającej go jak zły szeląg polskiej publiczności. Wyjaśnię jeszcze, że oczywiście Lepper na gentlemana nie awansował, ale naprawdę był wspominany jako "całkiem prosty, jak na garbatego", zwłaszcza na tle byłego koalicjanta. Co było o tyle zabawne, że wcześniej to Kaczyńskiego miał najbardziej kompromitować sojusz z Lepperem. W każdym razie o tym, że w Brukseli jako wicepremier ratował wizerunek rządu i garnitur dobrze na nim leżał naprawdę czytałem w Wyborczej. O Romanie Giertychu miałem zawsze tak złe zdanie, jak Pani ma dobre, a o Staniszkis (nawiasem mówiąc, też w istocie neoendeczce z paleoendeckiego domu) kiedyś, tzn. w latach 80. kiedy przeczytałem jej książkę i parę artykułów - nie najgorsze. Cóż, tempora mutantur... Pominęła Pani Sikorskiego - czyżby był zbyt ważny jako opozycyjny autorytet, żeby wyrazić o nim zdanie równie bezkompromisowe, jak o Wałęsie? W szczerą sympatię fanki Romana Dmowskiego do tej postaci nie uwierzę ;)

Alez proszę potraktować moja deklaracje poważnie!!! Podziwiam szerokie horyzonty pana Romana i jego bezkompromisowość w dążeniu do celu. A nie było dla niego ani swietych, ani autorytetów, mówił prosto w oczy premierom, prezydentom i ministrom, co o nich myśli, nie tracąc ich podziwu i opinii "dystyngowanego gentlemana" (to sekretarz stanu UK Balfour:))) U Polaków tylko jakos nie miał wzięcia... Woleli awanturniczego watażkę, który na fakt wyrzucenia przez Wielkopolan Niemców i dołączenia do tworzącej się Polski mówił: un cadeau Koalicji:))) Ale już tak jest z naszymi rodakami. A co do Sikorskiego - fajny kozak, walczył w Afganistanie, latał na odrzutowcach, poderwał ekstra-babke sam majac aparycję boksera po 10 latach dostawania w nos..:))) Niemniej zgadzam się z nim w pryncypiach i ocenach

i nnie pomoze w tym ani P kalina ani P Robert musza kiedys wreszcie uwierzyc czy to z Hierarchia czy bez niej i tu zaden PiS czy nawet diabel nie ma nic do TEGO

To jednak typowa od lat dla TP megalomania... z wiara nie ma zle bo TP zaczal sie nieco lepiej sprzedawac:). Pogratulowac
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]